Plebiscyt
Najbardziej WZRUSZAJĄCE filmy wszech czasów
Odkryj NAJBARDZIEJ WZRUSZAJĄCE FILMY WSZECH CZASÓW, które poruszają serca, wywołując łzy radości i smutku. Sprawdź, co wzrusza nas najbardziej!
Oto i one. Wyniki głosowania na najbardziej wzruszające filmy, te, które z różnych powodów nie pozostawiają nas obojętnymi i przed seansem których dobrze zaopatrzyć się w chusteczki do wycierania nosa i oczu. Są to różne rodzaje wzruszeń – czasem związane z losem ludzi, czasem zwierząt, a jeszcze w innych przypadkach porusza nas zupełnie inny, subiektywny aspekt który trafia wprost do naszego serca. Sprawdźcie, które produkcje wzruszają was najbardziej.
W związku z tym, że dwa filmy na końcu stawki zdobyły identyczną liczbę punktów, zestawienie ma 31 pozycji.
(ex aequo) 30. Cinema Paradiso (1988)
reż. Giuseppe Tornatore
Scenariusz jest doskonałym hołdem dla filmowców, dostawców rozrywki, których dzieła łączą pokolenia, prowokują do dyskusji, jednoczą ludzi o różnych charakterach i poglądach. Kino to prawdziwa magia i niełatwo taką magię pokazać na ekranie. Jednak włoskiemu reżyserowi to się udało. Jest tu humor, dramat, obyczajowość małego miasteczka, nostalgiczne wspomnienia i sentymentalny wątek miłosny. Te czynniki zostały znakomicie wyważone, dzięki czemu film bawi, wzrusza i daje do myślenia, przy czym nie powoduje dezorientacji, mimo iż rozpada się na szereg epizodów, których tematem przewodnim jest kino.
Bohaterowie wzbudzają sympatię (także bohater zbiorowy, czyli społeczność sycylijskiego miasteczka), a dialogi to często cytaty ze starych filmów. Nie ma tu przemocy ani szybko toczącej się akcji. To film wyciszony, spokojny i przez to bardzo autentyczny, angażujący odbiorców, szczególnie tych, dla których kino nie jest wyłącznie rozrywką. [Mariusz Czernic, fragment recenzji]
(ex aequo) 30. Marley i ja (2008)
reż. David Frankel
Uwaga, spoilery!
Zwierzęta potrafią bardziej mnie wzruszyć na ekranie niż ludzie – umierające na wojnie konie czy odstrzeliwane w serialu Czarnobyl psy wstrząsają mną bardziej niż śmierć ludzka. Marley i ja to wzruszający i zabawny wyciskacz łez o rodzinie, która adoptuje szczeniaka labradora. Pies o imieniu Marley okazuje się być najbardziej nieposłusznym zwierzęciem na świecie. Staje się jednak nieodłącznym członkiem rodziny, siejąc chaos w życiu swoich właścicieli, ale jednocześnie dając im mnóstwo radości. Niestety, jak to w życiu, po wielu latach nadchodzi nieuniknione i starzejącego się, schorowanego pupila trzeba uśpić.
W ostatnich chwilach towarzyszy mu jego właściciel, John (Owen Wilson), i jego wzruszający monolog. [Michalina Peruga, fragment zestawienia]
29. Moja dziewczyna (1991)
reż. Howard Zieff
(ex aequo) 27. Tamte dni, tamte noce (2017)
reż. Luca Guadagnino
Opowiedziana w Tamtych dniach, tamtych nocach Luci Guadagnino historia relacji młodziutkiego Elio (Timothée Chalamet) ze starszym od niego Oliverem (Armie Hammer) to tak naprawdę uniwersalna historia o dojrzewaniu, wchodzeniu w dorosłość, poszukiwaniu miłości i niemożliwego do powstrzymania pożądania. To film trudny, wymagający od widza dopasowania się do jego tempa i specyficznej narracji, ale też rzecz absolutnie ujmująca. Szczególne wrażenie robi słodko-gorzki finał z kultowym już monologiem ojca bohatera granego przez Chalameta jako swoistym podsumowaniem całości. [Filip Pęziński]
(ex aequo) 27. Toy Story 3 (2010)
reż Lee Unkrich
Toy Story 3 z 2010 roku to – mimo zeszłorocznej, bardzo dobrej czwórki – przepiękne pożegnanie z ukochanymi zabawkami i zwieńczenie historii rozpoczętej 15 lat wcześniej. To nie tylko moja ulubiona odsłona serii – najciekawiej napisana, oparta na najlepszej historii, najbardziej zapadających w pamięć scenach, żartach i postaciach – ale też film zdecydowanie najbardziej emocjonujący. Trudno kryć wzruszenie po pierwsze przy absolutnie wyjątkowej, zaskakująco dojrzałej scenie na wysypisku (kto widział, ten wie) oraz przy wzruszającym i mądrym finale. [Filip Pęziński]
26. Co gryzie Gilberta Grape’a (1993)
reż. Lasse Hallstrom
Co gryzie Gilberta Grape’a to przede wszystkim historia codzienności przedstawiona przez uważnego obserwatora, w której każdy znajdzie coś dla siebie, a może nawet będzie w stanie odnaleźć coś bliskiego w poszczególnych problemach bohaterów. Reżyser w idealny wręcz sposób balansuje pomiędzy melodramatem, komedią oraz romansem, dając nam dzieło niezwykłe w swojej prostocie. Identyczna scena otwarcia i zamknięcia idealnie wręcz spina całą historię, nie próbując widzowi wcisnąć na siłę przesadzonych interpretacji. To bowiem jednowątkowa opowieść, która nie daje nam z siebie ani mniej, ani więcej. I mimo upływu czasu dalej ogląda się ją świetnie. [Gracja Grzegorczyk, fragment recenzji]
25. Armageddon (1998)
reż. Michael Bay
Nie jest to film, który kupi każdy. Nie każdy będzie się na nim dobrze bawił, nie będąc w stanie odseparować się od racjonalnej analizy faktów, które mu się każe zaakceptować. Jednak już podstawowy zarys fabuły – grupa specjalistów od odwiertów ruszająca w kosmos po kilkudniowym szkoleniu, by wywiercić dziurę w asteroidzie i rozsadzić ją na kawałki – dosyć jasno wskazuje na to, że nie będziemy mieć tu do czynienia z niczym chociażby częściowo zbliżonym do prawdy. Sekretem Armageddonu jest stworzenie sympatycznej alternatywnej rzeczywistości, w której to wszystko staje się możliwe.
Czy to manipulacja? Oczywiście, na więcej niż jednym poziomie. Czy usprawiedliwiona? Zależy, jak na to spojrzeć. Jeśli za każdym razem bawisz się świetnie, śmiejesz się z tekstów Rockhounda i Andropova, sięgasz po chusteczkę podczas finałowej sekwencji i nawet nie masz ochoty rozkminiać, czemu, u licha, helikoptery zawsze latają trójkami, to nad czym się w ogóle zastanawiać i przede wszystkim, dlaczego sobie tego odmawiać? [Karolina Chymkowska, fragment recenzji]
24. Filadelfia (1993)
reż. Jonathan Demme
Film Jonathana Demme’a wzruszać chyba musi. W całości bowiem opiera się na eksploracji cierpienia, niesprawiedliwości i wykluczenia. Fizyczny ból spowodowany chorobą, bezprawne zwolnienie z pracy, napiętnowanie z powodu seksualnej orientacji. Filadelfia splata ze sobą wszystkie te wątki i nie pozwala widzom pozostać obojętnym. Kino pod tezę i niepozbawione kalkulacji, ale również szczerze zaangażowane i na kilku polach artystycznie spełnione. Do tego przepięknie klamrowo zamknięte w dwa pamiętne utwory: „Philadelphia” Neila Younga i „Streets of Philadelphia” Bruce’a Springsteena. [Maciej Niedźwiedzki]
23. Pianista (2001)
reż. Roman Polański
Być może najbardziej osobiste dzieło Romana Polańskiego zalicza się na pewno do jego najlepszych. Kameralna historia Władysława Szpilmana służy tu reżyserowi do przekrojowego spojrzenia na kwestię Holokaustu oraz leżącego u jego podstaw antysemityzmu. Pomimo skoncentrowania się na jednostkowej historii warszawskiego Żyda Polańskiemu udaje się także oddać skalę tragedii i zniszczeń, jakie poczyniła w ludziach oraz ich otoczeniu wojenna machina. Pianista to poruszające magnum opus filmów o Zagładzie, skupiające jak w soczewce wszystkie najważniejsze jego elementy – naładowanie emocjami, psychologiczną głębię i dramatyczny patos, nadający filmowi nośność i powagę. [Tomasz Raczkowski, fragment zestawienia]
(ex aequo) 21. Edward Nożycoręki (1990)
reż. Tim Burton
Tim Burton przez całą swoją reżyserską karierę stał po stronie osób innych, wykluczonych, dziwnych, ekscentrycznych i niepasujących do norm narzuconych przez społeczeństwo. Patrzył na nich ze zrozumieniem, podziwem, szacunkiem. Nigdy jednak, jak w Edwardzie Nożycorękim, z aż tak wielkim współczuciem. To mądra, uniwersalna i mimo całego ciężaru, a nawet elementów grozy, przepiękna baśń, która stanowi wiecznie aktualną lekcję mówiącą o tym, że inny nie znaczy gorszy i że warto spojrzeć na drugą osobę sercem, a nie uprzedzeniami. [Filip Pęziński]
(ex aequo) 21. Siedem dusz (2008)
reż. Gabrielle Muccino
Uwaga, spoilery!
Dla jednych ckliwy melodramat o zadośćuczynieniu, polegający na wymuszonych, tanich sztuczkach i obolałej minie Willa Smitha, dla drugich wzruszający opis poświęcenia i odkupienia. Każdy ma swoją rację, jednak zakończenie tego filmu, szczególnie scena samobójstwa, należy do najbardziej oryginalnych, jeśli chodzi o tego typu momenty. (…) Brzmiałoby to jak typowy wyciskacz łez – złożenie siebie w ofierze dla miłości to wątek masowo wykorzystywany w filmach. Obrazie Muccino rzeczywiście zawiera takie elementy, ale charakter samobójstwa w połączeniu z retrospekcją wypadku samochodowego nadaje im zupełnie nowy wydźwięk. [Krzysztof Dylak, fragment zestawienia]
20. Pamiętnik (2004)
reż. Nick Cassavetes
Oczywiście można mieć do Pamiętnika pewne zarzuty, niektórzy pewnie będą ich mieli wręcz całe mnóstwo. Można żachnąć się, że jest banalny i przewidywalny. Że to nic nowego, ot kolejne romansidło. Że Cassavetes używa wszelkich możliwych sposobów, aby tylko doprowadzić widza do łez, że manipuluje oglądającym. Ale można też podziwiać piękne zdjęcia Roberta Fraisse’a, wczuć się w klimat gorącego lata Karoliny Północnej i dać ponieść emocjom, których gwarantuję – podczas seansu na pewno nie zabraknie. A w kinie przecież chodzi właśnie o emocje! [Anna Niziurska, fragment recenzji]
(ex aequo) 18. Odlot (2009)
reż. Pete Docter
Odlot wzrusza już w pierwszych minutach. Jeśli prolog filmu Doctera nie przeszedł jeszcze do historii, to z pewnością tak się stanie. Od lat nie mogę wyjść z podziwu, jak sprawnie twórcom udało się – bez słów! – przedstawić pełną historię miłosną, z jej wzlotami i upadkami, chwilami szczęścia i tragedii. Wreszcie – jak wspaniale zarysowali samą miłość i przyjaźń między Carlem i Ellie. Gdy mężczyzna zostaje sam, nawet my jako widzowie mamy w głowie kilkadziesiąt lat, które spędził z żoną, choć widzieliśmy jedynie ich kilkuminutowe streszczenie. Skoro nas boli to, że Ellie odeszła, trudno wyobrazić sobie, co czuł Carl. [Łukasz Budnik]
(ex aequo) 18. Tajemnica Brokeback Mountain (2005)
reż. Ang Lee
Nie mam wątpliwości, że film Anga Lee jest jednym z największych arcydzieł w historii kina. O jego unikatowości świadczy choćby czułość i wieloaspektowość opowiadania o miejscu, czasie i ludziach. Jednostkach zaplątanych w liczne społeczne, rodzinne i związkowe relacje. Ennis i Jack napędzani są przez pożądanie (potrzebę odwzajemnionego uczucia), wyrażane bardziej i mniej skrycie, ale obowiązki, odpowiedzialność, strach i ciągła konieczność noszenia masek nie pozwalają im w pełni się zrealizować. Aktorski koncert od Heatha Ledgera, Jake’a Gyllenhaala, Anne Hathaway i Michelle Williams. [Maciej Niedźwiedzki]
17. Uwierz w ducha (1990)
reż. Jerry Zucker
Ten film mógł być wielką katastrofą – pomysł, zwłaszcza jak na czasy powstania, był dość ryzykowny. Ponadto mieliśmy tu połączenie kilku zupełnie różnych gatunków. Trochę w tym melodramatu, trochę fantasy, trochę komedii, trochę thrillera. Takie osobliwe miksy rzadko kończą się dobrze. W Uwierz w ducha jednak się udało. To, co mogło być fatalną pomyłką, tutaj okazało się ogromną zaletą. Ten film jest jednym z tych nielicznych przypadków, kiedy wszystko zagrało. Jasne, oglądając go dzisiaj, można czepiać się kilku rzeczy. Podobnych historii powstało od tamtej pory co najmniej kilka i jest z czym porównywać, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to jedynie sprawnie zrealizowane podróbki.
Co z tego, że niektóre efekty specjalne Uwierz w ducha mogą śmieszyć – najważniejsze, że ten obraz ma duszę. Porusza widzów na całym świecie, bez względu na szerokość geograficzną. Tego nie kupi się za żadne pieniądze, nie załatwią tego żadne najnowsze technologie. [Karol Barzowski, fragment artykułu]
(ex aequo) 15. Coco (2017)
reż. Adrian Molina, Lee Unkrich
Kolejny triumf studia Pixar. Nostalgiczną aurę wprowadza już samo meksykańskie święto zmarłych o swoim bardzo charakterystycznym wystroju i obrządku. Natomiast powracające wątki pamięci (jako fundamentalnej składowej dla człowieka), przemijania, rodzinnych tradycji oraz międzypokoleniowych relacji gwarantują ogromny materiał do refleksji i zadumy. Coco naprawdę potrafi poruszyć i przejąć. Do tego finał animacji Lee Unkricha (wspomnienie babci) jest na pewno jednym z najczulszych momentów w portfolio tego zasłużonego studia. [Maciej Niedźwiedzki]
(ex aequo) 15. Lista Schindlera (1993)
reż. Steven Spielberg
Listę Schindlera osobiście postrzegam jako najlepszy film o Holocauście i jednocześnie jeden z bardziej dojrzałych obrazów w filmografii Stevena Spielberga. Jest to film kompletny zarówno na poziomie filmowego języka, jak i mierzenia się z koronną tematyką. Sprawdza się jako przejmująca lekcja historii, ale także intrygujący i wciągający dramat o dylematach jednostki umieszczonej w wojennej warunkach. Nie boję się tego określenia: to jedno z dzieł wiekopomnych. [Jakub Piwoński, fragment artykułu]
14. Interstellar (2014)
reż. Christopher Nolan
Nie biorąc pod uwagę ckliwych głupotek o miłości, która może być nieznanym wymiarem pokonującym czas i przestrzeń, Interstellar bywa filmem prawdziwie angażującym. Wynika to z faktu, że Christophera Nolana w nie mniejszym stopniu co eksploracja kosmosu interesuje silna, wystawiona na próbę więź między Cooperem a jego córką, Murph. Poruszać może szczególnie kameralna scena, gdy główny bohater wysłuchuje zgromadzonych przez ponad 20 lat nagrań od swoich dzieci: dorastających i tracących nadzieję na ponowny kontakt. Na mnie jednak największe wrażenie robi ta nieustająca determinacja Coopera. Nieprzyjmowanie do wiadomości, że ponowne spotkanie z córką jest niemożliwe. Brawa dla Matthew McCanaugheya i Mackenzie Foy w roli młodej Murph. [Maciej Niedźwiedzki]
13. Chłopiec w pasiastej piżamie (2008)
reż. Mark Herman
Można co prawda zarzucać umieszczeniu dwójki dzieci w centrum filmu o Holokauście manipulowanie emocjami widzów, ale nie da się przecież zaprzeczyć, że ów dramat dotknął również tych najmłodszych. Dlatego warto sięgnąć po film Marka Hermana, opowiadający historię tragicznej przyjaźni syna komendanta obozu śmierci i osadzonego w nim chłopca. Chłopiec w pasiastej piżamie z perspektywy dziecka ukazuje niezrozumiały absurd śmiertelnej machiny. To także poruszający obraz konfrontacji dziecięcej niewinności i dobroci ze światem dorosłych ideologii, sporów i podziałów.
Film bardzo gra na emocjach, jednak w tym konkretnym przypadku jest to uzasadnione – nie da się opowiedzieć w sposób dosadny i pouczający o takiej grozie bez schwycenia widza za gardło. [Tomasz Raczkowski, fragment zestawienia]
12. Stowarzyszenie Umarłych Poetów (1989)
reż. Peter Weir
11. Grobowiec świetlików (1988)
reż. Isao Takahata
Jeśli jesteście zdania, że animacja jest tylko dla dzieci, a dorosłemu odbiorcy nie ma nic do zaoferowania – Grobowiec świetlików skutecznie i boleśnie wyprowadzi was z błędu. Film Isao Takahaty potrafi wycisnąć wszystkie soki z organizmu, prowadząc widza przez rozdzielającą serce historię rodzeństwa wojennych sierot. Seito, nastoletni chłopiec, za wszelką cenę próbuje zapewnić młodszej siostrzyczce bezpieczeństwo, stając do nierównej walki z bezdomnością, chorobami, głodem i permanentną groźbą nalotów bombowych.
Jedynym pocieszeniem w życiu dwójki bohaterów, które choć na chwilę potrafi przepędzić grozę wojennego dramatu, są świetliki. Grobowiec świetlików jest filmem niosącym w sobie ogromne pokłady smutku, ukazującym jedną z najbardziej niesprawiedliwych stron wojny – dramat niewinnych dzieci. Utożsamiając się ze starszym bratem Seito, patrzącym z bezsilnością, jak jego młodsza siostra gaśnie z dnia na dzień, niemożliwym jest nie uronić choć jednej łzy szczerego wzruszenia. [Maja Budka]
10. Manchester by the Sea (2016)
reż. Kenneth Lonergan
Manchester by the Sea to małe arcydzieło, minitraktat o winie i karze, poruszające studium tragicznej jednostki. Bez wątpienia to jeden z najważniejszych filmów XXI wieku. W moim przypadku rozbrzmiał bardzo blisko serca, ponieważ w jakiś dziwny sposób poczułem, że amerykańskie miasteczko Manchester jest niezwykle podobne do mojej rodzinnej miejscowości. Lonergan ulepił swój film z tragedii oraz zalet i wad małomiasteczkowości. Manchester by the Sea to szczere i do bólu prawdziwe kino. Sceny dramatyczne łączą się tu z czarnym humorem, ponieważ takie jest właśnie życie.
Tacy są też ludzie – nieprzewidywalni, przeorani tragicznymi historiami, często niezdolni do komunikacji. Idealnie ukazali to Casey Affleck i Michelle Williams. Mały, wielki, pięknie zagrany film. [Przemysław Mudlaff]
9. Braveheart. Waleczne serce (1995)
reż. Mel Gibson
Jest w filmie jedna scena, która stanowiąc jego wizytówkę, zawiera jednocześnie esencję tego, co Gibson chciał nam przekazać. Mam oczywiście na myśli moment poprzedzający pierwszą bitwę, w której William Wallace swoją wyjątkowo porywistą i zarazem piękną przemową zachęca swoich pobratymców do walki. (…) Ilekroć widzę tę scenę, poprowadzoną w dodatku absolutnie wyjątkową muzyką Jamesa Hornera, dreszcze przechodzą przez moje ciało, a łzy same cisną mi się do oczu. (…) Podobnie jest zresztą ze sceną finałową, w której Wallace do samego końca nie przestaje być wierny swoim ideałom, nawet w obliczu doznawanego ogromnego bólu, cierpienia i śmierci.
Jego siła i determinacja wzbudzają we mnie podziw, chwytają za gardło, wywołując wyjątkowo emocjonalną reakcję. Wiem jednak, czym dokładnie jest to uwarunkowane. Wartości, o które walczy główny bohater, nie są bowiem tylko pustymi hasłami, ładnie jeno brzmiącymi, ale nieznajdującymi swego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ich sztandarem jest bowiem męskie serce ze swymi odwiecznymi pragnieniami*. Dopiero gdy w nie wejrzymy, zrozumiemy, na czym rozłożona została motywacja bohatera. Film Gibsona stanowi poniekąd studium męskości, gdyż uwypukla jej najważniejsze cechy. [Jakub Piwoński, fragment artykułu]
8. Skazani na Shawshank (1994)
reż. Frank Darabont
Darabont nie tylko wyreżyserował Skazanych na Shawshank, ale także napisał scenariusz filmu po tym, jak rzekomo odkupił prawa do adaptacji od Stephena Kinga za symbolicznego dolara. Za swój scenopisarski wysiłek był kilkukrotnie nominowany do ważnych nagród i mimo że żadnej z nich nie zdobył, Skazani… pozostają jednym z najlepiej opowiedzianych filmów ostatniej dekady XX wieku.
To nie jest film, który wywołuje okrzyki zachwytu i niedowierzania, lecz wspaniała opowieść w duchu złotej ery Hollywood – układanka, której każdy element ma swoją niepowtarzalną wartość i wzbogaca końcowe dzieło. Do
7. Leon zawodowiec (1994)
reż. Luc Besson
Uważam, że Leon zawodowiec to nie tylko jedno z czołowych osiągnięć kina lat 90., ale i film pozbawiony absolutnie jakichkolwiek wad. Na poziomie opowiadanej historii, filmowej realizacji i aktorskiego kunsztu trudno cokolwiek produkcji Luca Bessona zarzucić. Oczywiście sercem całości jest relacja tytułowego Leona (Jean Reno) i młodziutkiej Matyldy (debiutująca na ekranie, wybitna Natalie Portman). Ich relacja, odkrywanie potrzeby bliskości w świecie pozornie pozbawionym dobra to rzecz niezwykle ujmująca. Rewelacyjny utwór Stinga na deser. [Filip Pęziński]
6. Mój przyjaciel Hachiko (2009)
reż. Lasse Hallstrom

Wielu widzów przelało łzy na tej opartej na faktach opowieści, w tym moja świętej pamięci Mama. Trzeba przyznać, że im bliżej końca filmu, tym bardziej łezka się w oku kręci. Przede wszystkim jest to dramat czworonoga, który nie może przyjąć do wiadomości, że jego pan nie żyje. Wierność, miłość i oddanie psa ukazane jakże prostymi, acz skutecznymi środkami przekazu są zdolne roztopić lód w sercu widza. Filmy tego gatunku powinny być wyświetlane w szkołach w ramach nauki empatii wobec zwierząt. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. [Krzysztof Dylak, fragment artykułu]
5. Titanic (1997)
reż. James Cameron
Titanic to dzieło monumentalne i zachwycające na wielu poziomach, dopracowane do perfekcji i niestarzejące się (zgadliście, bardzo lubię ten film!). Ilekroć nie oglądałbym widowiska Jamesa Camerona – a zdarzyło się to już dobrych kilka razy od czasu premiery – nie umiem się nie wzruszać. Nie jest to jednak efekt wątku Jacka i Rose, choć i on zasługuje na słowa uznania. Nie, najbardziej przejmują mnie losy postaci drugoplanowych. Cameron w krótkich fragmentach potrafił sprawić, że pewne obrazy nie chcą wyjść z głowy, chwytają za gardło i pokazują ogrom tamtej tragedii.
Montaż z „Nearer, My God, to Thee” to scena na wskroś smutna – gdy widzę starszą parę wspólnie oczekującą na śmierć i mamę, która opowiada bajkę niczego nieświadomym dzieciom, zawsze szklą mi się oczy. [Łukasz Budnik]
4. Życie jest piękne (1997)
reż. Roberto Benigni
Życie jest piękne wzruszające było dla mnie już przy pierwszym seansie, ale odkąd zostałem ojcem, generuje jeszcze więcej emocji. Kontrastująca z zasadniczo radosną pierwszą połową część obozowa jest jak cios w głowę, szczególnie że w grę wchodzi tu rozdzielenie rodziny i postawienie niczego nieświadomego, niewinnego dziecka w tak dramatycznej, nieludzkiej sytuacji. Jakże piękne jest zachowanie ojca, który za wszelką cenę pragnie uchronić syna przed złem i daje mu uśmiech, choć sam zdaje sobie sprawę z otaczającej go beznadziei! Scena, w której bohater Benigniego i jego synek mówią przez głośnik do stęsknionej żony i mamy, to apogeum wzruszenia. [Łukasz Budnik]
(ex aequo) 2. Forrest Gump (1994)
reż. Robert Zemeckis
Nie nazwałbym Forresta Gumpa wyciskaczem łez, ale film Zemeckisa ma na pewno kilka czułych i wzruszających momentów. Najładniejszym z nich jest pewnie ten, gdy Forrest w trakcie ostatniej rozmowy z Jenny opowiada, jak ta była przy nim w każdej chwili jego życia. W pamięć zapadają też sceny, gdy na rękach Forresta umiera jego przyjaciel Bubba, a także pożegnalna rozmowa z matką. Forrest Gump czasem ociera się o kicz i zbyt cukierkową ckliwość, ale również pięknie, idealistycznie opowiada o ludziach. Przy tym tak samo ważny jest dla reżysera tytułowy bohater, co kolejne bliskie osoby, o których wiemy bardzo dużo i z którymi również musimy się rozstać.
Z samym Forrestem bardzo łatwo się utożsamić, kibicować mu i przyjąć jego system wartości. Dzięki temu wszystkie bolesne sytuacje przeżywamy, nie tyle rozpaczliwie płacząc, ale z akceptacją, spokojem i konieczną, szczerą refleksją. [Maciej Niedźwiedzki]
(ex aequo) 2. Król lew (1994)
reż. Rob Minkoff, Roger Allers
Na poprzedniej stronie pisałem o tym, jak zostanie ojcem spotęgowało wzruszenia podczas seansu Życie jest piękne. Nie inaczej jest w przypadku Króla lwa, gdzie pięknie zarysowano relację Simby i Mufasy, dzięki czemu śmierć tego drugiego wzrusza już kolejne pokolenia. W moim przypadku w grę wchodzi także osobisty sentyment do tej animacji – już kilkakrotnie na łamach tego portalu pisałem o tym, jak wielki wpływ na mnie wywarła i jak bardzo przyczyniła się do tego, że pokochałem kino. Gdy na końcu filmu Simba wspina się na szczyt Lwiej Skały, a w tle huczy muzyka Hansa Zimmera, zawsze czuję nieopisane emocje. [Łukasz Budnik]
1. Zielona mila (1999)
reż. Frank Darabont
