search
REKLAMA
Recenzje

PRETTY GUARDIAN SAILOR MOON ETERNAL. Netflix spełnia marzenia fanów „Czarodziejki z Księżyca”

Pretty Guardian Sailor Moon Eternal to idealna propozycja dla fanów „Czarodziejki z Księżyca”, którzy tak zjedli zęby na mangach, jak i oglądali w latach 90. poświęcone jej serial i filmy...

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

9 czerwca 2021

REKLAMA

Po obejrzeniu nowej, dwuczęściowej odsłony przygód Czarodziejki z Księżyca można powiedzieć tylko jedno: „Boże, jakie to było dobre”. Nie wiem, czy bardziej przemawia przez mnie nostalgia, czy fakt, że w dzisiejszych czasach potrzeba tego typu produkcji, ale moje łzy lały się non stop przez prawie dwie godziny. A to o czymś świadczy. Oczywiście produkcja przeznaczona jest stricte dla fanów oryginalnego serialu i mangi, gdyż postronny obserwator nie odnajdzie się w fabule bez znajomości bohaterek ani tego, z czym wcześniej musiały się zmierzyć. Przykładowo sytuacja Hotaru, czyli Czarodziejki z Saturna, jest fanom znana, jednak dla kogoś zupełnie zielonego w temacie przedstawione w filmie wydarzenia nie będą miały jakiegokolwiek sensu.

Akcja zaczyna się w momencie tajemniczego zaćmienia Księżyca, które sprowadza na ziemię zło w czystej postaci. Tymczasem Usagi, czyli tytułowa Czarodziejka, oraz Mamoru „zajmują się” Chibiusą, ich przyszłą córką z XXX wieku. Mała czarodziejka mimo ogólnego zadowolenia postanawia jednak wrócić do domu. Na jej drodze staje jednak Cyrk Martwego Księżyca, skutecznie uniemożliwiając powrót. W tym samym czasie pegaz o imieniu Helios prosi Usagi o pomoc, przez co ta postanawia zostać na Ziemi i uratować swojego nowego „przyjaciela”.

Trzeba pamiętać, że w 2014 roku została podjęta kolejna próba przeniesienia na szklany ekran mangi o Czarodziejce z Księżyca. Fani postrzegają tamto dzieło jako swego rodzaju reboot całej serii. W przeciwieństwie do poprzednich tworów miała ona być dużo wierniejsza materiałowi źródłowemu. Niestety, choć całość oglądało się z wielką przyjemnością, nie była spełnieniem marzeń fanów ze względu na liczne błędy. To nie tylko tragiczne CGI, ale również elementy, które nie powinny pojawić się wcale, jak chociażby wybielanie bohaterów.

Na szczęście twórcy obecnego filmu wyciągnęli lekcję z porażki, jaką niewątpliwie była Sailor Moon Crystal, i dali fanom produkt idealny – mądry, pełen humoru oraz wizualnie zachwycający. Nie bez powodu po 26 latach od premiery ostatniego filmu o czarodziejkach mamy do czynienia z absolutnym hitem.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to fakt, iż produkcja trwa jedynie 160 minut, co warunkuje konieczność przedstawienia okrojonego materiału. A trzeba pamiętać, że produkcja wraca do klasycznego backstory antagonistki czarodziejek, królowej Nehelenii, która pragnie zagarnąć dla siebie całe Królestwo Księżyca, w tym Ziemię. Fani znający mangę na wylot nie będą jednak się nudzili – twórcy zadbali o to, by pojawiło się dużo nowych smaczków, których nie ma w oryginale, a które przyciągną uwagę nawet największych znawców serii. Warto również dodać, że przy produkcji pracowały osoby odpowiedzialne za przygotowanie pierwszych sezonów Czarodziejki w latach 90., dlatego całość wygląda po prostu obłędnie.

Tym, co zachwyca, jest aktualność przesłania. Bohaterki zmagają się z tymi samymi niepewnościami, co większość z nas, dlatego produkcja w świetny sposób pokazuje starszym oraz młodszym, że to nic złego polegać na przyjaciołach, zajmować się ukochaną osobą i marzyć o lepszym życiu. Miłość i przyjaźń zawsze powinny być na pierwszym miejscu, a reszta jakoś się ułoży. I zdaję sobie sprawę, że to bardzo infantylne podejście, jednak w czasach pandemii COVID-19 każdy potrzebuje takiej otuchy.

Ale chyba najważniejszym aspektem jest siostrzane wsparcie, które obserwujemy nie tylko na przykładzie naszych dziesięciu bohaterek. Kwestia ta ma szczególne znaczenie dla dynamiki pomiędzy Usagi i Chibiusą, które mimo że łączy je relacja matka–córka, cały czas pozostają w siostrzanej zażyłości. Obie zazdroszczą sobie nawzajem, obie wkurzają się na siebie, ale koniec końców ich relacja opiera się na wzajemnym wsparciu, a nie konkurowaniu ze sobą. To kolejny świetnie zarysowany przykład girl power, jakiego ostatnimi czasy brakuje w kinie oraz serialach.

Jak wspomniałam, film na Netflixie to idealna propozycja dla fanów Czarodziejki z Księżyca, którzy tak zjedli zęby na mangach, jak i oglądali w latach 90. poświęcone jej serial i filmy anime. Sama pamiętam, jak w liceum razem z koleżankami ekscytowałyśmy się kolejnym odcinkami. I taki sam poziom ekscytacji towarzyszy oglądaniu Sailor Moon Eternal. Osoby, które nie miały wcześniej do czynienia z czarodziejkami, prawdopodobnie poczują się zagubione, choć myślę, że mimo to seans może być dla nich dalej przyjemny. A może zachęci je do zgłębienia całej historii? Oczywiście w filmie pojawiają się pojedyncze elementy, które pozwalają widzowi odnaleźć się w fabule, ale jeżeli nie jesteście fanami serii, koniecznie zapoznajcie się z nią wcześniej.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA