Connect with us

Publicystyka filmowa

Najlepsze CZARNE CHARAKTERY polskiego kina

W CZARNYCH CHARAKTERACH polskiego kina odkrywamy fascynującą mroczną stronę aktorstwa, emocje i brutalną charyzmę w najlepszym stylu.

Published

on

Najlepsze CZARNE CHARAKTERY polskiego kina

Polacy nie gęsi, swoich ekranowych nikczemników mają. Dobrze być kanalią, przynajmniej dla aktora w filmie. Postacie negatywne gra się często ciekawiej niż pozytywne wydobywają więcej emocji, są bardziej wyraziste od innych, emanują mroczną siłą i brutalną charyzmą, która zniechęca i jednocześnie przyciąga widza. Chyba każdy aktor powinien stworzyć chociaż jedną tego typu kreację, mieć możliwość odtworzyć zło w człowieku w większym lub całkowitym stopniu przeważające nad dobrem. W naszym kinie nie brakuje wszelkiej maści złoczyńców w odsłonie znanych i cenionych odtwórców.

Advertisement

Niektórym z nich takie wcielenia wyszły na tyle sugestywnie, że w życiu prywatnym spotykali się z różnymi, nie zawsze przyjemnymi sytuacjami. Im lepiej zagrana tego rodzaju rola, tym łatwiej o identyfikację odtwórcy z fikcyjną lub opartą na faktach postacią, która reprezentuje ciemną stronę Mocy.

Poniżej prywatne top czarnych charakterów w polskich filmach oraz bonus w postaci antagonistów pochodzących z trzech seriali.

Advertisement

Major „Kąpielowy” (Przesłuchanie)

W 1982 roku powstaje najbardziej „antykomunistyczny” film w historii polskiego kina w reżyserii niedawno zmarłego Ryszarda Bugajskiego. Nie jest dziwne, że nie przeszedł wówczas cenzury. Główne zło uosabia bezpieka, która stosuje represje na obywatelach PRL stalinowskimi metodami. W Przesłuchaniu ofiarą systemu zostaje aktorka estradowa Antonina Dziwisz (znakomita Krystyna Janda), zaś jako głównych jej oprawców widzimy dwóch oficerów UB.

Grany przez Adama Ferencego Morawski, z początku będący ślepo oddany ideologii sowieckiej, z czasem zaczyna ulegać przemianie pod wpływem kobiety, nabiera podziwu dla jej niezłomności ducha i woli przetrwania. Z kolei jego zwierzchnik, major „Kąpielowy”, bierze sobie za cel wydobycia fałszywych zeznań, a godność ludzka nie ma dla niego żadnego znaczenia. W pierwszej fazie przesłuchania próbuje wpłynąć na Dziwisz za pomocą technik manipulacji psychologicznej, pokazuje się jako urzędnik, który działa dla dobra kraju, kluczy, dobierając patriotyczne komunały. Kiedy to zawodzi, Major sięga po bardziej dobitne środki: tortury fizyczne i psychiczne.

Advertisement

Jest gruboskórny i pragmatyczny, zastraszanie i upokarzanie więźniów umieszczonych w kazamatach to dla niego rutyna – typowy przypadek przedstawiciela ówczesnego aparatu władzy. Jednak upór oraz zadziwiająca wytrzymałość kobiety wywołuje w nim złość, ubek nie może znaleźć sposobu na wymuszenie podpisu pod oskarżającymi dokumentami. Wychodzi z niego grubiańskie „bydlę”, cham w garniturze i krawacie depczący wartość człowieka niczym wypalonego papierosa. Janusz Gajos to prawdopodobnie największy aktorski autorytet polskiego filmu.

Potrafi z powodzeniem zagrać każdego. Jego major „Kąpielowy” jest kreaturą ukazaną bez cienia fałszu. Gajos nie ucieka się do łatwego demonizowania i efekciarskiego ukazania czarnego charakteru. Jest prawdziwy, a nie papierowy. Absolutnie górna liga, jeśli chodzi o postacie z gruntu złe pochodzące z polskiego kina.

Advertisement

Gerard (Dług)

Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami film autorstwa Krzysztofa Krauzego to doskonały przykład krytycznego realizmu. Dług opowiada o dwójce początkujących biznesmenów, którzy wpadają w poważne tarapaty, kiedy na ich drodze staje Gerard, człowiek interesu, oferujący pomoc finansową. W rzeczywistości okazuje się gangsterem, bezwzględnym egzekutorem długów, który obarcza swoje ofiary wyimaginowaną pożyczką.

Gerard odznacza się kulturą, elokwencją i elegancją jedynie na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę to pozbawiony skrupułów bandzior działający na zimno i bez emocji. Nie jest pozbawiony perfidnej inteligencji. Zakłada finansową pętlę strachu, szantażuje, zmieniając życie dwóch przyjaciół w udrękę. Rola Gerarda stała się dla Andrzeja Chyry przepustką do kariery. Aktor wypadł w tej roli na tyle autentycznie, że oprócz pochwał i wyróżnień budził także strach. Reżyser opowiadał w wywiadzie, że kiedy podczas pokazu filmu na festiwalach Chyra dołączał do rozmowy, często wywoływał nerwowe odruchy u gości.

Advertisement

Rzeczywiście, aktor postacią Gerarda (podobnie jak cały film) zapisał się na stałe w klasyce polskiego kina i chociaż wcielał się później w ciekawe role, to Dług nadal pozostaje opus magnum w jego filmografii.

Tygrys (Samowolka)

Pamiętacie Kroll Pasikowskiego? Mnie ten film skutecznie zniechęcił do odbycia służby wojskowej. Po obejrzeniu Samowolki byłem bliski wstrętu do polskiej armii. Feliks Falk bez ogródek pokazał dramat fali w koszarach, gdzie nie ma miejsca na indywidualność czy bunt. Dyscyplinę utrzymuje się gnębieniem poborowych, sierżant przymyka oko, a właściwie nawet podjudza do takich praktyk. Na czele kompanii w rzeczywistości stoi recydywista o ksywce „Tygrys”, który wdraża musztrę rodem z więziennych cel.

Advertisement

Dla niego młodzi żołnierze to tylko „koty” nadające się jedynie do brutalnej tresury. Naraża się mu szeregowiec Kowalski, niedoszły student prawa, który nie godzi się na reguły obowiązujące w jednostce. Tygrys daje wycisk Kowalskiemu, poniża go na oczach kolegów i kaprali, lecz swoje prawdziwie sadystyczne skłonności pokaże kiedy ten wymknie się z koszarów bez zezwolenia. Rola Tygrysa to debiut Mariusza Jakusa, który stworzył postać totalnie antypatyczną. Przez długi czas trudno go było sobie wyobrazić w roli pozytywnej. Aktor z powodu gry w filmie Falka trafił nawet do szpitala, gdyż został zaczepiony przez podpitych wyrostków, którzy chcieli coś „wyjaśnić” Tygrysowi.

Jakus długi czas nosił łatkę ekranowego zbira, na szczęście kilkakrotnie udało mu się zagrać postacie odmienne od tych mu przypisanych. Mimo to wizytówką aktora zawsze będzie jego udział w Samowolce, bo rzadko się trafia na rodzimym ekranie tak agresywnie i ostro zaprezentowany czarny charakter.

Advertisement

Malik (Zabij mnie, glino)

Zanim Bogusław Linda stał się gwiazdą pierwszej wielkości polskiego filmu dzięki roli Franza w Psach Pasikowskiego, pokazał swoje możliwości w dziełach Wajdy, Kieślowskiego czy Holland. Jedną z lepszych kreacji tamtej dekady jest Malik z sensacyjnego obrazu Jacka Bromskiego. Linda ma na swoim koncie negatywne wcielenia (Zabić Sekala), a to również nie należy z pewnością do pozytywnych. Główny antagonista Zabij mnie, glino to zbiegły z więzienia kryminalista uciekający przed wymiarem sprawiedliwości, a jednocześnie chcący wyrównać rachunki ze ścigającym go policjantem i dybiącą na jego głowę grupą przestępców.

Malik jest równie groźny, co sprytny, nie wzbudza jednak potępienia, widz nawet w jakimś sensie zaczyna mu kibicować, gdyż czasami można w nim dostrzec ludzkie odruchy oraz zasady, którymi się kieruje. Nie jest do końca zepsuty, pomimo że kiedy trzeba zabić, potrafi to zrobić bez mrugnięcia okiem. To jeden z tych łotrów, który posiada jakiś magnetyczny blask, wiadomo, że czyni źle i źle skończy, nie można jednak mu odmówić przyciągającej osobowości.

Advertisement

Major Gross (Psy)

Skoro była mowa o Psach… Czy jeśli w przełomowym filmie na polskim rynku czarny charakter gra ponownie Janusz Gajos, to można to pominąć w tym zestawieniu? Zwłaszcza że major Gross to jakby odpowiednik Kąpielowego z Przesłuchania przeniesiony w następny ustrój do innej funkcji. Wspólne cechy rzucają się w oczy nie tylko ze względu na tego samego aktora. Oficer UB stał się szefem mafii chcącym przejąć kontrolę nad handlem narkotykami, pozbywającym się rywali bez żadnych wyrzutów sumienia, strzelającym do stróżów prawa jak do kaczek i korumpującym byłych funkcjonariuszy i urzędników wysokiego szczebla. Gajos znowu wcielił się w postać złą do szpiku kości. Mimo że znalazł się na drugim planie, przebój Pasikowskiego nie miałby tego napięcia, gdyby zabrakło postaci majora Grossa.

Konrad (Na granicy)

W przypadku niektórych aktorów, nawet jeśli przeważnie grają postacie stojące po stronie dobra, można w nich wyczuć jakąś mroczną skazę. Marcin Dorociński pasuje do tego stwierdzenia. Było wiadomo, że prędzej czy później otrzyma propozycję zostania bohaterem jednoznacznie negatywnym. Tak się stało w filmie Na granicy, który całkiem udanie wskrzesza kino gatunkowe. Thriller ten czerpie ze znanych schematów: odosobnione miejsce, trudne warunki, bohaterowie mierzący się z osobistymi problemami, pojawienie się intruza.

Advertisement

Trzeba przyznać, że największym walorem produkcji oprócz zdjęć jest właśnie Dorociński jako Konrad. Tajemniczy nieznajomy pojawia się w chacie pośrodku bieszczadzkich gór, burząc próbę odzyskania spokoju przez ojca i jego synów. Konrad od początku nie wzbudza zaufania, jego zapuszczony wygląd wraz z tatuażami na oczach oraz szorstkie, nieprzyjazne zachowanie od razu wskazują, że jest to typ spod ciemnej gwiazdy, mający coś poważnego na sumieniu i mogący dopuścić się czegoś naprawdę złego. Przeczucia okazują się zasadne. Mężczyzna jest przemytnikiem, który doprowadził do wypadku podczas nielegalnego przewozu obcokrajowców i nie cofnie się przed niczym, żeby uniknąć reperkusji.

Okazuje się psychopatą zdolnym do wszystkiego, staje się zagrożeniem dla dwóch braci, którzy zostali z nim w domku, podczas kiedy ich ojciec ruszył na ratunek osobom z wypadku. Z przyjemnością ogląda się „Despero” w takiej odsłonie, mimo że jest ona doprawdy złowroga. W tym samym roku Dorociński zagrał w filmie Moje córki krowy postać flegmatycznego męża i dał się poznać jako aktor zdolny wcielić się z zupełnie przeciwstawne charaktery.

Advertisement

Wolf (Psy 2: Ostatnia krew)

Ksiądz z Ojca Mateusza czy doktor z Na dobre i na złe potrafi pokazać znacznie mniej krystaliczną twarz. Na początku filmowej drogi Artur Żmijewski posiadał emploi subtelnego, gładkiego amanta, aczkolwiek udało mu odejść od tego wizerunku właśnie rolą w drugiej części szlagieru Władysława Pasikowskiego. Było to sporym zaskoczeniem dla jego wielbicielek, ale zarazem świadectwem rozwoju aktora. Postać Wolfa na krótko pojawiła się na ekranie w pierwszej części Psów, w dwójce została wyraźnie rozwinięta, co okazało się trafnym pomysłem.

Wolf to handlarz bronią i uczestnik wojny domowej w Jugosławii. Już pierwsze kadry z jego udziałem mówią, jakim jest zdeprawowanym i niemoralnym osobnikiem. Wolf nawiązuje współpracę z Franzem Maurerem, ale daleko mu do uczciwego wspólnika. Dba tylko o własne interesy, nie można na nim polegać. Dopiero kiedy dochodzi do potyczki z rosyjskim gangiem, Wolf pokazuje, że tkwi w nim jeszcze resztka lojalności i honoru, nawet gdy staje naprzeciwko Maurera. Żmijewski udziałem w tym filmie udanie uniknął zaszufladkowania na długie lata i dowiódł, że z rolami tego rodzaju radzi sobie bardzo przyzwoicie.

Advertisement

Czy w trzeciej części Psów pojawi się czarny charakter równie udany, co Gross czy Wolf, przekonamy się już wkrótce.

Dziki (Strefa ciszy)

Robert Gonera w Samowolce i Długu był ofiarą przemocy. W niedocenionym thrillerze Krzysztofa Langa sam jest jej sprawcą. Jego kryminalista o pseudonimie „Dziki” opuszcza więzienie i z kolegami po fachu świętuje wolność. W ich łapy wpada przypadkiem młoda kobieta, Iza, szukająca pomocy na drodze. Dziki uprowadza ją i wywozi do leśnego domku nad jeziorem, gdzie Iza ma zostać główną atrakcją libacji. Będąca w potrzasku dziewczyna próbuje poróżnić Dzikiego ze wspólnikami, którzy są mu winni pieniądze.

Advertisement

W międzyczasie ten zafunduje jej godziny strachu i pogardy. Napastowana seksualnie, traktowana niczym prostytutka wzięta z szosy, zmuszana do erotycznego tańca w skąpej bieliźnie, Iza musi walczyć o życie. Gonera w roli Dzikiego potwierdził dobrą formę aktorską, zanim jego karierę dopadł kryzys zawodowy i osobisty. Dopasował wygląd i styl do osobowości postaci. Charakterystyczna fryzura, skórzana kurtka czy łańcuch na szyi szły w parze z zachowaniem: zuchwałym luzem i prostackimi manierami, które szybko mogły przerodzić się w brutalność. Gonera wypadł tak naturalnie, jakby obcował z takimi typami, przygotowując się do roli.

Trzeba przyznać, że z tego rodzaju postaciami jest mu całkiem do twarzy, a ta konkretna jest warta przypomnienia, bo oglądając Gonerę w Strefie ciszy, jestem przekonany, że ten aktor zasługuje na udany comeback.

Advertisement

Fornalski (Zaklęte rewiry)

Jeśli ktoś uważa, że zawód kelnera należy do „miękkich”, to po obejrzeniu produkcji Janusza Majewskiego powinien zmienić zdanie. Zaklęte rewiry pokazują środowisko pracy w szanowanej restauracji hotelowej, gdzie liczy się zysk, zadowolenie klienta i wydajność pracownika. Termin zwany mobbingiem już wtedy wydawał się mieć swoje zastosowanie, podobnie jak kapitalizm, wyzysk i wyścig szczurów. Roman Boryczko (młody i bardzo obiecujący Marek Kondrat), chłopak z prowincji, rozpoczynający pracę jako pomywacz, a następnie kelner, przechodzi życiową inicjację i dostaje trudną lekcję dorastania.

Jego bezpośrednim przełożonym staje się starszy kelner, Fornalski (Roman Wilhelmi), który okazuje się prawdziwą gnidą. Fornalski wyładowuje na chłopaku swoją mściwość i podłość, nie szczędzi mu szykan w postaci rękoczynów i naruszania godności osobistej. Poza tym jest intrygantem, który za pomocą nieczystych zagrywek sam próbuje awansować, wzbić się wyżej w szeregach starych wyjadaczy biegających z tacą. Za Fornalskim przemawia zawiść w stosunku do Boryczki, bo młody chłopak ma szansę na rozwój i zmiany, jest zdolny, ambitny, wykazuje też wrażliwość oraz ciekawość świata i ludzi. Starzejący się kelner pomimo swojej apodyktyczności nie jest w stanie odebrać swojemu uczniowi szacunku do samego siebie, perspektyw i poczucia własnej wartości.

Advertisement

Roman Wilhelmi bez problemu poradził sobie z rolą Fornalskiego, obdarzył ją mocno nieprzyjemnym profilem będącym ucieleśnieniem znienawidzonego przełożonego, wrednego i małostkowego typka, który wyżywa się na swoich podwładnych, żeby przykryć własne słabości i problemy.

Roman (Karate po polsku)

Mazury, dwójka przyjaciół plus kobieta oraz grupa miejscowych opryszków. Konflikt. Film Wojciecha Wójcika zawiera motywy westernu, ale w naszej rodzimej, swojskiej oprawie. Tak naprawdę jest to temat uniwersalny i mógłby się rozegrać gdziekolwiek indziej, na każdej przestrzeni. Dwóch artystów przybywa do malowniczej miejscowości. Mają stworzyć kościelny fresk. Ich przyjazd nie uchodzi uwadze tutejszym rzezimieszkom, na których czele stoi Roman. Jeden z malarzy jest ekspertem od wschodnich sztuk walki, z początku skutecznie odpierającym zaczepki bez używania swoich umiejętności.

Advertisement

Jednak kiedy do przyjaciół dołącza atrakcyjna partnerka karateki, konflikt się zaostrza. W Romanie odzywa się konieczność udowodnienia wyższości i siły na swoim podwórku. Jest to rodzaj rywalizacji o terytorium i kobietę między dwoma samcami z zupełnie innych światów, kierujących się zupełnie różnymi postawami. Roman to typowy zbir i zakapior, mający kompleks niższości społecznej, chcący wzbudzać postrach i szacunek, czujący zazdrość wobec rywala, który dysponuje sportową odwagą i mocą będącą dla niego zagrożeniem. Zbigniew Buczkowski, aktor-naturszczyk, kojarzony przede wszystkim z postacią cwaniaczka i łotrzyka, prawidłowo odegrał Romana, przemycił dla niego odpowiednią dawkę zadzioru, a sama rola należy do jednej z większych w jego bardzo licznym dorobku, rekordowym wśród żyjących polskich aktorów.

Zaranek (Lincz)

Wesołe jest życie staruszka, zwłaszcza kiedy dręczy się innych. Film Krzysztofa Łukaszewicza poszedł w ślady Długu swoją tematyką opartą na prawdziwych wydarzeniach. I tutaj przez opieszałość i zaniedbanie organów ścigania obywatele są zmuszeni wziąć sprawy we własne ręce i wymierzyć prześladowcy sprawiedliwość. W Linczu jest nim podstarzały recydywista, człowiek o aparycji bezdomnego kloszarda, terroryzujący mieszkańców pewnej wsi. Zaranek przez długi czas wykorzystuje swoją bezkarność, nie ma oporów, aby wymuszać haracz choćby na bezbronnej rencistce, używając przemocy i gróźb.

Advertisement

Sieje lęk wśród lokalnej społeczności, jest zawzięty i gotowy do przelewu krwi wobec każdego, kto mu się przeciwstawi. Swoim postępowaniem przypomina w jednej osobie Gerarda z filmu Krauzego oraz Bogusława Lindę z Zabić Sekala. Wiesław Komasa, niewysoki aktor o drobnej sylwetce, osiągnął pożądany efekt wzbudzenia w widzu niepokoju i niechęci samym głosem i spojrzeniem byłego więźnia, a teraz ludzkiego szkodnika, który musi zostać powstrzymany.

Ksiądz Lisowski (Kler)

Filmy Wojciecha Smarzowskiego słyną nie tylko z dosadności i brudu, ale też z licznej galerii charakterów. Na ogół jest to przekrój bohaterów zepsutych moralnie, najczęściej jednak wielowymiarowych, którzy są zdolni zdobyć jakiś procent aprobaty i zrozumienia u widza. W ostatnim jak do tej pory dziele „Smarzola”, które było na językach prawdopodobnie wszystkich Polaków, oglądamy sylwetki czterech duchownych z problemami, spośród których dwóch budzi poważne zastrzeżenia co do właściwego postępowania w służbie Bogu.

Advertisement

Pierwszy z nich to kościelny monarcha Mordowicz (Janusz Gajos), drugi to jego człowiek od „brudnej” roboty, ksiądz Lisowski. Lisowski działa jak księgowy mafii. Wykazuje się analitycznym myśleniem, podstępnym podejściem do powierzonych mu zadań, jest wyrachowany, a przy tym interesowny. Opanowanie w ruchach oraz gestach opanował do perfekcji, nie zdradzając przy tym większych uczuć. Robi przekręty, tuszuje afery, stwarza pozory z kamienną twarzą i stoickim spokojem. Przekupstwa i kłamstwa ma w małym palcu. Przy okazji toruje sobie drogę do awansu. Jego cel, to wyjazd do Watykanu, jest w stanie dopuścić się każdego świństwa, które miałoby zbliżyć go do zrealizowania swojego zamiaru.

Szczerze mówiąc, nie widziałem w tej roli Jacka Braciaka, dopóki nie zobaczyłem filmu. Okazał się nad wyraz wiarygodny jako zimny drań w koloratce i póki co zagrał najpełniejszą rolę w swojej karierze na dużym ekranie.

Advertisement

Inspektor Winter (Wizja lokalna 1901)

Film Filipa Bajona przybliża istotny fragment przedwojennej historii Polski pod zaborami dziejący się we Wrześni, gdzie uczniowie jednej z klas przeprowadzili bunt przeciw nauce religii w języku niemieckim. Władze szkoły interweniują, a gdy przybywa inspektor Winter o przyszłym głosie Gargamela w postaci Wiesława Drzewicza, to już wiem dlaczego bałem się tej postaci w dzieciństwie oglądając Wizję lokalną 1901 za pierwszym podejściem. Surowy, srogi, uosabiający pruską represję Winter, przymusem, zastraszaniem, karą cielesną próbuje przerwać strajk dzieci. Sekunduje mu szemrany i złośliwy nauczyciel Koralewski (w tej roli Zdzisław Wardejn).

Advertisement

Pomimo obecności renomowanych aktorów takich jak : Tadeusz Łomnicki, Jerzy Stuhr czy Daniel Olbrychski, to wcielenia Wardejna, a zwłaszcza Drzewicza pozostają najbardziej charakterystyczne w całym filmie.

SERIALE

Brunner (Stawka większa niż życie)

To jeden z polskich seriali wszechczasów i chyba nie ma takiej osoby, która nie kojarzy postaci Hansa Klossa czy jego przeciwnika, oficera gestapo Hermanna Brunnera. Emil Karewicz zagrał kilka znaczących ról w polskiej kinematografii, jednak nieśmiertelność zawdzięcza postaci Brunnera, który koniecznie chce zdemaskować polskiego szpiega udającego niemieckiego kapitana. Widzowie z zapartym tchem śledzili losy Klossa toczącego grę z Brunnerem, a teksty typu: „nie ze mną te numery, Brunner” czy „rączki, rączki, Hans”, zapisały się trwale w polskiej kopalni cytatów.

Advertisement

Antagonista agenta J-23 charakteryzuje się klasą i inteligencją. Jest podejrzliwy i dociekliwy, szuka sposobu na udowodnienie mistyfikacji Klossa. Za jego uśmiechem i kulturą kryje się jednak buta i przekonanie o swojej nieomylności połączona z sarkazmem. Kiedy trzeba, Brunner potrafi okazać również złość i twardogłową stanowczość. Trzeba przyznać, że postać wykreowana przez Karewicza zyskała sympatię pomimo swojej tożsamości, aktor potrafił ją ubrać w ujmujące cechy szczególne, niektórzy uznawali nawet, że jest bardziej frapująca niż sam Kloss. To dowód, że czarny charakter może być równie lubiany co postać pozytywna, pomimo że widz stoi po stronie dobra.

Grand (Oficer/Oficerowie)

„Maszeruj lub giń!” Paweł Małaszyński jak na razie zniknął z szerokich ekranów, miał jednak swoje pięć minut w poprzedniej dekadzie. Krytykowany za brak warsztatu i wszechstronnych umiejętności zyskał popularność w kilku serialach i filmach, które cieszyły się powodzeniem wśród publiczności pomimo różnej jakości. Nie mniej Małaszyński błysnął talentem i charyzmą jako Grand w dwóch sezonach serialu Oficer, w tamtym czasie jednym z lepszych produkcji policyjnych. Co więcej, jego postać była traktowana przez widzów jako filar tego serialu, nadawała mu ton, wnosiła dynamikę i zastrzyk adrenaliny.

Advertisement

I rzeczywiście, jest w tym sporo racji, jak dla mnie Małaszyński udowodnił tą rolą, że stać go na aktorstwo na solidnym poziomie. Grand to główny antagonista serialu, były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, obecnie spełniający się jako najemnik i gangster. Odznacza się determinacją i doskonałym wyszkoleniem, jest zdyscyplinowany i nie tylko sprawny fizycznie, ale też błyskotliwy. Wykorzystuje swój kodeks z Legii w akcjach zbrojnych, potrafi nie tylko bez problemu zabić, ale też wykorzystać smykałkę do interesów. Jego wrogiem jest policjant, Kruszon, którego Grand obwinia o śmierć swojej siostry. Nawet za kratkami pałający żądzą zemsty Grand jest w stanie pociągać za sznurki i wdrażać plan odwetu na swoim przeciwniku. Co by nie mówić o Pawle Małaszyńskim, Granda można śmiało zaliczyć do grona najbardziej interesujących postaci serialowych w bazie czarnych charakterów.

Dario (Ślepnąc od świateł)

Myślę, że bez uwzględnienia tej postaci całe to zestawienie byłoby jak samochód bez kół. Serial Krzysztofa Skoniecznego okazał się hitem HBO. Oparty na poczytnej powieści, wyróżniający się światowym poziomem realizacji, oryginalną formułą i doborem aktorów zdobył zasłużony poklask, wysoko podnosząc poprzeczkę na krajowym rynku produkcji odcinkowych. Bardzo duża w tym zasługa odtwórców postaci wziętych z książki, a szczególnie Jana Frycza, któremu została przydzielona rola Dario, doświadczonego gangstera wychodzącego na wolność i chcącego odzyskać swoją dawną pozycję.

Advertisement

Dario w wykonaniu Frycza jest perełką. Jego diaboliczne usposobienie i nieobliczalność kryjące się za parawanem życzliwości i kontroli przykuwają uwagę, trzymając za kark tak widza, jak i całą opowieść. Dario wydaje się kimś więcej niż tylko gangsterem, to ktoś wszechmocny, kierujący wszystkimi wydarzeniami, mający wpływ na ludzi, będący w świecie przestępczym kimś w rodzaju Lucyfera. Wzbudza lęk i respekt – wystarczy wspomnieć o scenie, kiedy spotyka się z Jackiem i Kubą w restauracji, a jakiś czas później w klubowym barze, gdzie odprawia Pioruna i rozmawia z głównym bohaterem. W pierwszym fragmencie znajduje się pod wpływem alkoholu, w drugim jest trzeźwy, ale w obu wydaniach jego obecność nie gwarantuje bezpieczeństwa i komfortu.

Modelowy przykład postaci negatywnej, która dawno, a może nawet nigdy, nie gościła w serialach. Jan Frycz po mało znaczących występach przypomniał o sobie zdecydowanie dominującą kreacją. Myślę, że podobną rolą w nowym dziele Wojciecha Smarzowskiego dałby mistrzowski popis.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *