search
REKLAMA
Recenzje

PISKLĘ. Body horror o dojrzewaniu z Finlandii

Pisklę frapuje, straszy, brzydzi i pozwala zastanowić się nad tym, jakimi rodzicami jesteśmy dla swoich pociech, póki nie jest jeszcze na to za późno.

Przemysław Mudlaff

6 sierpnia 2022

REKLAMA

Już niejednokrotnie twórcy filmów grozy udowadniali nam, że za straszną, krwawą, pełną obrzydliwych potworów fasadą potrafią ukrywać mniej lub bardziej subtelne odwołania do ludzkiej codzienności. Do codzienności, w której wygodnie trwamy, a która może być – i często również jest – źródłem naszych traum, obaw i lęków. Ostatnimi czasy na tapet autorzy horrorów chętnie biorą temat Internetu, a raczej tego, do czego jesteśmy zdolni, aby zaistnieć w sieci i zdobyć w niej popularność. Pisklę Hanny Bergholm również o tym traktuje. Ba! Postanawia uczynić ten temat punktem wyjścia dla złożonej i efektownej baśni grozy o pewnej niezwykłej przyjaźni dziewczynki oraz tajemniczego tytułowego pisklęcia.

Pisklę rozpoczynają sceny ukazujące szczęśliwą fińską rodzinę. W idealnym, pięknie urządzonym domu żyją wspólnie 12-letnia Tinja (Siiri Solalinna), która para się gimnastyką, jej nieco uparty brat Matias (Oiva Ollila), lubiący pracę w ogrodzie Ojciec (Jani Volanen) i elegancka blogerka Matka (Sophia Heikkilä). Podczas kręcenia kolejnego odcinka vloga, gdy cała rodzina uroczo pozuje do rejestrującego wszystko, zamontowanego na sticku telefonu, sielską atmosferę przerywa wtargnięcie do domu wrony. Próbujący wydostać się z salonu ptak niszczy poukładane z gracją szkła i naczynia. W pewnym momencie Tanji udaje się schwytać nieproszonego gościa. Wronę przejmuje od córki Matka, która zamiast wypuścić ją na zewnątrz, skręca jej kark. Zaserwowana wcześniej wizja idylli zostaje tym samym poważnie nadszarpnięta.

Chociaż tytuł debiutu Hanny Bergholm i powyższy opis pierwszych jego scen może sugerować, że oto otrzymamy kolejny, popularny ostatnio głównie w kinie typu indie ekohorror, to jednak Pisklę zmierza w zupełnie innym kierunku. Po krótkiej satyrze na vlogerów film skręca bowiem w zdecydowanie mroczniejsze zaułki wypaczonych ludzkich uczuć i psychiki. Wraz z odkryciem przez Tinję jaja, którym to dziewczyna postanawia się potajemnie zająć, a następnie wychowywać to, co się z niego wykluło, sprytny scenariusz Ilji Rautsiego otwiera przed odbiorcami nowe możliwości, z których Hanna Bergholm przez większą część swojego debiutu umiejętnie korzysta.

Symbol dorastania

Pisklę jest tworem niebywale wręcz tematycznie złożonym. Opowiada jednocześnie o trudach dziewczęcego dorastania/dojrzewania i macierzyństwa, braku miłości, samotności, błędach wychowawczych, zaniedbaniu, zaślepieniu, dążeniu do perfekcji i jeszcze wielu innych sprawach. Ptakopodobny stwór wykluty ze znalezionego w lesie jaja staje się bowiem najpierw czymś w rodzaju dziecka Tinji. Opieka nad Alli (tak dziewczyna nazywa potwora) jest przeciwieństwem tego, w jaki sposób dba o Tinję jej Matka. 12-latka jest bowiem niczym ptak zamknięty w złotej klatce. To ozdoba, która powinna być dla Matki wyłącznie powodem do dumy, która powinna być najlepszą gimnastyczką, ponieważ tego właśnie pragnie jej rodzicielka. W miarę jak Alli dorasta, przysparza głównej bohaterce filmu jeszcze więcej zmartwień. Przedstawiane w pastelowych barwach, ale w gruncie rzeczy ponure życie Tinji przemienia się w horror. W filmie pojawiają się mniej lub bardziej subtelne metafory kojarzące dziewczęce dojrzewanie z potwornością (w tym wizualny żart na temat pierwszej menstruacji, który właściwie jeszcze bardziej pogrąża postać Ojca w oczach widzów). Tutejsze monstrum jest zatem symbolem dorastania, a także reprezentuje tłumione (głównie przez Matkę) emocje Tinji.

Warto w tym miejscu docenić wspaniałą decyzję o wykorzystaniu lalki animatronicznej i tego, jak została ona powołana do „życia” za sprawą Gustava Hoegena i Conora O’Sullivana. Dzięki ich pracy Alli we wstępnej fazie rozwoju przywodzi na myśl tak urocze, choć przecież brzydkie stworzenia, jak np. E.T., aby następnie przekształcać się w przerażające potwory rodem ze starszych dzieł Cronenberga. Na uwagę zasługują również ciekawa kreacja aktorska debiutującej Siirii Solalinny, która w naturalny sposób potrafiła uchwycić ból, tęsknotę, strach i poczucie samotności postaci Tinji, i przede wszystkim fenomenalna Sophia Heikkilä w roli apodyktycznej, prostej, ale też nieco zagubionej Matki. Poza wspomnianym potworem pod względem technicznym Pisklę zasługuje na wyrazy szacunku także za cudownie kontrastujące z prawdziwym obliczem rodziny wystroje wnętrz oraz za zabawę kolorami kostiumów podczas, gdy Tinja jest w różnym nastroju.

I chociaż coś zgrzyta mi w ostatnim akcie Pisklęcia, a nawet mam wrażenie, że Bergholm po prostu w tym miejscu przeszarżowała, to jej pełnometrażowy debiut przyniósł mi mnóstwo satysfakcji. Pisklę to bowiem film mocny, obrzydliwy i dziwaczny tam, gdzie taki powinien być. Jest też mądry, wrażliwy, a nawet zabawny tam, gdzie tego potrzeba. Produkcja Bergholm w jakiś dziwaczny sposób przypomina mi również horrory z końca XX wieku, ale jednocześnie bije od niej sporo świeżości i pomysłowości. Być może te wrażenia spowodowane są wykorzystaniem w lwiej części praktycznych efektów specjalnych? A może to dlatego, że jeszcze nigdy wcześniej nie oglądałem horroru z Finlandii? Nie wiem, ale wiem za to, że Pisklę frapuje, straszy i pozwala zastanowić się nad tym, jakimi rodzicami jesteśmy dla swoich pociech, póki nie jest jeszcze na to za późno.

Przemysław Mudlaff

Przemysław Mudlaff

Od P do R do Z do E do M do O. Przemo, przyjaciele! Pasjonat kina wszelkiego gatunku i typu. Miłośnik jego rozgryzania i dekodowania. Ceni sobie w kinie prawdę oraz szczerość intencji jego twórców. Uwielbia zostać przez film emocjonalnie skopany, sponiewierany, ale też uszczęśliwiony i rozbawiony. Łowca filmowych ciekawostek, nawiązań i powiązań. Fan twórczości PTA, von Triera, Kieślowskiego, Lantimosa i Villeneuve'a. Najbardziej lubi rozmawiać o kinie przy piwku, a piwko musi być zimne i gęste, jak wiecie co.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA