Connect with us

Recenzje

CLICKBAIT. Kryminał w czasach cyfryzacji [RECENZJA]

Im bliżej końca, tym bardziej Clickbait wpada w utarte schematy.

Published

on

clickbait

W czasach, kiedy widzowie są dosłownie zalewani masą propozycji filmów i seriali w ilościach, których nie sposób przyswoić, jest coś ironicznego w nazwaniu filmu Clickbait. Bo w zasadzie chwytliwy i nawiązujący do trendów dziennikarskich tytuł ma tę właśnie funkcję – nakłonić do sięgnięcia po tę akurat produkcję. Australijsko-amerykański serial Netflixa, stworzony przez Tony’ego Ayresa i Christiana White’a to klasyczny kryminał uwspółcześniony o wątki internetowe, które są faktycznie rodzajem wabika na widza, złaknionego opowieści o bolączkach dnia dzisiejszego. I chyba w takim clickbaicie nie ma nic złego.

Advertisement

Fabuła Clickbaitu ma prosty, ale skuteczny punkt wyjścia – z dnia na dzień znika Nick Brewer, kochający mąż i ojciec pracujący w lokalnym college’u. Wkrótce do Internetu trafia filmik, w którym poturbowany mężczyzna pokazuje do kamery tablice głoszące: „Wykorzystuję kobiety” i „Po 5 milionach wyświetleń umrę”. Rozpoczyna się śledztwo i dramat rodziny, z której nagle wyrwany został jej filar. Wraz z postępowaniem poszukiwań na jaw wychodzą kolejne fakty – nie zawsze chlubne – z życia Brewera, narastają też konflikty wśród jego bliskich, a wszystkiemu towarzyszy nasilający się zgiełk mediów i śledzącej sprawę opinii publicznej.

clickbait

Początkowe sekwencje Clickbaitu mogą przywodzić na myśl wczesne odcinki Czarnego lustra (szczególnie otwierający serię Hymn narodowy). Intryga kryminalna oplatana jest niepokojącą tkanką drapieżności mediów, obsesji gapiów i nieprzewidywalnością internetowych algorytmów. Z czasem ten socjologiczny pazur ustąpi miejsca bardziej klasycznej opowieści o chaosie i erozji relacji sprowokowanej nagłym zdarzeniem, ale sygnalizowana na samym początku polifonia punktów widzenia znajduje odbicie w konstrukcji narracyjnej serialu. Każdy z ośmiu odcinków jest opowiadany z perspektywy innej osoby, która pozostawała w innej relacji z zaginionym.

Advertisement

Oznacza to, że możemy poznać z pierwszej ręki różne konteksty życia bohatera, pojawiają się nakładki chronologiczne niuansujące zdarzenia, które już znamy, i w końcu tworzy się wrażenie nieprzenikalności zgiełku informacji i spojrzeń.

clickbait

Przyjęta przez twórców konwencja sprawia, że Clickbait opiera się na dość szerokim i zróżnicowanym zespole aktorskim. Najbardziej znanymi twarzami są tu grający Nicka Adrian Greiner (Ekipa, Diabeł ubiera się u Prady) oraz Zoe Kazan (I tak cię kocham, Ballada o Busterze Scruggsie) w roli siostry porwanego bohatera, Pii. To z tą postacią rozpoczynamy serial, w naturalny sposób jest ona de facto protagonistką Clickbaitu, wokół której zasadniczo toczy się fabuła. Kazan spisuje się przed kamerą wzorowo, ale nie jest w stanie nadrobić pewnej utylitarności swojej roli – Pia to dorosła już punkówa, buntowniczka z krótkimi farbowanymi włosami i glanami na nogach, czarna owca familii Brewerów o niewyparzonym języku.

Advertisement

Rzecz jasna rzadko kiedy ktoś chce jej słuchać i oczywiście praktycznie zawsze ma ona rację, niemal w pojedynkę popychając śledztwo w sprawie brata do przodu. Schematyczność tej postaci na dłuższą metę razi, bo nie stoi za nią żadna głębsza historia, a momentami można odnieść wrażenie, że Pia jest scenarzystom potrzebna tylko po to, by chodziła i popisywała się nieomylnością. Pojawia się czasami trochę znikąd i bezzasadnie sprawia, że inne osoby podejmują działania lub wyjawiają kluczowe informacje. Coś tu ewidentnie nie działa, a braki konstrukcyjne w umocowaniu głównej bohaterki w sieci relacji splatających postacie sprawiają, że Kazan nie daje rady przykuć uwagi i pociągnąć Clickbaitu, a momentami można odnieść wrażenie, że serial byłby ciekawszy bez tej nieomylnej dziewczyny, wyciągającej z kapelusza złote rozwiązania fabularne.

clickbait

Znacznie ciekawiej wypadają postacie otaczające Pię – na szczęście w coodcinkowej zmianie perspektywy otrzymujące dość czasu ekranowego, by wybić się spod ciężaru zbuntowanej Mary Sue. Najbardziej w pamięć zapada Betty Gabriel w roli Sophie, żony Nicka, która musi nagle poradzić sobie z kryzysem w rodzinie, okiełznać swoje małżeńskie wątpliwości i zmierzyć z odsłaniającym się przed jej oczami potencjalnym mrocznym obliczem męża. Gabriel wprowadza do Clickbaitu najwięcej niejednoznaczności i napięcia, co skutkuje m.in. tym, że w zasadzie jedyne udane dramaturgicznie sceny z Pią to te, w których wchodzi w interakcje ze szwagierką.

Advertisement

Gabriel jest dla mnie niekwestionowaną gwiazdą serialu i gdybym miał wskazać jeden element, dla którego warto po Clickbait sięgnąć, to byłaby to właśnie ta rola. Nieco bardziej na drugim planie, ale również ciekawie wypadają Jessica Collins jako Emma – kobieta podająca się za kochankę Nicka – oraz Daniel Henshall jako jeden z podejrzanych o porwanie. Możliwość obejrzenia zdarzeń z kilku różnych, nierzadko dalekich od siebie perspektyw sprawia, że do każdego odcinka Clickbaitu można podejść na świeżo, trochę jak do odrębnej historii, w której inny aktor zagra pierwsze skrzypce.

clickbait

Choć Clickbait – swoją drogą, dość zgodnie z tytułem – z biegiem kolejnych odcinków traci początkowy impet, a kulminacja i rozwiązanie akcji nie dorastają do suspensu generowanego przez pierwsze epizody, to serial Ayresa i White’a jest solidnym kryminałem. Zmyślnie rozplanowana i rzetelnie zrealizowana historia zasadniczo wciąga, tak że niespecjalnie czujemy, jak opowieść rozrasta się aż do ośmiu części. Nie ma tu nic odkrywczego, serial nie prowokuje też w stylu Black Mirror; raczej im bliżej końca, tym bardziej Clickbait wpada w utarte schematy. Twórcy dość zręcznie łączą jednak intrygę z elementami społecznego komentarza, wzbogacając swój film o refleksję (cóż, że momentami wpadającą w banał) o dynamice współczesnych procesów komunikacyjnych i medialnych.

Advertisement

Tekst z archiwum Film.org.pl (2021)

Advertisement

Antropolog, krytyk, praktyk kultury filmowej. Entuzjasta kina społecznego, czarnego humoru i horrorów. W wolnych chwilach namawia znajomych do oglądania siedmiogodzinnych filmów o węgierskiej wsi.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *