Seriale TV

ALTERED CARBON. Czy życie wieczne jest koszmarem? Recenzja pierwszego sezonu

Oczekiwania wobec "Altered Carbon" były ogromne – to miał być najlepszy serial Netflixa, a wyszło... po prostu dobrze. Tylko dobrze.

Autor: Damian Halik
opublikowano

Każdego dnia oddalamy się od Boga

Gdy na początku grudnia zeszłego roku do sieci trafił pierwszy zwiastun Modyfikowanego węgla, Netflix naprawdę mocno rozpalił wyobraźnię swoich subskrybentów (i nie tylko ich). W międzyczasie zrezygnowano co prawda z polskiego tytułu na rzecz oryginalnego Altered Carbon, ale nie zaprzestano tworzenia szumu wokół tego cyberpunkowego kryminału. Rozpoczęło się odliczanie do premiery, a serwis budował napięcie, stopniowo aplikując nam kolejne emocjonujące zajawki… Podsycanie oczekiwań może jednak działać jak miecz obosieczny, o czym przekonaliśmy się choćby w przypadku jeszcze mocniej promowanego Bright – na Altered Carbon ciążyła więc dodatkowa presja. Czy pierwszy sezon serialu podołał wyzwaniu?

Przed seansem Altered Carbon obawiałem się tylko o dwie rzeczy – nadmiar widowiskowych scen walki w stosunku do treści w klimacie neo-noir (co sugerowały zwiastuny) oraz karkołomną próbę upchnięcia tak obszernego materiału źródłowego w zaledwie dziesięciu niespełna godzinnych odcinkach.

Altered Carbon: Przebudzenie Takeshiego Kovacsa, fot. Netflix

Historia Takeshiego Kovacsa to wielowarstwowy traktat o życiu i śmierci, wieczności i nieśmiertelności oraz wartościach, o których po upływie setek lat, na skutek kosmicznej ekspansji i cywilizacyjnych konfliktów, mało kto jeszcze pamięta. Modyfikowany węgiel jest debiutancką powieścią Richarda Morgana – podczas lektury jest to momentami wyczuwalne, nie brak tu niezręcznych fragmentów – ale nieprzypadkowo przyniósł żółtodziobowi olbrzymi rozgłos. Wykreowany przez niego świat, pozornie tak podobny do innych futurystycznych dystopii, okazał się powiewem świeżości dla całego nurtu science fiction. Morgan zdecydował się na kryminał w klimatach neo-noir, który zamiast stylowego prochowca i kapelusza narzucił na siebie połyskujący neonami cyberpunkowy płaszczyk. Ponura wizja przyszłości, w której pogłębia się przepaść między bogatymi a biednymi, zaś ci pierwsi zyskują status samozwańczych bogów, zaskakiwała w szczególności rozwiązaniem problemu podróży międzygwiezdnych – ludzkie ciało przestało mieć jakiekolwiek znaczenie w momencie, gdy odkryto sposób na umieszczenie duszy w stosie korowym (niewielkim urządzeniu, które po uprzednim transferze strunowym danych można wmontować do dowolnej powłoki, w dowolnym miejscu wszechświata). Wynalazek ten znalazł jednak dodatkowe zastosowanie – osoby wystarczająco majętne mogły dzięki niemu zmieniać skóry niczym wąż, zyskując w ten sposób życie wieczne, lecz stopniowo zatracając przy tym swoje człowieczeństwo.

Pochodzący ze Świata Harlana Takeshi Kovacs (w tej roli przede wszystkim Joel Kinnaman, ale też Will Yun Lee oraz Byron Mann – w końcu powłoka zmienną jest) to człowiek o ciekawej kartotece – były żołnierz Protektoratu, dezerter, członek anarchistycznego Korpusu Emisariuszy, a ostatecznie poszukiwany listem gończym przestępca. Z takim CV każda wpadka oznaczała dożywotnie więzienie, do którego bohater w końcu trafia. Po 250 latach “w lodzie” Kovacs nieoczekiwanie wychodzi na wniosek niejakiego Laurensa Bancrofta (doskonały James Purefoy) – najbogatszego człowieka na Ziemi, która dla Takeshiego była miejscem zupełnie obcym. Bohater otrzymał w ten sposób szansę – by odzyskać wolność, musiał jedynie rozwikłać sprawę… samobójstwa Bancrofta, w które główny zainteresowany nie wierzy.

Altered Carbon: Takeshi Kovacs i Laurens Bancroft, fot. Netflix

Choć opisany powyżej wątek stanowi motyw przewodni zarówno powieści, jak i serialu, muszę niestety zasmucić fanów literackiego oryginału. Altered Carbon w dość luźny sposób podchodzi do materiału źródłowego. Wiele elementów jest rozpoznawalnych, lecz dowodzeni przez showrunnerkę Laetę Kalogridis (Wyspa tajemnic, Terminator: Genisys) scenarzyści wprowadzili w fabule sporo mniej lub bardziej wypaczających treść książki zmian. Na szczęście nie zabili w ten sposób olbrzymiego potencjału tej historii, ale – niestety – ogół ich pracy wypada dość nieporadnie.

Ostatnio dodane