Connect with us

Recenzje

GRA O TRON szkic

GRA O TRON to epicka saga o intrygach w Westeros, która, mimo świetnych początków, zakończyła się kontrowersyjnie. Odkryj kulisy tej historii!

Published

on

Finał GRY O TRON ustanawia rekordy oglądalności HBO

Pamiętam doskonale maj roku 2010 i koniec Zagubionych. Serial, który wcześniej miał swoje słabsze momenty skutecznie rekompensowane fragmentami wręcz wybitnymi, w ostatnim sezonie stał się rozczarowujący nawet dla najwierniejszych fanów. Sytuacji nie zmienił finał, który całkowicie rozminął się z oczekiwaniami widzów i dobitnie pokazał, że magia pierwszych sezonów oraz to, co decydowało o ich znakomitości, uleciała z biegiem lat. Dziewięć lat później historia się powtarza. Zakończyła się Gra o tron. Niekoniecznie w dobrym stylu.

Advertisement

Adaptację prozy George’a R.R. Martina śledziłem przez lata z przyjemnością, choć nigdy nie udało mi się zaangażować w fabułę na tyle, żeby wściekać się scenariuszowe rozwiązania które doprowadzały do wrzenia miłośników książkowych pierwowzorów. Zawsze miałem do Gry o tron dużo tolerancji. Jakoś. Nawet krytykowany przez wielu siódmy sezon był dla mnie satysfakcjonujący jako telewizyjne widowisko, choć dostrzegałem oczywiście, że im dalej twórcy posuwali się z wydarzeniami wykraczającymi poza powieści, tym bardziej spiskowanie, intrygi i znakomite dialogi ustępowały miejsca robiącej wrażenie akcji i monumentalnym scenom batalistycznym.

Nie miałem większych zastrzeżeń również do pierwszych dwóch odcinków finałowego sezonu, bo w przyjemny sposób skupiły się na bohaterach i postawiły na ich relację, co było odświeżające… lecz z perspektywy czasu zgubne. Po kolejnych odcinkach widać bowiem, że to, jak rozpisano ostatnie kilka odcinków absolutnie nie wyszło Grze o tron na dobre, co dobitnie podsumowuje finał.

Advertisement

Siłą Gry o tron zawsze były dla mnie postaci. Ich rozwój, kombinacje, stawianie sobie celów i dążenie do tych, które uważali za słuszne. Przez lata znakomity zespół aktorski wykreował na ekranie grupę fantastycznych, pełnokrwistych bohaterów, których niekoniecznie musieliśmy lubić (bo i nie zawsze były ku temu przesłanki), ale mieliśmy podstawy, by szanować pracę obsady i scenarzystów. Jakże miło było oglądać drogę, jaką przeszedł Jaime. Jak Jon Snow z każdym kolejnym sezonem staje się lepszym liderem, walczącym w słusznej sprawie. Jak sprytny i mądry jest Tyrion, a Bran dzięki swym umiejętnościom wyrasta na najpotężniejszego człowieka w Westeros. I tak dalej. Widz miał pełne prawo, by w sezonie podsumowującym osiem lat wspólnej przygody twórcy doprowadzili wątki do satysfakcjonującego, a nawet zaskakującego końca (w tym pozytywnym sensie).

Tymczasem poczynając od trzeciego odcinka, który mógł poirytować po pierwsze głupotą bohaterów, a po drugie zupełnie nieklimatycznym zakończeniem wątku Nocnego Króla (kreowanego na potężne zagrożenie dosłownie od pierwszych scen pilota!), twórcy wyraźnie sobie odpuścili. Bitwa o Winterfell była jeszcze przyjemnym seansem, ale ostatnie trzy epizody to galop ku końcowi bez oglądania się za siebie i zwracania uwagi na to, co faktycznie stanowiło niegdyś o sile Gry o tron. Przestały się liczyć postaci i logika ich działań. To, co zrobiono z postawą części bohaterów jest jak policzek wymierzony w stronę ich wcieleń z poprzednich sezonów.

Advertisement

 Nawet nie dlatego, że nie mieli prawa podjąć decyzji stojących w sprzeczności z ich dotychczasowym rozwojem, ale właśnie z powodu fatalnego pójścia na skróty i kiepskiego podparcia w scenariuszu. Wzbudzające ogromne oburzenie widzów wątki Jaime’a i Daenerys mogłyby być znacznie lepsze, gdyby tylko dano im odpowiednio wybrzmieć, a nie przedstawiano na zasadzie „bo tak. Tyrion nie musiał tracić kolejnych punktów IQ z każdym następnym odcinkiem. Jon nie zasłużył na sprowadzenie go do roli statysty. Jest to wszystko tym bardziej smutne, że w tym samym sezonie udało się znakomicie zamknąć drogę jednej z postaci, a jest nią Theon. Zatem nie jest to niemożliwe.

Po zeszłotygodniowym epizodzie opierającym się w dużej mierze na scenom palenia miasta i śmierci kolejnych postaci dotarło do mnie, że choć oglądam zgony bohaterów znanych mi od tylu lat, nie wzbudza to już żadnych emocji. To wręcz przerażające, jak szybko uleciał entuzjazm – chyba wprost proporcjonalnie do tempa prowadzenia do finału. Wyemitowany dziś w nocy Żelazny tron idealnie wyraża to, co stało się z Grą o tron w ostatnich kilku epizodach. To leniwy, wyprany z klimatu i emocji odcinek, z kilkoma scenami wyglądającymi, jakby urwały się ze skeczu Monty Pythona.

Advertisement

Bardzo grzeczny i bezpieczny, a nie są to przymiotniki, które kiedyś kojarzyłyby się z tym serialem. Rozwiązanie kwestii tego, kto zasiądzie na tronie (i to, w jaki sposób się to odbyło!) to niezamierzona parodia. Nie o takie zaskoczenie chodziło. Szkoda postaci i wątków, które okazały się albo wyłącznie zapychaczem czasu, albo posłużyły za tak zwany plot device.

Wszystko to boli tym bardziej, że poza scenariuszem

Advertisement

Elblążanin. Docenia zarówno kino nieme, jak i współczesne blockbustery oparte na komiksach. Kocha trylogię "Before" Richarda Linklatera. Syci się nostalgią, lubi fotografować. Prywatnie mąż i ojciec, który z niemałą przyjemnością wprowadza swojego syna w świat popkultury.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *