Nowości kinowe

STRAŻNICY CNOTY. Gdzie są majteczki mojej córeczki?

Chociaż "Strażnicy cnoty" operują prostymi morałami i chwilowymi sprośnościami, to całość okazuje się niegłupią, całkiem przyjemną komedią o dojrzewaniu - zarówno nastolatków, jak i ich rodziców.

Autor: Dawid Konieczka
opublikowano

Kiedy po raz pierwszy przeczytałem (polski) tytuł filmu Kay Cannon oraz jego krótki opis, spodziewałem się kolejnego prostackiego amerykańskiego filmu o niewyżytych nastolatkach i ich konserwatywnych rodzicach. Gdy jednak dowiedziałem się, że Strażnicy cnoty wzbudzili w większości pozytywne odczucia w zagranicznych krytykach, którzy nie szczędzili mu pochwał, przyszło mi do głowy, że to może być coś więcej. Może to film, który pod płaszczykiem przaśnych dowcipów będzie krył jakieś niebanalne przesłanie albo przynajmniej nie będzie głupi i zagwarantuje całkiem przyjemny, zabawny seans. Strażnicy cnoty na szczęście nie zawodzą i chociaż nie można ich dołączyć do pierwszej ligi amerykańskich komedii, zostawiają widza z niezłym morałem i bez poczucia zażenowania.

Wspomniany już opis filmu na pierwszy rzut oka nie zwiastuje niczego dobrego. Oto mamy opowieść o trojgu rodziców (Leslie Mann, Ike Barinholtz i John Cena), którzy za wszelką cenę chcą powstrzymać nastoletnie córki (Kathryn Newton, Geraldine Viswanathan i Gideon Adlon) przed zrealizowaniem tajnego planu. Jest nim upragniona utrata dziewictwa w noc balu maturalnego. Siłą rzeczy Cannon umieszcza w swoim filmie kilka mniej lub bardziej sprośnych dowcipów oraz niepoprawnych gagów sytuacyjnych. Reżyserka nie obrzuca jednak widza ani łajnem, ani mięsem, dzięki czemu widzowie niechętnie nastawieni do żartów o rzyganiu i pogoni za seksem nie mają okazji się zrazić, a ci oczekujący szczypty filmowej odwagi nie powinni pozostać niezaspokojeni. Cannon zręcznie unika uczynienia ze swojego reżyserskiego debiutu prostackiej komedii z kloacznym humorem. Przeciwnie, spora część zawartych tu „zwykłych” gagów śmieszy, a wszyscy aktorzy dobrze się w tej konwencji odnajdują, zarówno młodzi, jak i dorośli — zwłaszcza John Cena wypada zaskakująco zabawnie.

Cannon w pewnym sensie przyjmuje tu pozycję dobrej, wyrozumiałej koleżanki czy wręcz matki-kumpeli (którą bardzo chciałaby być bohaterka grana przez Mann). Patrzy ona na swoich bohaterów z wyraźną sympatią i swego rodzaju współczuciem, zwłaszcza w stosunku do postaci nastolatek. Nie są one napalonymi dziewczętami, które myślą wyłącznie o tym, jak by tu szybko rozłożyć przed kimś nogi, nieważne gdzie i przed kim. To raczej uczące się życia młode kobiety, które wchodzą w dorosłość, wciąż czując w sobie burzę hormonów. Koniec końców Strażnicy cnoty przedstawiają różne stanowiska wobec pierwszego seksu i żadnego nie krytykują, pozostawiając decyzję indywidualnej ocenie poszczególnych osób i jedynie udzielając drobnej rady. Chcesz stracić dziewictwo na balu maturalnym? Chcesz zacząć od czegoś „mniej poważnego”? A może chcesz poczekać na odpowiednią chwilę? Wybór należy do ciebie, ale pamiętaj, że lepiej nie robić tego „bo tak trzeba”, z byle kim, byle gdzie.

Bohaterowie jej filmu muszą bowiem zrozumieć, że ich dzieci nie są już malutkie i same uczą się życia, czasem popełniając błędy.

Równorzędnymi bohaterami Strażników… są również zatroskani rodzice. Dla nich Cannon także ma dobrą radę. Bohaterowie jej filmu muszą bowiem zrozumieć, że ich dzieci nie są już malutkie i same uczą się życia, czasem popełniając błędy. Natomiast oni sami, zamiast usilnie kontrolować każdy krok swych pociech, powinni w końcu rozwiązać własne problemy i nie stawiać sobie za cel w życiu niekończącej się opieki nad potomstwem. Reżyserka, skądinąd dość pobieżnie, zarysowuje bowiem ciekawe wątki drugoplanowe jak odpowiedzialność za rozpad małżeństwa czy lęk przed samotnością. Nie dotyczą one oczywiście tylko dorosłych —  mamy tu również strach jednej z córek przed ujawnieniem swojej orientacji seksualnej przed rodzicami i przyjaciółkami. Może są to mało oryginalne pomysły na fabułę, ale niewątpliwie stanowią wartość dodaną filmu, mimo że chwilami ocierają się o proste moralizatorstwo.

Kay Cannon nie czyni ze swojego debiutu prymitywnego filmidła o napalonych nastolatkach i ich nieporadnych rodzicach. Strażnicy cnoty niosą ze sobą niegłupie przesłanie, zarówno dla ojców i matek, jak i wchodzących w dorosłość młodych, a przy tym potrafią rozbawić i to nie tylko niepoprawnymi żartami. I chociaż wszystko tutaj pozszywane jest z dobrze znanych elementów, a puenta specjalnie nie zaskakuje, to seans pozostaje lekkim i przyjemnym doświadczeniem, wyraźnie odmiennym od zboczonych przygód amerykańskiej młodzieży sprzed dekady.

Ostatnio dodane