Connect with us

Publicystyka filmowa

Filmy SCIENCE FICTION, które są idealnym GUILTY PLEASURE

Guilty pleasure oznacza po prostu grzeszną przyjemność.

Published

on

Filmy SCIENCE FICTION, które są idealnym GUILTY PLEASURE

Guilty pleasure oznacza po prostu grzeszną przyjemność. Budzi ona zakłopotanie, wstyd, niezbyt często się do takich aktywności przyznajemy. W zakresie sztuki filmowej, która bywa jakościowo bardzo różna, a nasz gust nie zawsze jest z tą uznaną przez krytyków jakością zgodny, guilty pleasure nabrała wielkiego znaczenia w ciągu ostatnich 20 lat. Wiele filmów się źle zestarzało, a wiele zostało zauważonych dopiero po długim czasie właśnie dlatego, że nigdy nie były dobre. Warto jednak zaznaczyć, że musiały być złe w pewien bardzo specyficzny sposób – zachowując unikalny charakter. Tylko dlatego przetrwały i zainteresowały widzów. Poniższe filmy też należą do tej grupy, lub aspirują do niej, więc potrzeba im jeszcze kilkunastu lat, żeby traktować je jako grzeszne przyjemności przed ekranem.

„Żołnierze kosmosu”, 1997, reż. Paul Verhoeven

Film zrealizowany w pewnej konwencji, która nigdy do mnie nie przemówiła, chociaż do milionów widzów jednak tak. Po latach jednak produkcja Verhoevena zdaje mi się lepsza niż kiedyś, pod koniec lat 90. kiedy ją oglądałem. A to ze względu właśnie na tę koncepcję, kręcenie jakby z przymrużeniem oka, satyryczność w treści, chociaż nie do końca w formie, bo ona jednak wydaje się dzisiaj bardzo tania.

Advertisement

„Barbarella”, 1968, reż. Roger Vadim

Film zrealizowany dla jednej aktorki i o jednej aktorce, czyli dla Jane Fondy, która była w owym czasie muzą Rogera Vadima. Czy treść ma w nim znaczenie? Raczej nie, za to erotyczna atmosfera już tak. Nie ma drugiej takiej produkcji w świecie SF, która byłaby tak przesiąknięta zmysłowością. Dla tej atmosfery warto Barbarellę znać, co jakiś czas do niej wracać, odkrywać i – nawet współcześnie – podniecać się nią.

„Plan 9 z kosmosu”, 1959, reż. Edward D. Wood Jr.

Wampiry przybywają z kosmosu, żeby spijać krew Ziemian, a właściwie również wskrzeszać zmarłych, oraz – co najważniejsze – zniszczyć ludzki gatunek, bo zbyt daleko poszliśmy w myśleniu o globalnej zagładzie. Pomysł całkiem nowatorski, nawet dzisiaj, lecz realizacja iście archaiczna. Przez to właśnie Plan 9 jest klejnotem osobliwości w świecie kina fantastycznego.

Advertisement

„Armageddon”, 1998, reż. Michael Bay

Nie ma w historii kina SF bardziej patetycznego tytułu niż Armageddon. Mało tego, ów patos jest złączony z charakterystycznym dla kina amerykańskiego patriotyzmem, braniem odpowiedzialności przez USA za losy całego świata. Rosja pojawia się tylko grzecznościowo. Ludzkie emocje są zaś absurdalne, a bohaterowie nierealni, i dlatego to wszystko zapewnia mi wciąż świetną rozrywkę.

„Krótkie spięcie”, 1986, reż. John Badham

Jeden z tych tytułów, do których wciąż powracam. ANTROPOMORFIZACJA robota posunięta mocno poza granice rozsądku. Koszmarne niekiedy efekty animatroniczne. Mimo wszystko jednak fabuła zadziwiająco wyważona, między patosem, moralizatorstwem i rozrywkowością na najwyższym poziomie.

Advertisement

„Sędzia Dredd”, 1995, reż. Danny Cannon

Już sam strój Dredda predestynuje go do bycia królem kiczu. Na drugim miejscu są głos i miny Stallone’a. Gdzieś dalej scenariusz, ale umówmy się, że wcale aż tak źle nie jest pod względem historii. Filmowi jednak się mocno oberwało od krytyków. Z czasem jednak zyskał, bo owa kiczowata komiksowość jest obecnie zaletą. Nie ma w niej takiego męczącego zadęcia, jak we współczesnym kinie superbohaterskim.

„Marsjanie atakują!”, 1996, reż. Tim Burton

Lekki, zabawny, czasem gorzki, a przy tym wymykający się gatunkowi science fiction. Z drugiej strony jednak marnie zagrany, z koszmarnymi efektami specjalnymi, jednym słowem: przeszarżowany. O dziwo wyreżyserował go nie kto inny jak Tim Burton. W produkcji nie ma jednak nic Burtonowskiego, może dlatego jest ona tzw. guilty pleasure?

Advertisement

Tekst pierwotnie opublikowany w 2025 r.

Advertisement

Filozof, zwolennik teorii ćwiczeń Petera Sloterdijka, neomarksizmu Slavoja Žižka, krytyki psychoanalizy Jacquesa Lacana, operator DTP, fotograf, retuszer i redaktor związany z małopolskim rynkiem wydawniczym oraz drukarskim. Od lat pasjonuje się grami komputerowymi, w szczególności produkcjami RPG, filmem, medycyną, religioznawstwem, psychoanalizą, sztuczną inteligencją, fizyką, bioetyką, kulturystyką, a także mediami audiowizualnymi. Opowiadanie o filmie uznaje za środek i pretekst do mówienia o kulturze człowieka w ogóle, której kinematografia jest jednym z wielu odprysków. Mieszka w Krakowie.

Advertisement
2 komentarze

2 Comments

  1. F1nlandia

    27 stycznia, 2026 at 17:50

    NIE MACIE pieniedzy na DISQUS???

    Druga sprawa. Guilty pleasure z reguly oznacza nawiazanie do filmu, ktory jest nijaki i beznadziejny.

    1. ZOLNIERZE KOSMOSU – swietny akcyjniak sci-fi. Spod reki Paula Verhoevena. Bdb efekty specjalne.

    2. ARMAGEDDON – to samo. Typowy popcorn movie. Bardzo sprawnie zrealizowany – swietne efekty specjalne.

    JAK NAJBARDZIEJ nijaki i fatalny Dredd ze Stallonem, ktory w porownaniu z Dreddem, 2012 wypada jak NIC…

    • Wiking

      2 lutego, 2026 at 21:12

      @Finlandia
      Dobrze że się pozbyli tego diskasa, na połowie stron od roku nie działa.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *