Connect with us

Publicystyka filmowa

Świetne filmy, których w 2019 roku NIE OBEJRZAŁEŚ w kinie, a POWINIENEŚ

Odkryj ŚWIETNE FILMY, KTÓRYCH W 2019 ROKU NIE OBEJRZAŁEŚ w kinie, a POWINIENEŚ! To niesłusznie zapomniane skarby, które zachwycają.

Published

on

Świetne filmy, których w 2019 roku NIE OBEJRZAŁEŚ w kinie, a POWINIENEŚ

Każdego roku przez nasze kina przewija się trzycyfrowa liczba filmowych premier. Od hucznych blockbusterów, przez nieco skromniejsze dzieła, aż po produkcje niezależne, zazwyczaj wyświetlane wyłącznie w kinach studyjnych. Tworząc tę listę, postanowiłem skupić się na mimo wszystko dość rozpoznawalnych tytułach, które w moim odczuciu powinny były zdobyć znacznie większą popularność. To filmy ze świetną obsadą i o nadzwyczaj wysokim poziomie realizacyjnym, ale z jakichś powodów żaden z nich nie okazał się szczególnie popularny wśród polskich widzów. Szkoda, bo w mojej opinii to znacznie ciekawsze propozycje niż wiele obleganych w kinach tytułów. Mam nadzieję, że zdecydujecie się dać szansę przynajmniej niektórym z nich (zakładając, że ich nie widzieliście)!

Advertisement

Polecam też mój podobny tekst z zeszłego roku.

Doktor Sen

Kto by pomyślał, że na takiej liście znajdzie się sequel kultowego Lśnienia z Ewanem McGregorem i Rebeccą Ferguson! Doktor Sen był bardzo ambitnym przedsięwzięciem, a utalentowany reżyser Mike Flanagan musiał zmierzyć się z karkołomnym wyzwaniem pogodzenia pierwotnej literackiej wizji Stephena Kinga (którego powieść jest podstawą także tego filmu) z niezbyt wiernym, ale powszechnie uwielbianym dziełem Stanleya Kubricka. Wyszło to zaskakująco sprawnie, choć wątek duchowych wampirów może wydawać się nieco kuriozalny tym, którzy cenili w Lśnieniu przede wszystkim obraz postępującego obłędu głównego bohatera. Doktor Sen poświęca jednak dużo czasu, by widz mógł zrozumieć i oswoić się z charakterystyką świata, w którym nadprzyrodzone zdolności wcale nie są tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać.

Advertisement

Ewan McGregor i partnerująca mu Kyliegh Curran tworzą interesujący duet, a Rebecca Ferguson trochę niespodziewanie zachwyca jedną z najciekawszych kreacji antagonisty w 2019 roku. Nie brakuje tu także kreatywnej reżyserii i fantastycznej pracy kamery; miejcie jednak na uwadze, że to już nie horror psychologiczny, a raczej paranormalny thriller.

Bracia Sisters

Doprawiony czarną komedią western z Joaquinem Phoenixem, Johnem C. Reillym i Jakiem Gyllenhaalem.

Advertisement

Czy potrzebujecie czegoś więcej? No dobrze, dodajmy szczyptę dekonstrukcji gatunku, interesujący wgląd w skomplikowaną braterską (i ogólnie rodzinną) relację bohaterów, imponujące zdjęcia i mocno nieprzewidywalny scenariusz. Smacznego!

Arktyka

Arktyka jest wyjątkowym przeżyciem nie tylko dla jej protagonisty, lecz także dla widza (choć z mocno odmiennych powodów). To prosta historia o mężczyźnie uwięzionym w skutej lodem (póki co) Arktyce i jego desperackiej walce o przetrwanie. To połączenie survivalu i kina drogi, a przez większość czasu również teatr jednego aktora, na którego barkach spoczywa ciężar emocjonalny filmu.

Advertisement

Dobrze więc, że wybrano do tej roli kogoś takiego, jak Mads Mikkelsen, ponieważ to dzięki jego ogromnemu talentowi i charyzmie Arktyka jest tak angażującym dziełem, pomimo swojego powolnego tempa. Duński aktor ma wręcz magnetyczną siłę przyciągania do ekranu i nie sposób mu nie kibicować już od początkowych scen. Okazjonalne naciągnięcia logiki nie umniejszają całości w znaczącym stopniu, a niezwykle emocjonalne momenty powinny poruszyć każdego widza. Arktyka to świetne kino survivalowe i szkoda, że takich produkcji nie powstaje więcej.

Mój piękny syn

Pozycja obowiązkowa dla fanów Timothéego Chalameta i przede wszystkim Steve’a Carella (po raz kolejny świetnego w dramatycznej roli). Mój piękny syn to portret narkomana, ale oglądany z perspektywy jego bezsilnego i zrozpaczonego ojca – prawdopodobnie to dlatego ten film tak mocno łamie serce.

Advertisement

Obserwowanie, jak uzależnienie chłopaka stopniowo wykańcza psychicznie kolejnych członków jego rodziny, oferuje ciekawy punkt widzenia na tematykę narkomanii. Wewnętrzna wędrówka, jaką odbywa coraz bardziej pogrążający się w tej sytuacji ojciec chłopaka, pozwala również widzowi dojść do kilku interesujących wniosków, zwłaszcza w trzecim akcie. Narracja filmu cierpi na brak zdecydowania, a poruszany temat ostatecznie nie zostaje tak pogłębiony, jak by się chciało, ale niech nie zniechęcą was ewentualne przytyki do rzekomej płytkości dzieła. Mój piękny syn nie oferuje takiego wglądu w życie narkomana jak wybitny Trainspotting, ale to między innymi dlatego, że skupia się on na perspektywie ojca i rodziny uzależnionego. To, co wiemy o chłopaku, pokrywa się z wiedzą lub domysłami jego bliskich, ale duża część jego życia pozostaje dla nas zagadką, podobnie jak dla wszystkich innych. W tym aspekcie ten film wzorowo oddaje, jak to jest mieć w swoim życiu kompletnie nieprzewidywalną osobę zależną od nałogu.

Zombieland: Kulki w łeb

10 lat czekania na sequel to niemało, ale moim zdaniem zdecydowanie było warto. Kulki w łeb (rozkoszny polski podtytuł) mają w sobie niemal tyle samo energii i radości co pierwowzór, a obsada ewidentnie fantastycznie bawiła się na planie i w swoim towarzystwie.

Advertisement

Tym razem nieco słabiej wypada Abigail Breslin, podczas gdy Emma Stone prezentuje bogatszy niż wcześniej komediowy repertuar, a Woody Harrelson absolutnie zachwyca praktycznie w każdej scenie, w której się pojawia. Film wygląda znacznie lepiej niż oryginał, a umiejętne wykorzystanie sztuczek montażowych i zwolnionego tempa ma jeszcze więcej czaru niż w pierwszej części. Czy humor bywa głupkowaty? Jasne, że tak, ale jest w tym tyle uroku, że nie przeszkadza mi to. Szkoda, że przez wspomniane 10 lat entuzjazm związany z tytułem Zombieland mocno opadł (czego efektem była przeciętna frekwencja w kinach), ale gorąco zachęcam, by nadrobić ten seans.

Van Gogh. U bram wieczności

W moim przekonaniu U bram wieczności to lepszy film i znacznie lepszy portret tytułowego artysty niż Twój Vincent. Tutaj otrzymujemy możliwość poznania prawdziwego człowieka zamiast jego wyidealizowanej legendy.

Advertisement

Van Gogh był głęboko nieszczęśliwą osobą, którą przerastały proste interakcje społeczne oraz wiele pozornie trywialnych elementów rzeczywistości. Jego sztuka była pogardzana i niezrozumiana, a on sam spotykał się z taką samą ignorancją i odrazą. Film Juliana Schnabla z niezwykłą wrażliwością przygląda się zagubionemu mężczyźnie, który dopiero po swojej śmierci zasłynie jako wielki malarz, podczas gdy Willem Dafoe wprowadza na ekran niezrównany autentyzm. W parze z poruszającą historią idzie także interesująca forma, pozwalająca widzowi dosłownie wejść w skórę głównego bohatera – wszystko po to, by możliwie najlepiej zrozumieć jego punkt widzenia.

Zabawa w pochowanego

Po pierwsze, nie oglądajcie zwiastunów. Po drugie, koniecznie obejrzyjcie tę przewrotną mieszankę krwawego slashera z czarną komedią! Powody, dla których warto to zrobić: doskonała Samara Weaving w roli głównej, fantastyczna scenografia i nadzwyczaj kompetentna reżyseria, świetny humor, niemały repertuar zaskoczeń i zwrotów akcji oraz bezbłędne zakończenie (ono samo w sobie wystarcza, by polecić ten film).  Zabawa w pochowanego (kolejny polski tytuł, który uwielbiam) to kapitalna rozrywka i materiał na przyjemny wieczorny seans.

Advertisement

Rocketman

Elton John

Jakie to niesprawiedliwe, że przeciętne do bólu Bohemian Rhapsody zdobyło tak ogromną popularność, podczas gdy szałowy i wystrojony w kolorowe pióra Rocketman przeszedł przez świat bez większego echa. Musicalowa forma gra tu dokładnie tak, jak powinna, życiorys bohatera zostaje ukazany z pomysłem (i znacznie większą wiernością faktom niż we wspomnianym wcześniej tytule), a scenariusz faktycznie koncentruje się na człowieku, o którym opowiada.

Dodatkowo, przy całej mojej sympatii do Ramiego Maleka, jego zmanierowany i często pozbawiony człowieczeństwa występ musi uznać wyższość wysiłków Tarona Egertona. Młody aktor jest fenomenalny jako Elton John i niemalże kompletnie znika w tej roli; jego śpiew jest zaś kolejnym imponującym elementem całości (żadne tam śpiewanie z playbacku czy miksowanie głosów). Oglądając film, byłem przekonany, że słyszę fuzję dwóch głosów, a w rzeczywistości był to sam aktor – jak dobrze to świadczy o jego występie?

Advertisement

Bonus: Najlepsze lata

Dlaczego „bonus”? Ano dlatego, że reżyserki debiut Jonaha Hilla miał raptem kilka pokazów na krzyż w całym kraju, co czyni go bliskim kandydatury do pojawienia się w tekście kolegi. Kompletnie tego nie rozumiem, bo jest to jedna z ciekawszych produkcji, jakie widziałem w tym roku.

To wyjątkowo autentyczna wycieczka do lat 90. i słodko-gorzki (z większym naciskiem na „gorzki”) obraz trudnego, ale niepozbawionego uroku dzieciństwa w wiecznie słonecznym Los Angeles. Podobnie jak w The Florida Project, scenariusz nie zabiera bohatera w typową trzyaktową podróż, a raczej wybiera różne istotne fragmenty jego młodzieńczego życia i prezentuje je widzowi w sposób przywodzący na myśl kino dokumentalne. Produkcja Hilla niesie ogromny ładunek nostalgii za dzieciństwem i latami 90. I paradoksalnie jednocześnie odczarowuje wiele elementów jednego i drugiego, uzyskując niewymuszony i przekonujący obraz czasu i miejsca. To wszystko pomagają sprzedać niezwykle szczere występy aktorów, zwłaszcza młodego Sunny’ego Sulijica, który zalicza tu jedną z najlepszych dziecięcych ról roku.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *