nowości kinowe

Jurassic World

Mawia się, że natury nie da się oszukać. Jurassic World potwierdza tę tezę.

Autor: Filip Jalowski
opublikowano

Nieudany eksperyment

 

cinema

Moja przygoda z dinozaurami rozpoczęła się od mocno wyeksploatowanej kasety VHS z Pradawnym lądem Dona Blutha. Do dziś pamiętem front pudełka, na którym ciemnym flamastrem i koślawym jeszcze pismem napisałem „Stopka”, bo właśnie tak w mojej wersji dubbingowej nazywał się główny bohater filmu. Potem nadszedł czas na książkę, którą wybłagałem u rodziców. Świat Dinozaurów znałem właściwie na pamięć, a żeby udowodnić, że nie zmyślam faktów specjalnie na potrzeby tego wstępu, zdjęcie mojego egzemplarza zamieszczam poniżej. Zobaczenie gadów, które na długie lata opanowały wyobraźnię dziecka, stało się jednym z jego wielu marzeń. Chyba właśnie dlatego, mimo upływu czasu, wciąż mam ciarki w momencie, gdy ogromny brachiozaur pojawia się obok jeepa bohaterów Jurassic Parku. W pełni solidaryzuję się z oszołomioną widokiem giganta Laurą Dern. To jeden z momentów, za które kocha się kino.

jurassic1

[quote]Jurassic World czerpie garściami z produkcji Spielberga, usiłuje bawić się w nawiązania, wskrzesić emocje towarzyszące premierze z roku 1993.[/quote]

Nie sposób nie mówić o Jurassic Parku w kontekście najnowszego filmu rozgrywającego się w świecie, w którym prehistoryczne stworzenia zostały sprowadzone do roli zabawiających tłumy eksponatów. Jurassic World czerpie garściami z produkcji Spielberga, usiłuje bawić się w nawiązania, wskrzesić emocje towarzyszące premierze z roku 1993. Już na samym początku tekstu należy jednak wyraźnie podkreślić, że nie znajdziecie w nim kinowej magii, o której mówiłem we wstępie. To jedynie kolejny blockbuster korzystający z popularności klasycznej serii. W całej swojej miałkości ma on jednak w sobie coś zastanawiającego. W trakcie seansu trudno uciec bowiem od wrażenia, że wielomilionowa produkcja jest w istocie jedną wielką alegorią, która czy to celowo, czy – co gorsza – zupełnie przez przypadek, dyskredytuje sens stworzenia kolejnej części opowieści o dinozaurach.

Nad fabułą filmu nie ma się w zasadzie co rozwodzić. Od tragedii przedstawionej w filmie Spielberga mijają dwadzieścia dwa lata, a czas leczy rany. Wyspa dinozaurów znów funkcjonuje, a tłumy gapiów z całego świata przybijają do jej brzegów w celu wpompowania do żył dawki adrenaliny. Wśród nich znajdują się Gray i Zach, chłopcy korzystający z gościny ciotki będącej lokalną szychą. Ona z kolei dba o to, by goście byli zadowoleni i kocha się w męskim wielbicielu ironii i trenerze raptorów w jednej osobie, Owenie (Chris Pratt). Drogi czwórki bohaterów krzyżują się w momencie, gdy zabezpieczenia parku okazują się być niewystarczające, aby powstrzymać przed żądzą mordu sztucznie stworzony gatunek dinozaura.

jurassic2

W filmie kilkukrotnie pada pytanie o to, jaki sens przyświecał powołaniu do życia drapieżnej hybrydy. Odpowiedź to natomiast oczekiwania ludzi, którzy wciąż chcą przeżywać więcej i mocniej. Jeden z bohaterów zauważa, że w czasach nowego Parku Jurajskiego widok stegozaura nie wzbudza w tłumie większych emocji, niż rzucenie okiem na słonia skubiącego trawę na wybiegu. Interes musi jednak przynosić pieniądze, a po to potrzebni są ludzie. Karuzela się rozkręca. Trzeba podążać za wolą większości i sprawić, aby kolejne gatunki gadów wprawiały widownię w coraz większe osłupienie. Zarówno Pratt, jak i jeden z członków ekipy kontrolującej elektroniczne aspekty rezerwatu słusznie zauważają jednak, że stworzone ku uciesze tłumu hybrydy nie są już dinozaurami. To biologiczne wynalazki w pełni ukształtowane przez człowieka znudzonego ewolucyjnymi rozwiązaniami matki natury.

[quote]Jurassic World to podpicowany ku uciesze tłumu, genetyczny mutant, który zdradza wyraźne powinowactwo z oryginałem, ale w istocie jest jedynie podróbą mającą na celu sprawienie, aby ludzie piszczeli, mdleli i klaskali z jeszcze większą częstotliwością.[/quote]

Sęk w tym, że cały Jurassic World opiera się właśnie na tej dychotomii. Sztuczne przedstawione jest w nim jako złe, naturalne (o ile można nazwać tak dinozaury stworzone w laboratorium) jako dobre. I w tym momencie powrócę do sygnalizowanej wcześniej alegorii. Otóż, trudno nie odnieść wrażenia, że reprezentantem starego ładu jest w filmie właśnie klasyczny Jurassic Park, który nieustannie pojawia się za sprawą nostalgicznych mrugnięć okiem. To film z czasów, w których „wystarczyło pokazać same dinozaury, aby wprawić ludzi w osłupienie” (vide scena z brachiozaurem). W tym ujęciu Jurassic World to podpicowany ku uciesze tłumu, genetyczny mutant, który zdradza wyraźne powinowactwo z oryginałem, ale w istocie jest jedynie podróbą mającą na celu sprawienie, aby ludzie piszczeli, mdleli i klaskali z jeszcze większą częstotliwością. I uwierzcie, to nie jest nadinterpretacja. Twórcy wielokrotnie usiłują nakierować widza na ten tok rozumowania, zarówno za pomocą obrazu, jak i dialogu.

jurassic3

Mawia się, że natury nie da się oszukać. Jurassic World potwierdza tę tezę. Genetycznie podrasowana wersja filmu z roku 1993 nie ma nawet startu do oryginału. Brak w niej ekranowej magii oraz wielkiej kinowej przygody na miarę pierwszej części cyklu, ale to nie wszystko. Nie bronią się również aktorstwo i efekty specjalne, będące przecież wizytówką produkcji Spielberga (na tle innych blockbusterów są raczej nijakie, chociaż to w pewnym sensie również znak czasu). Jeśli chodzi o obsadę, radzą sobie jedynie Pratt i Bryce Dallas Howard, reszta aktorów mocno kuleje.

W jednej ze scen filmu mężczyzna chwali się, że kupił na internetowej aukcji zużytą koszulkę z logo pierwszego Jurassic Parku. Zniszczony t-shirt kosztuje w tym świecie 150 dolarów, nówka około 300. Przełożona gani go, przypominając, że to niestosowne nosić na sobię koszulkę przypominającą o tragedii, jaka miała miejsce dwadzieścia dwa lata temu na wyspie. On i jego stadko plastikowych dinozaurów wiedzą jednak, że w tym logotypie tkwi moc, której na próżno szukać w tandetnym Jurassic Worldzie.

Ostatnio dodane