Connect with us

Publicystyka filmowa

HORROR w 2020 roku. 13 filmów grozy, na które czekam

HORROR w 2020 roku zapowiada się obiecująco, pełen sequeli i remake’ów, które mogą przerazić lepiej niż ich pierwowzory.

Published

on

Groza w pandemii. Najlepsze HORRORY 2020 roku

Po przyzwoitym, ale pełnym głównie średniej jakości horrorów roku 2019 ten nowy zapowiada się nieco lepiej. Chyba. Liczę, że James Wan nie zawiedzie mnie i przerazi, jak to ma w swoim zwyczaju, a jego stary kompan, Leigh Whannell, dotrzyma mu kroku. Chciałbym wierzyć, że liczne sequele i remaki nie tylko dorównają swym poprzednikom, ale w niektórych przypadkach ich przebiją (na ciebie patrzę, Halloween). Nie wiem, czemu to właśnie Chris Rock zabiera się za odkurzenie Piły – co również ma nastąpić w tym roku – ale mam nadzieję, że wie, co robi. Z komiksowych horrorów otrzymamy wampirzego Morbiusa z Jaredem Leto, drugiego Venoma (ponoć tym razem z kategorią wiekową R) oraz wielokrotnie przekładanych Nowych mutantów. Rok zaś otworzymy nową Klątwą (o której pisałem już w zeszłorocznym zestawieniu najbardziej oczekiwanych horrorów) oraz Demonami prerii, wyświetlanymi w 2018 roku na Splat!FilmFest, wtedy jeszcze pod oryginalnym tytułem – The Wind. Bardzo udany film grozy w westernowej scenerii. Polecam.

Advertisement

Filmów grozy będzie w tym roku jeszcze więcej, niektóre z nich zapowiadają się ambitnie i smakowicie, inne zainteresują zapewne tylko fanów gatunku. Ponownie wybrałem 13 tytułów, na które najbardziej czekam. Kolejność jak zawsze alfabetyczna. W ciągu następnych 12 miesięcy z pewnością pojawią się filmy, o których realizacji nawet nie słyszałem, a które spokojnie mogłyby i powinny znaleźć się na tej liście. Cóż, wyczekujmy takim niespodzianek.

Candyman

Remake, reboot, reinterpretacja, a nawet duchowy następca – spotkałem się już z kilkoma, często wykluczającymi się określeniami na to, czym ma być przygotowywany przez Jordana Peele’a nowy Candyman. Autor Uciekaj! oraz To my tym razem pełni wyłącznie funkcje scenarzysty i producenta; za reżyserię odpowiada Nia DaCosta (Little Woods). Akcja filmu ponownie ma się rozgrywać w Chicago, ale w miejscu, które nie przypomina już w niczym biednego blokowiska, a wyewoluowało w osiedle dla klasy wyższej.

Advertisement

Komentarz socjologiczny od zawsze wpisany był w mit o Candymanie, czego można było również spodziewać się po Peele’u. Ten w wywiadzie powiedział, że jednym z tematów nowej wersji będzie toksyczny fandom – intrygujące, zwłaszcza w kontekście legendarnego potwora z hakiem i zmiany statusu społecznego miejsca akcji. W obsadzie Yahya Abdul-Mateen II (Aquaman, Watchmen) oraz oryginalny Candyman, czyli Tony Todd.

Ciche miejsce 2

https://www.youtube.com/watch?v=QbynQn2_0RU

Advertisement

Nakręcone przez Johna Krasinskiego Ciche miejsce było znakomicie trzymającym w napięciu horrorem, który w równej mierze chciał wystraszyć widza, jak opowiedzieć emocjonalną historię rodziny radzącej sobie podczas apokalipsy. Świetne role Emily Blunt, Krasinskiego oraz młodych aktorów grających ich dzieci jeszcze bardziej pozwoliły mi uwierzyć w świat, w którym najniebezpieczniejszy był dźwięk, ściągający na ludzi nieznanego pochodzenia stwory. Nie wiem, czy ten niedrogi film potrzebował kontynuacji, ale 340 milionów dolarów wpływów z kin całego świata robi swoje.

Nie wiem, o czym będzie sequel, poza tym, że teaser sugeruje podróż bohaterów do nowego miejsca. Do obsady dołączają Cillian Murphy oraz Djimon Hounsou, ale mnie najbardziej cieszy fakt, że nieobarczony tym razem koniecznością występowania przed kamerą Krasinski będzie mógł skupić się wyłącznie na pracy za kamerą. To jego reżyserska ręka sprawiła, że pierwowzór był tak intensywnym i w swej prostocie wspaniałym filmem.

Advertisement

Głębia strachu

To zły znak, gdy nakręcony w 2017 roku film ma premierę dopiero trzy lata później; na dodatek taki, który kosztował 80 milionów dolarów. Zwiastun faktycznie zapowiada drogie kino – scenografia podwodnej lokacji wygląda autentycznie, efekty specjalne nie śmierdzą kiczem, jest efektownie i dynamicznie, a aktorzy, na czele z Kristen Stewart i Vincentem Casselem, mogą się podobać. Jednocześnie jest to film o grupie morskich badaczy, którzy odkrywają na dnie oceanu potwory; w tego typu produkcjach pierwsze, z czym żegnają się twórcy, to realizm. Należy zatem już na wstępnie założyć, że dzieło Williama Eubanka nie będzie za mądre.

Advertisement

To powiedziawszy, czekam na Głębię strachu jak na mało który horror w tym roku. Uwielbiam filmy dziejące się pod wodą, na czele z Cameronowską Otchłanią, być może dlatego, że grozę opierają w dużej mierze na klaustrofobii i braku możliwości ucieczki, jednocześnie realizując schemat kosmicznego kina science fiction, ale na Ziemi. Mieliśmy wcześniej Lewiatana (Obcy pod wodą), mieliśmy Kulę (Solaris pod wodą), a teraz film Eubanka, który też, podejrzewam, będzie kopią czegoś, co już znamy. Nie szkodzi – jeśli okaże się zrobiony z nerwem i nie za głupi, będę bardziej niż usatysfakcjonowany.

I’m Thinking of Ending Things

Netflix w zeszłym roku niesamowicie zawiódł mnie swymi horrorowymi propozycjami, ale być może 2020 sprawi, że odzyskam do nich zaufanie. Wszystko za sprawą nowego filmu Charliego Kaufmana, który ekranizacją książki Iana Reida I’m Thinking of Ending Things po raz pierwszy w karierze wkracza na terytorium kina grozy. Główna bohaterka zostaje zabrana do domu rodziców swojego chłopaka, co jest dla niej kłopotliwe, gdyż poważnie myśli o rozstaniu z nim. Na miejscu panuje niepokojąca atmosfera, ale to dopiero początek koszmaru młodej kobiety.

Advertisement

 Pierwotnie w filmie miała zagrać Brie Larson, ale po wycofaniu się z projektu zastąpiła ją Jessie Buckley (Pod ciemnymi gwiazdami). W pozostałych rolach Jesse Plemons, Toni Collette i David Thewlis.

Kaufman, nagrodzony Oscarem scenarzysta Być jak John Malkovich, Adaptacji oraz Zakochanego bez pamięci, wie, jak sprawić, aby świat jego śmieszno-smutnych bohaterów stał się jeszcze dziwniejszy, wydobywając na wierzch ich stany emocjonalne. Jeśli uda mu się wykorzystać ten talent w tym psychologicznym filmie grozy, czeka nas głęboko horrorowe doświadczenie.

Advertisement

Kolekcjoner 3 (The Collected)

Poza Cichym miejscem 2 rok 2020 przyniesie nam wysyp innych sequeli na czele z Obecnością 3, Brahms: The Boy II, Halloween Kills i Escape Room 2. Prawdę mówiąc, niespecjalnie na nie czekam, poza jednym wyjątkiem – trzecim filmem z serii o Kolekcjonerze.

Po części drugiej nie spodziewałem się zobaczyć dalszego ciągu pojedynku pechowego włamywacza Arkina z tytułowym seryjnym mordercą, tym bardziej że finał wydawał się być jednoznaczny i wyjątkowo satysfakcjonujący. Najwyraźniej jednak reżyser Marcus Dunstan albo miał pomysł na kolejną kontynuację, albo wręcz przeciwnie, wracając do serii, która była ukończona. Dla mnie to bez znaczenia, bowiem oba wcześniejsze filmy (zwłaszcza oryginał) uważam za zaskakująco udane odwrócenie schematów torture porn, koncentrujące się bardziej na pozytywnym bohaterze niż psychopatycznym łotrze.

Advertisement

Josh Stewart powraca jako Arkin, a nowym obsadowym nabytkiem będzie weteran B-klasowego kina, Tom Atkins (Halloween III, Noc pełzaczy), wcielający się w ojca głównego bohatera.

Last Night in Soho

Edgar Wright kręci swój pierwszy niekomediowy horror! Według opisu na IMDb będzie to historia współczesnej dziewczyny (Thomasin McKenzie, Jojo Rabbit), która w tajemniczy sposób trafia do swingującego Londynu lat 60., gdzie spotyka swoją idolkę, początkującą piosenkarkę (Anya Taylor-Joy, Czarownica). Ma to oczywiście swoje mroczne konsekwencje.

Advertisement

Inspiracją dla reżysera Wysypu żywych trupów miały być Wstręt Polańskiego oraz Nie oglądaj się teraz Roega, co sugeruje niesamowicie wysoko postawioną poprzeczkę, choć w przypadku Wrighta najciekawsze będzie to, w jaki sposób oprze się swej ciągnącej ku komedii naturze.

Nie boję się o styl filmu – fałszywy zwiastun Don’t udowodnił, że Brytyjczyk doskonale potrafi odtworzyć nie tylko wizualia, ale i nastrój kina innej epoki. Póki nie pojawi się pierwszy zwiastun, trudno orzec, jaki rodzaj grozy zaserwuje nam Wright i z czym utożsamia on horror. Czekam jednak niecierpliwie na każdy jego film, zwłaszcza taki, którego bym się po nim nie spodziewał.

Advertisement

Malignant

Za każdym razem, gdy James Wan kręci jakiś wysokobudżetowy film, zarzeka się, że do kina grozy za szybko nie wróci. I zawsze dzieje się tak, że następnym jego obrazem jest horror. Jednak zamiast Obecności 3 (ta pojawi się w tym roku, ale reżyserem będzie Michael Chaves, autor Topieliska. Klątwy La Llorony), australijski twórca zabiera się za całkiem nowy projekt. Do Malignant Wan napisał scenariusz razem ze swoją partnerką, Ingrid Bisu, ale do końca nie wiadomo, czy film ma być ekranizacją jego komiksu The Malignant Man z 2011 roku, czy też oryginalną propozycją.

W roli głównej występuje Annabelle Wallis, która wcześniej pojawiła w Wanowskim uniwersum Obecności w pierwszej Annabelle.

Advertisement

Od Malignant oczekuję przerażenia. Wan jest krytykowany za przesadne użycie w swych filmach jump scare’ów, ale równocześnie jest to reżyser, który wciąż wymyśla nowe sposoby, aby zaskoczyć widza metodami straszenia. Wystarczy przyjrzeć się jego pracy przy obu częściach Naznaczonego i obu Obecnościach, aby przekonać się, że w żadnym z tych horrorów nie ogranicza się on do tych samych trików. Nie bez powodu zakonnica w Obecności 2 budziła lęk, ale już w swym solowym, nienakręconym przez Wana filmie częściej śmieszyła. Bez względu na to, o czym Malignant będzie, wiem, że Wan stanie na rzęsach, aby wystraszyć nas nie na żarty. Ma to we krwi.

Małgosia i Jaś

Advertisement

Nie jestem entuzjastą Zła we mnie Oza Perkinsa, a jeszcze mniej podobał mi się jego netfliksowy horror I Am the Pretty Thing That Lives in the House. Sposób, w jaki opowiada on swe fabuły, jest porażająco wystudiowany i zimny, rodzący dystans widza do materiału. Nie mogę mu jednak odmówić umiejętności kreowania wyjątkowo posępnego nastroju oraz ukazywania zła w swej niepokojącej i po prostu strasznej formie, a tego właśnie chcę od tej nowej wersji Jasia i Małgosi.

Zmiana kolejności imion w tytule wydaje się być kluczowa, gdyż wydarzenia przedstawione w filmie mamy oglądać z perspektywy właśnie Małgosi, w którą wciela się Sophia Lillis (To). Babę Jagę gra Alice Krige, weteranka kina grozy, by wymienić choćby Upiorną opowieść, Lunatyków oraz Silent Hill. Zwiastun zaś prezentuje znaną baśń w sposób bliski horrorowi, z wieloma ujęciami, od których cierpnie skóra. Jeśli Perkinsowi uda się ożywić narrację, nie tracąc przy tym nic z fatalistycznej mocy wcześniejszych filmów, czeka nas prawdziwa rewelacja.

Advertisement

Równocześnie wspomnę, że w 2020 roku wyjdzie również kolejna ekranizacja Wiedźm Roalda Dahla, tym razem w reżyserii Roberta Zemeckisa. Poprzednia wersja, którą podpisał Nicolas Roeg (Nie oglądaj się teraz), obrosła już niemałym kultem, strasząc wiele dzieci, w tym niżej podpisanego. Zobaczymy, czy Zemeckisowi uda się powtórzyć sukces tamtego filmu.

Nawiedzony dom na wzgórzu, sezon 2

Nakręcony przez Mike’a Flanagana pierwszy sezon Nawiedzonego domu na wzgórzu traktuję jako jeden z najlepszych horrorów 2018 roku. Ta wariacja historii, najpierw napisanej przez Shirley Jackson, a później dwukrotnie zekranizowanej przez Roberta Wise’a i Jana de Bonta, porażała emocjonalną siłą, która przełożyła się na strach. Pod tym względem chyba tylko Inni Amenábara wywołali we mnie większą trwogę. Rozgrywająca się na dwóch planach czasowych opowieść o rodzinie mieszkającej w nawiedzonym domu, a następnie radzącej sobie z traumą tamtych wydarzeń uczyniła z Flanagana już nie obiecującego twórcę horrorów, ale spełniony talent. Szkoda ckliwego finału dla tak znakomitej całości, ale sam reżyser był świadom popełnionego błędu.

Advertisement

Drugi sezon ma inny tytuł (The Haunting of Bly Manor), gdyż nie ma być kontynuacją, a całkiem nową historią. No, niekoniecznie nową – Flanagan ponownie bierze na warsztat literacki klasyk, tym razem W kleszczach lęku Henry’ego Jamesa, znane również dzięki wspaniałej ekranizacji Jacka Claytona sprzed prawie pół wieku. Co ciekawe, rok 2020 przyniesie nam jeszcze jedną nową wersję tej opowieści o guwernantce i jej nie tak znowu niewinnych małych podopiecznych – już w styczniu premiera The Turning z Mackenzie Davis i Finnem Wolfhardem w rolach głównych.

Stawiam jednak na Flanagana. Po tak znakomitym pierwszym sezonie nie wyobrażam sobie innego reżysera, który umiałby uczynić grozę tak dojmująco tragicznym przeżyciem, a W kleszczach lęku tego właśnie wymaga.

Advertisement

Niewidzialny człowiek

Po klapie Mumii z Tomem Cruise’em, filmie, który miał zainicjować tak zwane Mroczne Uniwersum, a ostatecznie pogrzebał jakiekolwiek plany wspólnej serii z potworami wytwórni Universal, trudno było przewidzieć, kiedy i w jakiej formie zobaczymy innych bohaterów klasycznych horrorów z lat 30. poprzedniego wieku. Leigh Whannell, scenarzysta oryginalnej Piły, wydawał się być nietypowym wyborem na reżysera Niewidzialnego człowieka, choć swym B-klasowym, znakomicie przyjętym thrillerem science fiction Upgrade z pewnością przekonał do siebie wielu zainteresowanych.

Advertisement

Albo i nie – koszt jego nowego filmu podobno wynosi kilka milionów dolarów, co w porównaniu z budżetem Mumii wydaje się żartem. Nikt jednak nigdzie nie powiedział, że Whannell potrzebuje dużo pieniędzy, aby nakręcić dobry horror.

Motyw człowieka, który wskutek niewidzialności odrzuca wszelkie skrupuły i moralność, zostaje tutaj uzupełniony o perspektywę maltretowanej kobiety (w tej roli Elisabeth Moss), terroryzowanej przez niewidocznego napastnika. Kino, również grozy, powinno karmić się współczesnymi nastrojami społecznymi, choć niedawne horrory inspirowane ruchem #MeToo do udanych nie należą (Countdown, Czarne święta). Wierzę jednak, że Whannell poradzi sobie z tym wyzwaniem i da nam coś autentycznego, nie zapominając przy tym o rozrywce. Zdradzający aż za dużo zwiastun sugeruje kino bliskie stylistyce Upgrade – mocne i efektowne – choć to również niespodzianki fabularne sprawiły, że tamten film był tak udany.

Advertisement

Poroże

Zwiastuny Poroża wskazują na ponury, zimny i makabryczny horror, odwołujący się do legendy o Wendigo, umieszczając potwora we współczesnym małym amerykańskim miasteczku. Nazwiska reżysera Scotta Coopera i producenta Guillermo del Toro nadają projektowi rangi, a i udział zawsze solidnych Keri Russell i Jessego Plemonsa jest dobrym prognostykiem.

Advertisement

To, co jednak najbardziej podoba mi się w zapowiedziach, to skupienie się na mitologicznej stronie grozy, obłaskawieniu horroru przez zamknięcie go w formie opowiadania, podania, przekazu. Jeśli będzie to równie ważnym, co spotkanie z bestią, elementem fabuły Poroża, może to być jeden z najciekawszych i najstraszniejszych filmów roku.

The Night House

The Night House ma być opowieścią o wdowie, która po śmierci męża poznaje jego przerażające sekrety. Wiadomo niewiele więcej poza obsadą – w roli głównej wystąpi Rebecca Hall, a partnerować jej będą znana z serialu Barry Sarah Goldberg oraz Stacy Martin (Nimfomanka). Czemu zatem umieściłem ten tytuł na liście? Wyłącznie ze względu na osobę reżysera – Davida Brucknera.

Advertisement

Najlepszą częścią nowelowego horroru sprzed kilku lat, Southbound, była historia mężczyzny, który potrąca nocą kobietę, a następnie stara się zrobić wszystko, aby uratować jej życie. Sam film był bardzo nierównym dziełem, ale dzięki tej jednej opowieści trudno było o nim zapomnieć. Jej autorem był właśnie Bruckner, który następnie zrealizował kupiony przez Netlix Rytuał, niezły horror o grupce Anglików na pieszej wyciecze po szwedzkich górach, których dopada tamtejsza folklorystyczna legenda.

Film ten tylko potwierdził talent Brucknera w kreowaniu ponurej atmosfery i intensywnych scen grozy – tego właśnie spodziewam się po The Night House. Światowa premiera już w tym miesiącu na festiwalu w Sundance.

Advertisement

W lesie dziś nie zaśnie nikt

Polski horror, którego fabuła sugeruje typowy leśny slasher z lat 80., czyli grupka młodych ludzi na obozie, brak możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym i czyhające na nich śmiertelne niebezpieczeństwo. Reżyser Placu zabaw, Bartosz M. Kowalski, musi być bardzo pewny siebie, aby wierzyć w powodzenie projektu, który wygląda na kopię niezliczonej ilości amerykańskich horrorów.

Advertisement

Niemniej jednak czekam. Bo pomimo coraz silniejszej potrzeby korzystania w Polsce z estetyki i repertuaru typowych dla kina grozy chwytów (czego dowodem niech będą Wieża. Jasny dzień, Monument, Wilkołak czy Córki dancingu) brak jest chęci nakręcenia rasowego horroru. Tymczasem W lesie dziś nie zaśnie nikt chyba takim właśnie filmem chce być, nadrabiającym brak oryginalności gatunkową czystością i entuzjazmem. Trzymam kciuki.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *