Transatlantyk 2013 – koncert z okazji 35-lecia Varese Sarabande | FILM.ORG.PL

Transatlantyk 2013 – koncert z okazji 35-lecia Varese Sarabande








Jakub Piwoński
05.08.2013


„Transatlantyk jest festiwalem idei. Używając siły filmu i muzyki chcemy inspirować rozmowę na ważne tematy.”

Jan A.P. Kaczmarek

Na wstępie muszę się do czegoś przyznać. Nie uczestniczyłem wcześniej w żadnym koncercie muzyki filmowej, nie zbieram soundtracków, nie grałem na żadnym instrumencie (choć chciałem), innymi słowy, żaden ze mnie meloman. Może się więc wydawać, że nie jestem odpowiednią osobą do relacjonowania Transatlantyckiego koncertu. Mam jednak wrażenie, że moja wysoce rozwinięta wrażliwość estetyczna, podparta szczerą filmową pasją  wystarczy do tego, by wiarygodnie oddać ducha słuchowiska, w jakim dane mi było brać udział.

Jedną z wielu atrakcji trzeciej edycji poznańskiego Festiwalu „Transatlantyk”, był koncert muzyki filmowej. Impreza odbyła się 4. sierpnia w auli UAM w Poznaniu. Koncert miał nieprzeciętne znaczenie, ponieważ odbył się przy nieprzeciętnej sposobności. Słynna wytwórnia płytowa Varèse Sarabande, specjalizująca się w muzyce filmowej, obchodzi w tym roku swoje 35-lecie istnienia. Tym samym, wytwórnia ta, jest obecnie najdłużej działającą wytwórnią w branży. Jej dorobek również jest imponujący: wydała blisko 900 soundtracków. I z okazji jubileuszu jej aktywności na całym świecie odbywają się koncerty, które mają na celu godne uczczenie tego wydarzenia. I jeden z nich odbył się właśnie w Poznaniu.

Przebieg koncertu obfitował w wiele atrakcji. Na samym początku pojawił się twórca i dyrektor festiwalu Transatlantyk, czyli kompozytor Jan A.P. Kaczmarek,  który przybliżył widowni głównie założenia muzycznego spotkania, w jakim już za chwilę wszyscy mieli uczestniczyć. Robił wrażanie lekkością i swobodą wypowiedzi, dystansem do samego siebie oraz, przede wszystkim, wiarą w projekt, który powołał do życia. Choć miałem go na wyciągnięcie ręki, nie wiedzieć czemu, nie miałem odwagi poprosić o zrobienie sobie z nim zdjęcia.

Po Kaczmarku, na scenie wraz z asystentką (która mogła być lepiej przygotowana do swojej roli), pojawił się Robert Towson – lider Varèse Sarabande – któremu przypadła rola gospodarza całej imprezy. Prócz zapowiadania kolejnych fragmentów koncertu, Towson przybliżał widowni historię swojej wytwórni oraz kulisy pracy z największymi kompozytorami. Gościem specjalnym koncertu była Sara Andon, światowej sławy flecistka, która wielokrotnie współpracowała z wytwórnią przy nagrywaniu wielu ścieżek dźwiękowych (ostatnio choćby do „The Wolverine”). Jej trzy występy były nad wyraz imponujące, nacechowane wyjątkowym kunsztem i z pewnością zapamiętane będą jako najjaśniejsze punkty przebiegu imprezy. Innym ciekawym dodatkiem, był występ śpiewaczki operowej (nazwiska niestety nie pamiętam), która wzbogaciła jeden z odgrywanych utworów wyjątkową barwą swego silnego głosu.

Rolę właściwej atrakcji pełniła jednak muzyka wydobywająca się z instrumentów orkiestry, kierowana batutą niezwykle energicznego maestro, Adama Banaszaka. Tak jak wspominałem na początku, nie miałem wcześniej okazji do uczestnictwa w tego typu imprezie, dlatego moje wrażenia są podyktowane syndromem „pierwszego razu”. Nie miałem w stosunku do koncertu żadnych górnolotnych oczekiwań. Chciałem po prostu poczuć na własnej skórze, jak to jest usłyszeć na żywo ulubione motywy muzyczne. Wszak w repertuarze koncertu znalazły się fragmenty (krótsze bądź dłuższe) ścieżek dźwiękowych takich produkcji jak: „Terminator 2”, „Powrót do przyszłości”, „Wożąc Panią Dasy”, „Shrek”, „Hellboy”, „Jak wytresować smoka”, „Matrix”, „Niewierna” czy „Gra o Tron”. I powiedzieć, że jestem zadowolony z tego co usłyszałem, to jak nie powiedzieć nic. Ciarki przeszły nie raz. Choć nie ukrywam, iż wolałbym, aby niektórym fragmentom poświęcono więcej czasu.

Bardzo możliwe, że do tego by lepiej wczuć się w odgrywane takty, należało posiadać świadomość funkcji, jaką pełni muzyka względem ukazywanych w filmach historii. Bo ta jest przecież niebagatelna. Gdy spełniało się bowiem ten warunek, bardzo szybko wpadało się w wir silnych emocji, wywołanych pięknem i czystością brzmienia muzyki oraz wspomnieniem filmowych wrażeń. Film jest formą artystyczną, która sama w sobie jest konglomeratem kilku dziedzin sztuki. Wszelkiego rodzaju koncerty filmowej muzyki mają za zadanie udowodnić, iż dziedziną sztuki, z którą film najlepiej koresponduje, jest właśnie muzyka. I wierzcie mi, trudno jest zakończyć taki koncert z innym, niż tak sformułowanym wnioskiem.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Ojciec Fernando

    Było bardzo udanie. Niespotykanie szybko minęły te ponad 2 godziny. Nawet byłem lekko zaskoczony, że już koniec. Z pewnością końcówka w stylu antraktu by była jeszcze lepsza, ale nie ma co narzekać. Ta sopranistka pojawiła się jeszcze potem, ale stała z tyłu, razem z chórem.

  • ŁW

    Sopranistka z koncertu to Barbara Gutaj.

    • Jakub Piwoński

      Dzięki! :)

  • Koper

    Townson, nie „Towson”. Jeszcze się pan Bob obrazi. ;)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Szybka piątka #10 - Filmy, które aż proszą się o remake

Następny tekst

Narracja bez fantazmatów



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE