Nowości kinowe

JURASSIC WORLD: UPADŁE KRÓLESTWO. Na ratunek dinozaurom

Mniej spójny i bardziej chaotyczny niż poprzednik, ale świeższy i kryjący więcej niespodzianek.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Życie znalazło sposób.

Od tragicznych wydarzeń w najsłynniejszym parku rozrywki świata minęły trzy lata. Isla Nublar nie gości już tysięcy zblazowanych turystów i została królestwem cieszących się wolnością dinozaurów. Królestwem, które czeka nieuchronny upadek za sprawą niespodziewanej aktywności uśpionego do tej pory wulkanu. Niegdyś prehistorycznym stworzeniom ponownie grozi wyginięcie, a w społeczeństwie zainicjowana zostaje debata na temat powinności ocalenia ich. Rząd umywa jednak ręce od całej sprawy, a los tych niebezpiecznych, ale i przepięknych stworzeń wydaje się przesądzony. Na całe szczęście spora grupa ludzi głośno zabiega o prawa dinozaurów i utrzymanie ich przy życiu – na czele gromady stoi zaś znana z poprzedniej części Claire (Bryce Dallas Howard), która z bezdusznej pani prezes przeobraziła się w zapaloną aktywistkę. Po otrzymaniu zaskakującej oferty pomocy decyduje się ona powrócić na wyspę i w towarzystwie miłującego raptory Owena (Chris Pratt) podjąć próbę karkołomnego ratunku zwierząt.

Już otwierające film sceny zdradzają, że możemy spodziewać się większego nacisku na budowanie grozy i nie do końca przystający do niej humor kina nowej przygody. Wyczuwalny jest pewien rozdźwięk między wymagającym poprawek scenariuszem a reżyserią Juana Antonia Bayony, którego wizjom zawdzięczamy najbardziej pamiętne momenty filmu (ten przepiękny kadr z gadem na pewnym dachu!). Szkoda, że materiały promocyjne i zwiastuny zdradzają sporo tajemnicy, nie umniejsza to jednak widowiskowości sekwencji, które oglądamy.

Co ciekawe, to pierwszy akt nakręcony jest z największym rozmachem – później akcja staje się bardziej kameralna i napięta.

Zagłada Isla Nublar jest spektakularnym, ale dość smutnym spektaklem, a towarzyszy mu świadomość, że ocalenie wszystkich zwierząt jest niemożliwe. Całość historii ma zresztą bardzo gorzki wydźwięk, jako że ludzka podłość i zachłanność tradycyjnie budzą odrazę, sprawiając, że szczerze kibicujemy najbardziej krwiożerczym dinozaurom. Warto jednak zaznaczyć, że tym ostatnim bliżej do zwierząt niż potworów, pomijając kilka głupich zachowań (uganianie się za ludźmi w obliczu zagłady). Udało się uchwycić majestat dinozaurów i oddać dziecięcy zachwyt nad nimi, dokładnie tak jak 25 lat temu wyobrażał to sobie Steven Spielberg. W prezentacji tej wizji pomaga magia efektów specjalnych, które imponują znacznie bardziej niż poprzednio. Dzięki sprytnemu wykorzystaniu prawdziwych maszyn i unikaniu scen rozgrywających się w pełnym słońcu prehistoryczne gady rzeczywiście wyglądają jak żywe. Z wyjątkiem dosłownie kilku momentów CGI pozostaje godne pierwowzoru Spielberga i kreuje iluzję oglądania prawdziwych stworzeń.


Gorzej bywa z pierwiastkiem ludzkim, który cierpi przede wszystkim przez wspomniane problemy scenariuszowe. O ile harda weterynarz (Daniella Pineda) okazuje się świetnym dodatkiem do ekipy, to tchórzliwy haker (Justice Smith) niestety przez cały czas irytuje swoimi odzywkami i ogólną bezcelowością. Ten drugi wypada szczególnie blado przy młodej Maisie, której zaradność i odwaga zawstydzają przerysowanych (ludzkich) antagonistów, całkowicie zasługujących na pożarcie przez prawdziwy czarny charakter produkcji. Nie zdradzę zbyt wiele na temat tego gada, ale to z pewnością jedna z najciekawszych bestii, które ganiały za bohaterami w całej sadze. Bayona w pełni wykorzystuje klimatyczną scenografię i przedstawia monstrum w sposób momentami przywodzący na myśl klasycznego Obcego. Mam wrażenie, że nie wykorzystano do końca potencjału, który tkwił w tym wątku (taka dobra szansa na współpracę grupową!), ale i tak jest on dobrym rozwinięciem pomysłów z Jurassic World. Cały dyskurs dotyczący właściwego postępowania z potęgą genetyki i jej owocami w mądry sposób spaja film, choć i tu można było wycisnąć więcej.

Pomijając problemy poszczególnych scen (te dialogi!), ogólny kierunek historii jest bardzo interesującym rozwinięciem uniwersum, które zaczyna budzić skojarzenia z Planetą małp. To bezsprzecznie bardziej odważne podejście niż to z Parku Jurajskiego 3, który w żaden sposób nie ruszył akcji do przodu, poprzestając na kolejnej próbie o przetrwanie. Co będzie dalej? Trudno odgadnąć, ale zakończenie pozostawia duże pole do popisu. Miejmy tylko nadzieję, że następnym razem świetnej reżyserii będzie towarzyszyć równie dobry tekst.

Ostatnio dodane