search
REKLAMA
Zestawienie

Aktorzy, którzy mogliby zagrać JAMESA BONDA po NO TIME TO DIE

Filip Pęziński

25 listopada 2020

REKLAMA

Era Daniela Craiga nieubłaganie dobiega końca. Chociaż zagrał agenta 007 w pięciu filmach, czym zaledwie zbliżył się do rekordowych wyników Seana Connery’ego (sześć filmów oficjalnych + jeden niezależny od głównej serii) i Rogera Moore’a (siedem tytułów), to – jeśli założymy, że premiera Nie czas umierać rzeczywiście odbędzie się w przyszłym roku – był Jamesem Bondem najdłużej, bo półtorej dekady. Zastąpić go nie będzie zatem łatwo, bo mocno zżył się ze współczesnym widzem.

Osobiście chciałbym, żeby kolejny odtwórca postaci pokazał coś świeżego, wytrącił widzów z bezpiecznej strefy komfortu i zagrał na oczekiwaniach widowni. Nie będę zatem orędownikiem kompletnie chybionego pomysłu na angaż Toma Hardy’ego czy Hugh Jackmana. Nie będę stawiał na Henry’ego Cavilla, któremu do takich ról brakuje luzu. Z bólem serca nie wybiorę też Idrisa Elby, którego chętnie w tej roli bym zobaczył, ale przynajmniej dekadę wcześniej. Zdecydowałem się na moim zdaniem dużo ciekawsze kandydatury.

Richard Madden

Richard Madden powoli, ale konsekwentnie buduje swoją rozpoznawalność. Szerzej znany stał się dzięki Grze o tron, gdzie grał najstarszego syna Neda Starka, wystąpił także w popularnym serialu Bodyguard, pojawił się w świetnym Rocketmanie, a na przyszły rok zapowiedziane jest widowisko Marvela z jego udziałem – film Eternals. Ma wszystko, czego agent 007 potrzebuje – doskonałą prezencję, nienachalną charyzmę i brytyjską krew w żyłach. A przy tym pewne szaleństwo we wzroku, które każe mi myśleć o nim jako o kandydacie ciekawym i świeżym.

Robert Pattinson

Robert Pattinson to nie tylko jeden z najprzystojniejszych aktorów brytyjskich, ale też aspirujący ostatnio do tych najciekawszych. Po zdobyciu rozpoznawalności w nieszczęsnym Zmierzchu wyraźnie postanowił bawić się swoim emploi, przyjmując role ciekawe, zwariowane i niespodziewane. Ostatnio znów zaczął flirtować z kinem komercyjnym, występując w Tenet Christophera Nolana oraz przyjmując tytułową rolę w Batmanie Matta Reevesa. Ta ostatnia pozycja trochę kłóci mi się z jego angażem do roli agenta 007, bo jak to – jeden aktor będzie jednocześnie Bondem i Batmanem? Z drugiej strony jego wizerunek jako Bruce’a Wayne’a jest na tyle charakterystyczny i odstający od tego, jak aktor wygląda na co dzień, że doszedłem do wniosku, że nie miałbym z tym problemu. Jego Bond z pewnością był inny, bardziej szalony, zwierzęcy, straumatyzowany. Może udałoby się zmierzyć trochę na poważniej z nałogami agenta Jej Królewskiej Mości?

Andrew Scott

Tak, wiem. Andrew Scott wystąpił już w serii o Bondzie. W Spectre z 2015 roku wcielił się w C, tajnego współpracownika Blofelda. Nie byłby to jednak pierwszy przypadek, w którym aktor znany z jednej roli w serii dostał angaż do kolejnej (Maud Adams, Joe Don Baker), a rola Scotta w ostatniej odsłonie przygód 007 była na tyle nieciekawa, przezroczysta i urągająca temu wspaniałemu aktorowi (cóż za żywioł we Fleabag!), że chętnie przymknąłbym na nią oko i zatrudnił go ponownie, tym razem jako Jamesa Bonda. To kolejny Brytyjczyk na tej liście, który zdecydowanie mógłby poprowadzić postać w nowym kierunku.

George MacKay

Dobrze, wiem, co powiecie. Niecałe 29 lat na karku, uroda nastolatka, nieco kwaśny uśmiech daleki od hollywoodzkich standardów. Ale, kurczę, ta seria ma sześćdziesiąt lat, a Bonda grało już sześciu aktorów. Producenci muszą zaproponować widzom coś nowego – albo jednak czas umierać. MacKay byłby zupełnie, ale to zupełnie innym Bondem. Żółtodziobem, dzieckiem Internetu, agentem ery #MeToo. Dinozaura widzieliśmy już w Skyfall, Spectre i zobaczymy w Nie czas umierać. Może czas, żeby James Bond spojrzał w przyszłość zamiast oglądać się wciąż na przeszłość? A po 1917 jestem pewien talentu MacKaya.

Luke Evans

Znany z Hobbitów, Szybkich i wściekłych i aktorskiej wersji Pięknej i Bestii Disneya Walijczyk ma jeszcze przed sobą rolę, która zapewni mu pełną i jednoznaczną rozpoznawalność. Bardzo chciałbym, żeby była nią ta, w której wciela się w Jamesa Bonda, bo wydaje mi się wprost stworzony do przejęcia jej po Danielu Craigu. To bardzo charyzmatyczny, przystojny i świetnie zbudowany aktor, któremu niestraszne kino akcji. Dodatkowym smaczkiem pozostaje fakt, że jest zdeklarowanym gejem (jak zresztą Andrew Scott), więc byłby idealnym kandydatem na otworzenie agenta 007 na doznania nie tylko heteroseksualne.

Co sądzicie o tych propozycjach? Którego z wymienionych aktorów widzielibyście w tej roli najchętniej? A może postawilibyście na Jamesa Bonda o innej twarzy? Koniecznie dajcie znać w komentarzach.

Filip Pęziński

Filip Pęziński

Kocha kino społecznie zaangażowane. I takie z superbohaterami strzelającymi laserami.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA