Connect with us

Recenzje

HALLOWEEN III. Ten bez Michaela Myersa

Trzecia część „HALLOWEEN III” zaskakuje brakiem Michaela Myersa, przenosząc nas w mroczny świat czarownic i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Published

on

HALLOWEEN III. Ten bez Michaela Myersa

Trzecia odsłona cyklu Halloween jest zdecydowanie najbardziej znienawidzoną. Nawet pojedynek Michaela Myersa z Busta Rhymesem w Powrocie, który często przywołuję jako przeskoczenie rekina dla całego gatunku, nie spotkał się z aż tak dużą niechęcią, jak pomysł debiutującego reżysera oraz scenarzysty Tommy’ego Lee Wallace’a (autora pierwszej adaptacji Tego). Powód jest jeden – brak ukochanego złoczyńcy.

Może gdyby Sezon czarownic (na taśmie przetłumaczony jako Pora czarownicy, ale bez obaw, „Niebezpiecznego zbiega” nie zastąpiła tu latająca na miotle morderczyni) ukazał się jako druga część cyklu, fala krytyki nie byłaby aż tak monstrualna. Zmieniłoby to charakter Halloween na bliższy formule przyjętej przez autorów osiemnastu (to nie żart) części Amityville, gdzie łącznikiem pomiędzy niemal wszystkimi jest jedynie miejsce akcji (choć i to nie zawsze). Taki był zresztą pierwotny zamysł producentów (w tym Johna Carpentera) – stworzenie antologii z każdorazowym finałem ostatniego dnia października. Popularność pierwszego filmu sprawiła jednak, że koncepcję odłożono, słusznie dopatrując się sukcesu w kontynuowaniu historii Michaela Myersa. Okazało się, że był to bilet w jedną stronę.

Advertisement

WENECJA 2017. Our Souls at Night, reż. Ritesh Batra

W 1982 roku dodatkowy problem stanowił brak tradycji absurdalnych powrotów pokonanych morderców z dopiero rozpoczynających się, długowiecznych serii slasherowych. Halloween III ukazało się dwa miesiące po trzecim Piątku trzynastego, a więc na długo przed zmartwychwstaniem rozkładających się, porażonych piorunem zwłok Jasona Voorheesa. Myers został przywołany do życia dopiero w szalonych czasach, gdy morderca z Crystal Lake wyzwalał się z podwodnej niewoli za sprawą telekinetycznych zdolności córki brutalnego alkoholika.

Wystarczy jednak wyzbyć się fanowskiej miłości, dać się ponieść jesiennej atmosferze i interesującej, choć przewidywalnej historii o walce z potężną, żądną władzy korporacją, aby odkryć ogromną przyjemność z oglądania wizji Wallace’a, człowieka, który z Halloween był związany od samego początku – w 1978 roku zajmował się montażem i to jemu zaproponowano posadę reżysera pierwszego sequelu, lecz odmówił z powodu niedorzecznego w jego opinii pomysłu uczynienia z Michaela Myersa oraz Laurie Strode rodzeństwa. Jako główny wzorzec posłużyła natomiast Inwazja porywaczy ciał z 1956 roku, nawet zdjęcia kręcono w dokładnie tym samym miasteczku, a zakończenia obydwu filmów są do złudzenia podobne.

Advertisement

W Polsce film ukazał się dzięki sopockiemu NVC, a taśmę otwiera rozczulająca reklama czasopisma, z której dowiadujemy się, że „nowy miesięcznik Pawie oko to klucz do światowej telewizji satelitarnej. W pierwszym zwiastunie możemy zobaczyć fragmenty filmu o tytule z dość zawiłą historią. Obecnie we wszystkich bazach widnieje jako Niebieska małpa, lecz pierwotnie był Zieloną małpą (kolor zmieniono, ponieważ pod koniec lat 80. popularna była teoria spiskowa przekonująca, jakoby zielone małpy rozprzestrzeniały AIDS), ale ktoś mądry zauważył, że właściwie nie pojawiają się tutaj człekokształtne i na wielu rynkach wideo (także na polskim) kasetę opublikowano pod bardziej adekwatną nazwą Insekt lub Owad, wybili się jedynie Brytyjczycy, stawiając na Invasion of the Bodysuckers.

.. Drugim reklamowanym filmem jest nudnawy telewizyjny kryminał Sprawa dusicieli z Hillside, a między obydwoma istnieje ciekawa zależność, przez którą polskie wydanie Owada jest jeszcze bardziej mylące. Otóż przy kopiowaniu okładki najwyraźniej pomylono wydruki i zamiast właściwej obsady umieszczono nazwiska twórców Sprawy dusicieli z Hillside.

Advertisement

Najciekawszą zmianą w trzecim filmie jest zrezygnowanie z widmowego kształtu, jak pierwotnie opisany był Myers w scenariuszu, na rzecz wroga jawnego, a w dodatku obecnego w każdym domostwie – telewizora. Świetny pomysł, ale wyrósł z niego także największy problem historii – niezrozumiałe motywacje czarnego charakteru. Dlaczego Srebrna Koniczyna chce zabić wszystkie amerykańskie dzieci? Co w ten sposób osiągnie? A przy okazji – jak można dorobić się fortuny na sprzedaży zaledwie trzech wzorów masek sprzedawanych wyłącznie w październiku? Stojący za całym tym zamieszeniem „byznesmen” (zapis zgodny z odczytem Tomasza Knapika) być może chce „tylko patrzeć, jak świat płonie”, ale podchodzi do tego zdecydowanie mniej wiarygodnie niż Joker w Mrocznym rycerzu. Przymknijmy jednak oko na tę potężną dziurę w scenariuszu – przecież nie takie rzeczy widzieliśmy w filmach grozy – w ofercie jest przyzwoita rekompensata.

Dynia wygenerowana w retrokomputerze oraz syntezatorowe hałasy, jakie można by przypisać Bradowi Fiedelowi, już podczas napisów początkowych wprowadzają specyficzny nastrój. Tym razem nie odczuwamy lęku przed jednoosobowym złem, jakie mogłoby za chwilę wyskoczyć zza rogu, zamiast niego pojawia się napięcie towarzyszące przekonaniu, że być może cały świat oszalał i tylko główny bohater potrafi to dostrzec. W dorobku Johna Carpentera istnieje inny film o bardzo podobnej, dusznej atmosferze – Oni żyją.

Advertisement

Niepokój wzmaga także odliczanie kolejnych dni – od początku wiemy, że 31 października musi wydarzyć się coś znaczącego. Mam szczególną słabość do małomiasteczkowych, klaustrofobicznych horrorów, a ten stworzony przez Wallace’a jest jednym z moich ulubionych.

Sezon czarownic – taki tytuł powinien widnieć na okładce, bo dzięki temu nawet gdyby film okazał się rozczarowaniem, byłoby to spowodowane tym, co można na ekranie zobaczyć, a nie tym, czego zabrakło. Jestem przekonany, że gdyby nie oddech Myersa na karku, Halloween III nie okazałoby się totalną katastrofą finansową, a wręcz znalazłoby grono oddanych fanów i prawdopodobnie stałoby się jednym z wielu uwielbianych horrorów złotej epoki taśm VHS. Tak się składa, że dzisiaj (22 października) mija dokładnie trzydzieści pięć lat od pierwszej kinowej projekcji filmu, więc nadarza się idealna okazja, aby zobaczyć go raz jeszcze, tym razem bez uprzedzeń.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *