Reżyser slashera PUCHATEK: KREW I MIÓD jest zdziwiony, że nie dostał pozwu od Disneya

Jedną z tegorocznych premier był slasher Puchatek: Krew i miód, w którym Kubuś Puchatek jest zabójcą. Film nie miał oczywiście powiązań z animacjami Disneya dla dzieci; literacki pierwowzór przeszedł już do własności publicznej, zatem w przypadku tworzenia kolejnych adaptacji twórcy nie muszą baczyć na prawa autorskie.
Reżyserem projektu, jak również autorem scenariusza był Rhys Frake-Waterfield. Puchatek: Krew i miód to brutalna reinterpretacja historii Kubusia Puchatka, który wraz z Prosiaczek schodzi na morderczą ścieżkę po tym, jak Krzyś porzuca ich jadąc do college’u. W związku z tym, że bohaterowie sami musieli nauczyć się zdobywać pożywienie, stali się dzikimi zwierzętami. Film został zmiażdżony przez krytyków, ale okazał się sukcesem finansowym (5 mln dolarów zarobków przy 100 tysiącach dolarów budżetu), a w 2024 roku zobaczymy jego sequel, już wielokrotnie droższy.
W nowym wywiadzie Rhys Frake-Waterfield wyraził swoje zdziwienie, że Disney – pomimo tego, że Kubuś Puchatek to własność publiczna – nie zareagował na jego film.
Jeśli byłaby taka wola, Disney mógłby nas powstrzymać. Ta firma jest tak ogromna, że mogliby po prostu powiedzieć — nawet jeśli nie mieli ku temu podstaw – że nas pozwą i że będzie niewesoło. Więc istniało to ryzyko, że nawet jeśli zrobilibyśmy wszystko perfekcyjnie, mogliby chcieć zejść na drogę sądową. Ale tego nie zrobili.
Druga część Krwi i miodu zadebiutuje w lutym 2024 roku.