Tajemnice Zielonego Królestwa - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Tajemnice Zielonego Królestwa

Fabularna wtórność przykryta epickim charakterem i uniwersalnym wydźwiękiem.




Zielono mi!




Jakub Piwoński
02.06.2013


Zacząć chcę od oczywistości. Mainstreamowe filmy animowane rządzą się swoimi prawami. Ich scenariusze z reguły oparte są na sprawdzonych, acz nowatorsko przetworzonych schematach fabularnych. Trudno jednak – akurat w wypadku tego rodzaju filmów – traktować to jako zarzut wpływający na odbiór. Biorąc pod uwagę, że przekaz familijnych animacji w istocie ukierunkowany jest na widza najmłodszego, to właśnie uniwersalny charakter tegoż przekazu ma być w nich przede wszystkim odczuwalny. Bo bajka ma być bajką, ma bawić wychowując i wychowywać bawiąc. Kryterium oryginalności spada wtedy na drugi plan. Grunt w tym, by podawała swe myśli w sposób inteligentny i powabny.

Potrzeba prawienia komunałów wzmogła we mnie po seansie najnowszego filmu studia Blue Sky. Wszak można powiedzieć, że „Tajemnice Zielonego Królestwa” to taki jeden wielki komunał – jako znana każdemu i wręcz banalna, fabularna klisza. Główna bohaterka filmu przenika – niczym carollowska Alicja – do tytułowego zielonego królestwa, zamieszkałego przez liliputy. Królestwo to okazuje się być kolejnym placem boju dobra – wyrażanego przez piękno natury – i zła, czyli zniszczenia i rozkładu. Tętniący życiem las jest w stanie zagrożenia, a  bohaterka ma przyczynić się do odwrócenia biegu wydarzeń. Całość doprawiona jest dawką przyjemnego humoru i klasycznego, krzepiącego wątku miłosnego. Innymi słowy – standard.

Więcej ujawniać z fabuły nie warto, gdyż w wypadku „Tajemnic Zielonego Królestwa”, od tego, co dzieje się na ekranie, bardziej liczy się to, jak jest to opowiedziane i jakie z wydarzeń płyną przesłania. A te są odpowiedniej wagi. Całość przypomina bowiem – zarówno na etapie fabuły, jak i jej wydźwięku – takiego „Avatara” dla najmłodszych. Rozchodzi się więc głównie o proekologiczne idee, w których przyroda stanowić ma fundamentalne źródło życia. To przecież istotne, jeśli dany film przejawia możliwości do tego, by choć na chwilę oderwać dzieciaki od dóbr najnowszych technologii i nauczyć zachwytu nad przyrodą; zachęcić do odnajdywania Zielonego Królestwa. Przynajmniej tak wydaje się mojemu, idealistycznemu ego.

Tak zupełnie na marginesie, z tymi dobrami najnowszej technologii wiąże się w filmie ciekawa historia. Co prawda całość stanowi zgrabną apoteozę przyrody, jednakże zwrócić należy uwagę, co w filmie przyczynia się do uratowania środowiska naturalnego przed ostatecznym rozkładem. Zdradzę, iż jest to Iphone, choć nie powiem, w jaki sposób został wykorzystany. To wyraźny sygnał, że dla twórców „Tajemnic Zielonego Królestwa” to nie technologia stanowi bezpośrednie zagrożenie dla przetrwania natury, a niewłaściwe jej wykorzystywanie. Sygnał do rozpoczęcia rozkładu dajemy zwykle my sami.

Te alegoryczne możliwości, pozostawiające szerokie pole dla interpretacji, z pewnością stanowią główną zaletę nowego filmu od Blue Sky. Kompletnie nie przeszkadza mi więc fakt, że fabuła nie wypada specjalnie oryginalnie na tle innych familijnych animacji. Bardziej interesuje mnie to, że film – w sposób rześki – zaprasza na odbycie prawdziwie epickiej przygody, która posiada jasno sprecyzowany cel. Cel może oczywisty, może nawet oklepany, ale wciąż kluczowy.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Wioletta

    Niedługo na to idę z klasą.

  • Wioletta

    Mam nadzieje że to będzie fajne.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Kopiuj, wklej, obróć

Następny tekst

Kilka filmowych blizn



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE