Connect with us

Publicystyka filmowa

Polskie ROLE godne nagrodzenia OSCAREM

Polskie ROLE w filmie to nie tylko talent, ale i pasja. Odkryj, jak polscy aktorzy zaskakują na światowej scenie kinematograficznej.

Published

on

Polskie ROLE godne nagrodzenia OSCAREM

Kolejna gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej zbliża się wielkimi krokami. W stawce pozostaje podobnie jak rok wcześniej polska propozycja – tym razem do odebrania statuetki w kategorii najlepszy film międzynarodowy aplikuje Boże Ciało Jana Komasy. Konkurencja jest mocna, więc trzeba liczyć się z przegraną, lecz już sama nominacja wystarczy, by pogratulować twórcom. Niedawno na naszych łamach można było się zapoznać z filmowcami polskiego pochodzenia, którzy zostali nagrodzeni najbardziej pożądaną nagrodą w dziedzinie kinematografii.

Advertisement

Wśród nich byli reżyserzy, operatorzy, kompozytorzy oraz scenografowie. Kinomanom z pewnością przeszło przez głowę następujące pytanie: czy kiedykolwiek doczekamy się zwycięstwa polskiego aktora jako najlepszego odtwórcy roli pierwszego lub drugiego planu? Czy aby mieć na to szansę, nasz rodzimy aktor musi zrobić karierę światową, zwłaszcza w Hollywood? Czy oprócz talentu, szczęścia i pracy powinien spełniać inne kryteria, takie jak siła przebicia i znajomości? Trzeba przyznać, że polscy aktorzy stworzyli w rodzimych warunkach wiele pamiętnych ról, a niektóre dorównują nawet amerykańskim tuzom z Oscarami na koncie. Zaryzykować można nawet stwierdzenie, że w pewnych przypadkach zwycięzcy oscarowych ról ustępują kreacjom polskich kolegów po fachu.

W historii kina tylko jedna aktorka z Polski otarła się o nagrodę, słysząc sławne: „And the Oscar goes to…”. Była to Ida Kamińska, nominowana w 1967 roku za rolę pierwszoplanową w Sklepie na głównej ulicy, która musiała jednak uznać wyższość samej Elizabeth Taylor. Rok temu szansę na nominację miała Joanna Kulig, ale jednak te sensacje się nie potwierdziły. Poniżej subiektywne zestawienie polskich kreacji aktorskich, które zostały zagrane na międzynarodowym poziomie i których nie powstydziłby się niejeden gwiazdor amerykańskiego filmu. Oto role zasługujące na nominację, a nawet na uhonorowanie Oscarem – zarówno główne, jak i drugoplanowe.

Advertisement

Jerzy Stuhr, Wodzirej

Klasyka moralnego niepokoju Feliksa Falka nie stałaby się nią, gdyby nie brawurowa kreacja Jerzego Stuhra jako Lutka Danielaka, utalentowanego i ambitnego konferansjera, który marzy o awansie w swojej branży. Niestety uczciwa praca i zdolności nie są wystarczające w zakłamanym świecie show-biznesu. Tutaj siła przebicia oznacza krętactwo i spryt. Danielak to od początku do końca postać niejednoznaczna, dynamiczna, tętniąca życiem, energią, będąca nerwem i pulsem tego filmu.

Karierowicz, niezbyt moralnymi sposobami torujący sobie drogę do poprowadzenia największego balu w roku, chcąc pogrążyć swoich zawodowych rywali, szuka materiałów, które mogłyby ich skompromitować. Żeby je zdobyć, jest w stanie utracić nie tylko swoją dziewczynę i przyjaciół, ale nawet godność osobistą i ludzką przyzwoitość. Dzięki Stuhrowi zaczynamy niejako rozumieć poczynania i motywy Danielaka, nie skreślamy go, a nawet w pewien sposób mu kibicujemy, gdyż jego intencje są czyste w przeciwieństwie do środków do wyznaczonego celu. Co ciekawe, zarówno postać Lutka i kapitalistyczny świat, w którym konferansjer uczestniczy w wyścigu szczurów, pozostają cały czas aktualne, tylko w bardziej nowoczesnym opakowaniu.

Advertisement

Niewątpliwe jedna z najlepszych głównych ról w dziejach polskiej kinematografii, ciągle fascynująca i pozwalająca na utożsamienie się ze znakomicie poprowadzonym przez reżysera bohaterem. Stuhr powrócił jako Danielak w kontynuacji jego losów – nie można jednak powiedzieć o tej roli tyle dobrego, jeśli porównać ją do tej z pierwowzoru.

Jan Nowicki, Spirala

Jak żyć ze świadomością umierania? Jak pogodzić się z nieuleczalną śmiertelną chorobą? Jak odnaleźć sens kruchości życia i gdzie szukać sensownych, racjonalnych odpowiedzi na podstawowe zagadnienia dotyczące finału ludzkiego istnienia? Na te fundamentalne pytania próbuje odpowiedzieć jeden z najbardziej udanych obrazów Krzysztofa Zanussiego, Spirala, gdzie w samym centrum rozważań intelektualnych zainspirowanych słowami „memento mori” znajduje się główny bohater, zagrany z bardzo dużym autentyzmem i przekonaniem przez Jana Nowickiego. Jego Tomasz z początku wzbudza antypatię w górskim ośrodku, przyjmując postawę aroganta i człowieka nie tyle ekscentrycznego, co niezrównoważonego, wszczynającego awantury, prowokującego, sprzeciwiającego się konwenansom i powszechnym normom społecznym. Wkrótce wychodzi na jaw, że to desperacja i niemożliwość pogodzenia się z nieuniknionym losem. Tomasz usiłuje odebrać sobie życie w górach, jednak zostaje odratowany. Okazuje się, że jest zbiegłym pacjentem szpitala, u którego zdiagnozowano depresję wynikającą z nieuleczalnego schorzenia.

Advertisement

Mocna, trudna psychologicznie postać Tomasza nie pozwala na zdystansowanie się od historii, a końcówka Spirali należy do najbardziej przygnębiających w polskim kinie. Kreacja Nowickiego powinna służyć jako wzór dla adeptów uczelni aktorskich. Podobny typ bohatera stworzył kilkanaście lat później u Zanussiego Zbigniew Zapasiewicz, ulubiony aktor reżysera, w podejmującym niemal bliźniaczą problematykę Życiu jako śmiertelnej chorobie przenoszonej drogą płciową. Rola ta niewiele ustępuje temu, co pokazał Nowicki. Zapasiewicz również był przecież ekspertem aktorskiego rzemiosła.

Krystyna Janda, Przesłuchanie

Można nie sympatyzować z tą aktorką nie tylko ze względu na różnice poglądów, lecz także zbytnią egzaltację, nadmiar emocji z domieszką histerii w sposobie gry. Pewnych rzeczy Krystynie Jandzie odmówić jednak nie można: twórczej odwagi, wyrazistości przed kamerą i poświęcenia dla roli. Wszystkie te cechy Janda wykazała w Przesłuchaniu, gdzie w roli niezłomnej ofiary systemu komunistycznego pokazała dramatyczną żarliwość, stosując ostre środki wyrazu, co można odczytać jako pewnego rodzaju aktorski manifest.

Advertisement

Antonina Dziwisz jest bita, torturowana i upokarzana, ogołacana z godności, której broni bardziej niż życia. Nieczęsto zdarza się kobieca kreacja o takim ciężarze emocjonalnym. Przykład Oscara dla Jodie Foster za rolę w Oskarżonych jest dowodem na to, że czynniki komercyjne ani polityczne w gruncie rzeczy nie miały znaczenia przed laty, kiedy to role aktorskie doceniało się bez względu na temat i gatunek filmowy.

Agata Kulesza, Róża

Skoro mowa o mocnych kobiecych rolach w polskim kinie, nie można pominąć tytułowej bohaterki Róży, w którą wcieliła się Agata Kulesza, stając się jedną z najbardziej wziętych aktorek w kraju. W przeciwieństwie do Jandy z filmu Bugajskiego ekspresja Kuleszy pod batutą Smarzowskiego jest znacznie bardziej powściągliwa. Aktorska odwaga jednak nie mniejsza, bo tytułowa bohaterka, delikatnie mówiąc, nie ma życia usłanego różami.

Advertisement

Regularnie gwałcona i napastowana przez radzieckim odszczepieńców w powojennej rzeczywistości, znajduje oparcie w byłym żołnierzu AK. Kulesza w tej niezmiernie wymagającej i obnażającej roli stanęła na wysokości zadania i przy okazji udowodniła, że zasługuje na zaufanie widzów – przedtem miała reputację aktorki znanej głównie z wygrania tanecznego show.

Marian Dziędziel, Wesele

Ponownie rola u Wojciecha Smarzowskiego zdecydowała o rozwoju aktorskiej kariery, tym razem u aktora doświadczonego i w poważnym wieku, który wcześniej nie miał sposobności do pokazania pełnego wachlarzu swoich umiejętności. W Weselu Marian Dziędziel odbił to sobie z nawiązką, wprawiając w pozytywne osłupienie widzów i krytyków. Jako Wojnar aktor dał prawdziwy popis – niektórzy byli przekonani, że Dziędziel naprawdę był pijany. Nie był. To tylko podkreśla wiarygodność kreacji postaci zamożnego i skąpego gospodarza, który organizuje wesele dla swojej córki jak najmniejszym kosztem, ale jednocześnie chce za wszelką cenę zaimponować gościom.

Advertisement

Na ogrodnika spada lawina kłopotów, lecz tak jak w przypadku postaci Danielaka Wojnar utrzymuje wysoki procent sympatii widza. Dziędziel świetnie pokazuje mentalność bohatera i szerokie spektrum emocji, począwszy od spokoju i pewności siebie, poprzez gniew, po bezradność i frustrację. Ma obok siebie zgrany drugi plan, jednak to on jest motorem tego dzieła. Pełne charyzmy aktorstwo Mariana Dziędziela w tym filmie stanowi świadectwo, że na przełomową rolę w karierze warto czekać, żeby następnie odwdzięczyć się reżyserowi i widzom.

Marek Kondrat, Dzień świra

Prawdopodobnie najlepszy obraz Marka Koterskiego i najlepiej wykreowana postać w jego filmie. Co prawda, Wojciech Wysocki i Cezary Pazura również nieźle sobie poradzili w roli Adasia Miauczyńskiego, lecz to Marek Kondrat spisał się na medal, wchodząc w tę postać pełną gębą. Inteligentny frustrat cierpiący na nerwicę natręctw w wykonaniu komisarza Halskiego i pułkownika Kwiatkowskiego to może nawet najbardziej udany występ w jego dorobku, licząc także wcześniejsze oraz późniejsze wcielenia Miauczyńskiego.

Advertisement

Kondrat najlepiej wyodrębnił przywary tej postaci, budząc śmiech i politowanie w równej skali nawet w tej samej sekwencji. Częściowo rozumiemy bolączki tego bohatera zmagającego się z niespełnieniem i poczuciem społecznego niedocenienia, zirytowanego rytmem dnia codziennego i każdym milimetrem ludzkiej ignorancji. Kondrat bez przesadnej błazenady, momentami widocznej w występach Pazury jako Miauczyńskiego, potrafił zaznaczyć sedno trudnej, malkontenckiej indywidualności tej postaci.

Ewa Wencel, Jowita Budnik, Plac Zbawiciela

Przykry portret erozji rodziny z powodu problemów finansowych u niejednego widza wywołał dyskomfort. Plac Zbawiciela powstały pod okiem małżeństwa Krauze można określić jako jeden z najbardziej pesymistycznych filmów, jakie w Polsce zrealizowano. Wywołujących u widza szczere emocje, z naciskiem na te negatywne, ale na pewno nie ze względu na słabą jakość filmu.

Advertisement

Bardzo duża w tym zasługa realistycznych kreacji dwóch głównych wykonawczyń – Ewy Wencel i Jowity Budnik – w rolach dwóch skonfliktowanych kobiet, teściowej i synowej. Obie panie grają tak życiowo i prawdopodobnie, że czasami myślimy, że oglądamy dokument, a nie fabularny obraz. W dodatku są to bohaterki niejednowymiarowe, a ich motywacje, uczucia i zachowania tylko pozornie poddają się łatwej klasyfikacji i ocenie. Wencel i Budnik niewątpliwie udźwignęły niemały trud i złożoność swoich ról, wobec których trudno przejść obojętnie.

Dawid Ogrodnik, Chce się żyć

Po premierze filmu Macieja Pieprzycy na językach krytyków i widzów znalazł się Dawid Ogrodnik. Aktor wcielił się w filmie w chłopaka dotkniętego porażeniem mózgowym, walczącego o normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Pojawiły się różne głosy, że gdyby taka kreacja powstała w USA, jej odtwórca miałby Oscara w kieszeni. Coś w tym jest.

Advertisement

Wystarczy sobie przypomnieć choćby Daniela Day-Lewisa, który zgarnął swoją pierwszą statuetkę za rolę w Mojej lewej stopie, albo nominacje Roberta De Niro za Przebudzenia oraz Seana Penna za Sama. Czy Ogrodnik ustępuje im swoją kreację? Czytelnie odegrana mimika chorego, niewerbalna komunikacja za pomocą plastycznej gestykulacji, nerwowe tiki świadczą o tym, że nie. Z pewnością podołał wymagającemu zadaniu aktorskiemu i pokazał niekwestionowany talent. Zaczęto mówić, że narodziła się nowa nadzieja polskiego kina z potencjałem na karierę za Zachodzie. Ogrodnik jest na topie i rzeczywiście ma już pewne próbki ról za granicą. Może będzie z tego coś więcej?

Tomasz Kot, Skazany na bluesa

Amerykanie lubią nagradzać role biograficzne. Rok temu Oscar trafił w ręce Ramiego Maleka za wykreowanie legendy muzyki – Freddiego Mercury’ego – w Bohemian Rhapsody. Wielbiciele frontmana grupy Queen wytykali twórcom wybiórcze i niekompletne podejście do tematu, co przyczyniło się do zmiany reżysera jeszcze w trakcie zdjęć. Podobne opinie zebrał obraz dotyczący życia i twórczości naszej legendy rocka i bluesa, lidera zespołu Dżem, Ryszarda Riedla.

Advertisement

Nikt jednak nie miał chyba większych zastrzeżeń do wykonawcy głównej roli, który zaskoczył wszystkich niedowiarków. Aktor wnikliwie wczuł się w tragizm wokalisty, jego narkotykową alienację i zjednoczenie z fanami na koncertach. Tomasz Kot powtórzył sukces rolą Zbigniewa Religi w Bogach i tą rolą w oczach wielu osób również zasłużył na największe laury. Sukces tym większy, że trudno było sobie wyobrazić, że jest to aktor zdolny do metamorfoz takiego kalibru. AAF bowiem docenia artystyczne przemiany i poświęcenia dla roli, zatem Oscar dla Kota za Oceanem byłby całkiem realny.

Zbigniew Zamachowski, Cześć, Tereska

Opowieść Roberta Glińskiego mówi o zmarnowanych szansach, nieodpowiednich wzorcach środowiskowych i życiu bez większych perspektyw. Robert Gliński przydzielił główne role dwóm dziewczynom z domu poprawczego, co dodało obrazowi autentyczności. Ale aktorzy zawodowi również nie zawiedli, doskonale wpasowując się w smutny, tchnący beznadziejnością format filmu, ukazujący dysfunkcyjne życie szarych blokowisk. Zbigniew Zamachowski zagrał tutaj postać najbardziej dramatyczną z tego zestawu.

Advertisement

Jego Edzio to kaleka na wózku inwalidzkim, zagłuszający marność swojej samotnej egzystencji alkoholem, pozwalający się poniżać tytułowej bohaterce, żeby tylko się do niej zbliżyć. Z jednej strony wzbudza u widza w jakimś stopniu niesmak, z drugiej zaś współczucie. Obecnie w Zamachowskim większość widzów może dostrzec zmarnowanego aktora, który najlepsze lata ma już za sobą i udziela się na ogół w chałturach. Warto sobie przypomnieć jego filmografię z przeszłości. Na początek można polecić właśnie rolę Edzia z Cześć, Tereska.

Janusz Gajos, Żółty szalik

Trudno wybrać jedną rolę aktora o takiej renomie i dorobku. Podobno pijaka nie jest zagrać trudno, ale zagrać alkoholika to już inna para kaloszy. Przekonał się o tym Nicolas Cage z oscarową kreacją w Zostawić Las Vegas. Nagroda jak najbardziej zasłużona, ale i w tym przypadku na polskich forach filmowych pojawiły się opinie, że Janusz Gajos w Żółtym szaliku wcale nie odstawał od kolegi z Hollywood, a według niektórych kinomanów nawet go przewyższył.

Advertisement

Gajos mądrze i z wyczuciem wcielił się w pogrążającego się w alkoholowym uzależnieniu właściciela firmy, doskonale wyważając i niuansując swoją rolę. Po latach, za sprawą adaptacji książki Jerzego Pilcha Pod Mocnym Aniołem dokonanej przez Wojciecha Smarzowskiego, na polskich ekranach zagościła inna wyrazista sylwetka alkoholika – w osobie Jerzego zagranego przez Roberta Więckiewicza. Przedtem mieliśmy także Adasia Miauczyńskiego w stadium alkoholowym o fizjonomii Marka Kondrata i Andrzeja Chyry w zamknięciu serii Marka Koterskiego – Wszyscy jesteśmy Chrystusami. Były to role mniej subtelne, bardziej brudne i momentami wulgarne – w szczególności w wizji Smarzowskiego – ale brakowało im kunsztu i kreacyjnej rozwagi Gajosa.

Daniel Olbrychski, Potop

Daniel Olbrychski może się młodszemu pokoleniu jawić jako nieco ekstrawagancki starszy pan z dziwnymi, nieco kontrowersyjnymi zachowaniami i rolami w serialowych tasiemcach. Nie nie zmienia to faktu, że kiedyś był aktorskim gigantem, a jego role zapisały się w klasyce polskiego kina. Wraz z Tadeuszem Łomnickim (który notabene mógłby kandydować do Oscara za rolę Wołodyjowskiego), Andrzejem Łapickim, Gustawem Holoubkiem czy Zbigniewem Cybulskim tworzyli etos, który budował historię naszej rodzimej kinematografii.

Advertisement

Jerzy Hoffman przeniósł na ekran lekturowy kanon Henryka Sienkiewicza, obsadzając w roli Andrzeja Kmicica Olbrychskiego, który stworzył być może najbardziej pamiętną kreację w swojej bogatej karierze. Aktor z łatwością, pasją i wielkim przekonaniem oddał kipiący temperament tej postaci literackiej i niemal wszystkie właściwości książkowego pierwowzoru, nadając im również własne wrodzone atrybuty. Potrafił pokazać gruntowne przemiany i ewolucje bohatera na rzecz miłości i oddania wobec Ojczyzny. No cóż, jeśli zestawić dzisiejsze produkcje historyczne i występy aktorskie z perłami z lamusa, to tak jak porównać Ben Hura Królem Arturem.  

Wojciech Pszoniak, Korczak

Musiałem wybrać, bo miałem mały dylemat, czy umieścić tutaj rolę Pszoniaka z Ziemi obiecanej, gdzie wcielił się w cwanego przedsiębiorcę żydowskiego pochodzenia u Andrzeja Wajdy w luźnej adaptacji książki Władysława Reymonta; w tamtym przypadku jednak całe trio aktorskie (Olbrychski, Seweryn, Pszoniak) uzupełniało się wzajemnie. Korczak, również dzieło Wajdy, był nominowany do nagrody Akadami w 1991 roku i uważam, że postać tego pokroju miałaby większe szansę na zdobycie Oscara, pomimo że Ziemia obiecana lepiej broni się jako całość.

Advertisement

Rola Janusza Korczaka, opiekuna i przyjaciela dzieci z okupowanego getta w czasie wojny, była dla Pszoniaka szyta na miarę. Aktor świetnie odegrał spokój, dobroć, ale też silną wolę i wierność swoim przekonaniom w imię zasad etycznych i moralnych. Tematyka żydowska w obecnym czasie wywołuje mniej lub bardziej napięte dyskusje i polemiki, również w przypadku filmów i powieści. Na autorów czasami spadają z tego powodu gromy. Sztuka powinna być ponad to, jeśli jest dobra, lecz to temat na inną okazję. Niemniej produkcje o podłożu antysemickim nie mają co liczyć na uznanie AAF bez względu na artystyczną jakość.

Oscar dla Adriena Brody’ego jako Władysława Szpilmana przeczy jednak teoriom, że kreacje aktorskie faworyzowane są wyłącznie z pobudek etnicznych, wyłączając zaangażowanie i wartość roli samej w sobie. O roli PszoniakaKorczaku można powiedzieć mniej więcej to samo. 

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *