Zestawienie

5 NAJLEPSZYCH ról CILLIANA MURPHY’EGO. Słodka Kitty z Irlandii

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Po raz pierwszy zobaczyłem go w filmie 28 dni później Danny’ego Boyle’a i chociaż zrobił na mnie wrażenie, to nawet nie zapamiętałem jego nazwiska. Ot, kolejny aktor z wysp, który gra w niskobudżetowym filmie katastroficznym i raczej nie zrobi kariery poza Wielką Brytanią. Potem jednak obejrzałem Red Eye, horror Wesa Cravena dopracowany jak mało który jego film. Od tego seansu zapamiętałem przynajmniej nazwisko – Murphy, jak Eddie Murphy. Wreszcie przyszedł czas na poruszający obraz Neila Jordana Śniadanie na Plutonie. Wtedy już byłem pewien, że Cillian Murphy musi w końcu zostać zauważony.
Patrick „Kitten” Braden, Śniadanie na Plutonie (2005), reż. Neil Jordan

Do obejrzenia filmu namawiałbym księży. Oni przecież są tak blisko spraw duchowych, a Śniadanie na Plutonie jest specyficznym rodzajem traktatu o ludzkiej naturze rozwijającej się w otoczeniu, gdzie większość ma już nadany kulturowo pewien schemat, jak my, ludzie, powinniśmy wyglądać, czuć i się zachowywać. Natura jest ponad tymi konstruktami ideologicznymi, co Neil Jordan pokazał za pomocą aktorskiego geniuszu Cilliana Murphy’ego. Poza księżmi, do obejrzenia filmu zachęcałbym każdego homofoba, zwłaszcza z rodzaju tych, którzy, nie skończywszy jeszcze 30 lat (albo ledwo co z trójką z przodu), obnoszą się na koszulkach i swoich profilach społecznościowych z białymi orłami, znaczkami Polski Walczącej i innymi symbolami, którch albo nie rozumieją, albo traktują instrumentalnie. Dla nich główny bohater Śniadania mógłby być przykładem walki, jakiej pewnie nigdy w życiu nie przeżyją (chyba że na ustawkach i marszach 11 listopada) Kicia, czyli główny bohater filmu, nie jest zbyt mądra. To fakt. Sprytnie jednak potrafi wyprzeć zewnętrzny świat, który wpierw ją wykorzystuje, poniża, a potem się jej pozbywa. Kicia w tym swoim dziecięcym postrzeganiu otoczenia mówi temu wszystkiemu NIE. Ona szuka matki, bezpiecznego domu i erotycznego spełnienia swojej odmiennej natury. A cały ten magiczny świat Kici oddany jest przez Cilliana Murphy’ego, jakby doskonale wiedział, a raczej czuł, jak samotnym może się być, gdy całe zewnętrze wmawia, że jest się innym i przez to gorszym.

Jackson Rippner, Red Eye (2005), reż. Wes Craven

Jak to bywa u Cravena, muszą się zdarzać rzeczy tanie. W przypadku Red Eye tandetnie wyglądają turbulencje i generalnie postprodukcja – właściwie jej nie ma. Ktoś wziął kamerę, włączył nagrywanie i wyszło, co wyszło. No cóż. trzeba przywyknąć do tych tendencji u reżysera Koszmaru z ulicy Wiązów. On po prostu zawsze musi zrobić w swoich filmach coś, co pasuje do kina klasy B. Na szczęście cała reszta, nawet wnętrze drugiej klasy samolotu, bronią produkcji. Jest ciasno, lokalnie, wręcz teatralnie, a Cillian Murphy tylko potęguje grozę. Jego charakterystyczna uroda czyni go postacią niejednoznaczną. Może być zdolny do wszystkiego, nawet przez chwilę widzowi może się wydawać, że Lisa (Rachel McAdams) przeciągnie go na swoją stronę. Nic takiego nie ma miejsca, bo gdyby się stało, film straciłby cały charakter. Dobrze również, że akcja przenosi się w końcu z wnętrza samolotu do tak charakterystycznego dla slasherów finałowego starcia we wnętrzu domu. Celnie również reżyser poprowadził fabułę tak, że niewiele dowiadujemy się o spisku napastników. Chodzi wyłącznie o akcję, czyste napięcie, którego Cillian Murphy jest nośnikiem.

Thomas Shelby, Peaky Blinders (2013–2019), reż. m.in. Colm McCarthy, Anthony Byrne

Po matce odziedziczył rozsądność, po ojcu przewrotność – taki jest Thomas Shelby. Postać wielowymiarowa, główny bohater, z którym ma się utożsamić widz, a przecież jest zły. Tego nikt nie ukrywa. Zło w serialu Peaky Blinders nie jest jednak czarno-białe. Czasem od dobra oddziela je wyłącznie arbitralna, zgodna z interesami pewnej grupy wpływów, decyzja o legalności danego typu postępowania czy aktywności. Cały serial jest w pewnym sensie rozliczeniem się Wielkiej Brytanii z wszystkimi tymi, którzy wybudowali jej gospodarczą potęgę – klasą robotniczą. Na tej tkance wykarmił się zarówno cały establishment, jak i mafia. Tło więc dla postaci Thomasa Shelby’ego jest wyjątkowo przesiąknięte zepsuciem. Czai się ono za kulisami władzy i tworzy korzenie społeczeństwa. Co najdziwniejsze, policja chroni ten porządek, a komisarz Chester Campbell (Sam Neill) przypomina raczej anioła śmierci niż zbawcę Birmingham. Nic więc dziwnego, że na tym tle widz faktycznie potrafi utożsamić się z Thomasem Shelbym albo chociaż zacząć tolerować go w kategorii mniejszego zła. Cillian Murphy zawarł w nim cały wachlarz emocji – od bezlitosnej agresji do bezbronności podczas ataków stresu pourazowego.

Ostatnio dodane