Connect with us

Recenzje

PASAŻER NR 4. Thriller SF z wyłącznie pozytywnymi bohaterami

„Pasażer nr 4” to produkcja przyzwoita, godna polecenia, ale też i do szybkiego zapomnienia.

Published

on

PASAŻER NR 4. Kosmos moralnego niepokoju

Thrillery science fiction dzielą się na dwa podgatunki: albo załoga statku kosmicznego zostaje wybita przez krwiożerczą bestię, albo pojawia się usterka, wskutek której jeden lub więcej członków załogi musi się poświęcić. I nie ma siły, by thriller SF nie wpadł do jednej z tych kategorii! Pasażer nr 4 w reżyserii Joego Penny to przedstawiciel tej drugiej grupy, a więc to nie zabójczy kosmita przynosi zgubę bohaterom, ale złośliwość rzeczy martwych.

Advertisement
Pasażer nr 4

Załoga statku lecącego badać powierzchnię Marsa jest wyjątkowo niewielka – składa się jedynie z dowódczyni Mariny (Toni Collette), pokładowej medyczki Zoe (Anna Kendrick) i biologa Davida (Daniel Dae Kim). Ten skład wydaje się doskonale rozumieć i dobrze ze sobą współpracuje pomimo różnic w doświadczeniu – Marina jest doświadczoną astronautką, Zoe i David w kosmosie są po raz pierwszy. W tym kameralnym gronie mają spędzić dwa lata – bo tyle trwa ich misja – więc harmonia wydaje się kluczem do sukcesu. Bardzo szybko jednak równowaga tego ekosystemu zostaje zaburzona – podczas rutynowego obchodu po pokładzie dowódczyni odnajduje tytułowego pasażera nr 4, który na skutek nieszczęśliwego wypadku spędził kilkanaście godzin pod poszyciem statku.

Michael (Shamier Anderson) okazuje się mechanikiem, który w ramach wdzięczności za uratowanie życia oferuje swoją pomoc w codziennych pracach na pokładzie. Teoretycznie wszystko gra, ale co stanie się, gdy niewielki statek kosmiczny, zaprojektowany dla trzyosobowej załogi, zbuntuje się przeciwko powiększeniu liczby pasażerów?

Advertisement
pasażer nr 4

Tu właśnie wchodzą do gry dylematy moralne, których tak wiele już widzieliśmy w filmach o kosmosie. Pasażer nr 4 to w zasadzie jedno wielkie etyczne wyzwanie – Joe Penna oparł swój film na pytaniu: a co ty byś zrobił, wiedząc, że jedno z was nie może przeżyć? Dylemat iście surwiwalowy wybrzmiewa w filmie Penny całkiem dobrze, głównie ze względu na to, że – w przeciwieństwie do wielu innych thrillerów science fiction – w Pasażerze nr 4 mamy do czynienia wyłącznie z pozytywnymi bohaterami.

Doświadczona dowódczyni statku odnajduje pasażera na gapę i ani przez chwilę nie traktuje go z wrogością czy nieufnością – przyjmuje Michaela jak równego sobie, podobnie jak pozostała część załogi. Zwykle w tego typu produkcjach przynajmniej jeden z bohaterów jest bezwzględny i nieprzewidywalny, ale u Joego Penny nie znajdziemy czarnych owiec. To światli, otwarci i tolerancyjni ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem ratują obcego człowieka i dbają o niego jak o siebie samych. Naiwne? Być może, ale czy nie jest przyjemnie choć przez chwilę wyobrazić sobie, że właśnie taki jest świat?

Advertisement
Pasażer nr 4

Scenariusz do Pasażera nr 4 powstał, jeszcze zanim Joe Penna zrealizował swój debiut, Arktykę, napisaną także do spółki z Ryanem Morrisonem, tak jak w tym przypadku. Panowie mieli więc sporo czasu, by dopracować skrypt. Czy to widać? Pasażer nr 4 nie ma szczególnie zawiłej fabuły, a i postaciom brakuje pogłębionego rysu psychologicznego.

Jedynie Zoe, wykreowana przez Annę Kendrick z dużą subtelnością, ma w filmie Joego Penny nieco bardziej rozbudowaną osobowość, ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu. Istotnym elementem tej historii jest za to fakt, że pasażerem na gapę okazuje się czarnoskóry mężczyzna. Stereotypowo ktoś taki byłby pierwszym „do odstrzału” – tak przynajmniej było już w niejednej produkcji – ale tu załoga do ostatniego tchu walczy o to, by ocalić nadprogramowego pasażera. Finał filmu idzie w tym względzie o krok dalej, ale nie czuć w tym wszystkim fałszu – bohaterami kieruje czysto humanitarna przesłanka, by pomóc drugiemu człowiekowi i wyjątkowo pozytywny jest fakt, że moralny dylemat, przed którym stają członkowie załogi, nie nakazuje im skakać sobie do gardeł.

Advertisement

Pasażer nr 4 to produkcja przyzwoita, godna polecenia, ale też i do szybkiego zapomnienia. Filmowi Joego Penny brakuje przysłowiowego pazura, czy to pod postacią wyrazistych bohaterów, czy zapadających w pamięć scen. I choć ponad czterystumetrowy „spacer” po przewodzie rozpostartym w przestrzeni kosmicznej to jedna z bardziej efektownych sekwencji Pasażera nr 4, trudno spodziewać się, by którakolwiek ze scen filmu Penny przeszła do klasyki kina science fiction.

Tekst z archiwum Film.org.pl

Advertisement

Zawsze w trybie "oglądam", "zaraz będę oglądał" lub "właśnie obejrzałem". Gdy już położę córkę spać, zasiadam przed ekranem i znikam - czasem zatracam się w jakimś amerykańskim czarnym kryminale, a czasem po prostu pochłaniam najnowszy film Netfliksa. Od 12 lat z różną intensywnością prowadzę bloga MyśliwiecOgląda.pl.

Advertisement
2 komentarze

2 Comments

  1. WCS

    12 stycznia, 2026 at 14:31

    hehe astronautyczki i białonegatywny pasażer…. jak napisaliście że będzie 'tajemnicza’ 4 osobopostać wiedziałem, że musi być Makelele (azjata już jest). kto jest homo?

  2. Jazz

    12 stycznia, 2026 at 14:31

    „ale u Joego Penny nie znajdziemy czarnych owiec” jedna jest…..

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *