Seriale TV

CZARNE LUSTRO: BANDERSNATCH. Iluzja wolnego wyboru

Film jak komputerowa gra przygodowa

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

Nie miałbym nic przeciwko, gdyby Netflix co roku spóźniał się ze świątecznym prezentem, a następnie gdzieś pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem obdarowywałby mnie kolejnym sezonem lub chociaż epizodem serialu Czarne lustro. Dziś rano przebrany za św. Mikołaja Charlie Brooker, twórca słynnej, cyberpunkowej serii, oraz jego elf, reżyser David Slade, przeszli jednak samych siebie i sprezentowali widzom interaktywny film poszerzający uniwersum Black Mirror. Co prawda, już na długo przed premierą filmu Slade’a Internet huczał o tym, że właśnie przy okazji Bandersnatcha widzowie będą mieli wpływ na losy głównego bohatera, lecz nikt z nas nie miał do końca pojęcia, jak to miałoby w praktyce wyglądać. Czy interaktywność historii jest zatem rozwiązaniem rewolucyjnym, zwykłą ciekawostką, a może przeszkodą w odbiorze dzieła filmowego?

Czarne lustro: Bandersnatch osadzone zostało w latach 80. ubiegłego stulecia i koncentruje się na postaci Stefana (Fionn Whitehead), młodego i ambitnego programisty, którego celem jest napisanie komputerowej gry przygodowej na podstawie paragrafówki Bandersnatch autorstwa niejakiego Jerome’a F. Daviesa. Co interesujące, tworząc ten interaktywny film, Charlie Brooker inspirował się prawdziwą historią firmy Imagine Software, działającej na polu komputerowej rozrywki na początku lat 80. XX wieku. Wspomniane brytyjskie studio pogrzebały jednak zbyt ambitne idee mające na celu wprowadzenie nowej jakości rozrywki oraz zapobieganie piractwu. Ostatnie przedsięwzięcie Imagine Software nosiło nazwę The Megagames i należała do niego gra Bandersnatch. Podtytuł pierwszego filmu z uniwersum Black Mirror odnosi się także do twórczości Lewisa Carrolla, który na potrzeby powieści Alicja po drugiej stronie lustra wymyślił stwora o nazwie Bandersnatch.

Widz Bandersnatcha staje się po raz pierwszy częścią technologii, która ma zgubny wpływ na człowieka

Powyższy opis to punkt wyjścia dla interaktywnej „zabawy”. Film Slade’a przypomina przygodową grę komputerową, w której gracz decyduje, w jakim kierunku ma rozwijać się historia, doprowadzając ją tym samym do alternatywnych zakończeń. Netflix przed uruchomieniem filmu prezentuje krótki instruktaż posługiwania się pilotem, klawiaturą, padem, za pomocą których możemy podejmować decyzje i kierować losami Stefana. Na selekcję mamy ok. 10 sekund, a film w tym czasie nie jest przerywany i wszystko odbywa się całkiem płynnie. W przypadku, gdy nie zdążymy podjąć jakiejkolwiek decyzji, system dokona wyboru za nas. Nawet jeśli widza nie interesowały nigdy wcześniej przygodówki komputerowe, to poradzi sobie z intuicyjnym sterowaniem. Na rozgrzewkę podejmujemy decyzję, które z płatków – cukrowe lub Kellogg’s – Stefan zje na śniadanie. Zabawna to rzecz, ale warto pamiętać, że u Brookera wszystko może mieć znaczenie. To, co zje, czego wysłucha i przede wszystkim co zrobi Stefan, odbija się nie tylko na nim, ale też na osobach, które spotyka na swej drodze. Tym samym odbiorca staje się po raz pierwszy częścią technologii, która w serii Czarne lustro ma najczęściej zgubny wpływ na człowieka.

Specyfika omawianego filmu Slade’a wymagała od głównie młodych aktorów ogromnej kreatywności. Fionn Whitehead (Dunkierka) w roli Stefana jest naturalny i przekonywający. Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiemy, jego postać płynnie przechodzi w stan szaleństwa lub wyciszenia. Na uwagę zasługuje tu jednak przede wszystkim Will Poulter (Więzień labiryntu), którego tajemnicza postać odpycha i jednocześnie niezwykle ciekawi. Wielowymiarowość i nieliniowość opowieści musiała być również twardym orzechem do zgryzienia dla jej reżysera. David Slade, który miał już wcześniej do czynienia z serią Czarne lustro przy okazji kręcenia odcinka Twardogłowy, uniknął jednak problemu niespójności fabuły, który był chyba największym zagrożeniem tej formy produkcji. Dodatkową trudnością było odtworzenie rzeczywistości lat 80., jednak i tutaj się udało, ponieważ serial doskonale oddaje klimat ówczesnych realiów i wzbudza zamierzoną nostalgię.

Praca nad filmem Czarne lustro: Bandersnatch trwała osiem miesięcy. Na potrzeby interaktywnej produkcji Netflix musiał zbudować oprogramowanie, dzięki któremu płynnie, bez irytującego buforowania, widz wciągnie się w wir opowiadanej historii. W moim przekonaniu sztuka ta się twórcom udała. Spotkałem się jednak z głosami, które w nowej, interaktywnej formie serialu widzą już przyszłość powtarzalnej telewizji. Nie wysuwałbym jednak tak daleko idących wniosków. Film, w którym to widz decyduje o kierunku rozwoju historii, jest ciekawym i wciągającym eksperymentem. Od pierwszego obejrzenia Bandersnatcha dziś rano wracam do niego co jakiś czas, aby sprawdzić, czy inna decyzja zmieni los Stefana. Decyzyjność buduje także napięcie, bo stajemy się poniekąd „odpowiedzialni” za los głównego bohatera i innych postaci. Czujność potrzebna do podjęcia wyboru w ciągu zaledwie dziesięciu sekund rozprasza jednak widza i nie jest on w stanie zagłębić się w oglądaną opowieść. Mamy zatem do czynienia z interesującym, ale innym rodzajem odbioru dzieła filmowego, które mimo dostarczenia możliwości kierowania postacią paradoksalnie pozbawia nas zdolności odczuwania empatycznego. Nie zapominajmy także, o czym przede wszystkim opowiada seria Czarne lustro. Jeśli więc uważasz, że posiadasz wolną wolę, wybierając akurat tę, a nie inną ścieżkę, to wiedz, że jesteś w błędzie. Bandersnatch stwarza jedynie iluzję wyboru, efektownie doprowadzając nas, dokąd tylko chce, i to jest w nim właśnie najlepsze.

Ostatnio dodane