Ranking

UKRZYŻOWANI przed kamerą. Który odtwórca roli JEZUSA okazał się BOGIEM AKTORSTWA

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Jezus Chrystus nie jest tylko religijną ikoną. Jest także filmowym bohaterem. Powstało wiele filmów opartych na Ewangelii, przybliżających żywot Syna Bożego. Jedne utkwiły w naszej pamięci, inne nie. Jedne potrafiły skłonić do refleksji, inne najzwyczajniej nas znudziły. Siłą tych pierwszych jest przeważnie aktor wcielający się w postać Jezusa. Jeśli nie ma charyzmy, jeśli nie wkłada w kreowanie roli należytego wysiłku i odpowiedniej wrażliwości, można zapomnieć o przeżyciu w kinie czy przed telewizorem filmowej modlitwy. Oto pięciu aktorów, którym odgrywanie centralnej postaci chrześcijaństwa wyszło moim zdaniem najlepiej.

5. Jeffrey Hunter – Król królów

Ten bardzo wszechstronny aktor amerykański ma w swym dorobku szeroki wachlarz kreacji. Sympatycy SF zapewne wspominają go za sprawą roli kapitana Pike’a w serialu Star Trek. Ale Hunter pojawiał się także w westernach, filmach wojennych i dramatach. Prawdziwą sławę i uznanie przyniosła mu jednak rola niebieskookiego Jezusa Chrystusa w filmie Król królów autorstwa Nicholasa Raya. Choć krytycy zarzucali reżyserowi, że zaangażował do filmu aktora, którego wygląd jest zbyt młody, wręcz chłopięcy, to jednak jakkolwiek by patrzeć, Hunter w chwili kręcenia miał dokładnie trzydzieści trzy lata. Jego metryka zatem jak najbardziej się zgadzała.

4. Joaquin Phoenix – Maria Magdalena

Nie byłbym sobą, gdybym nie umieścił w tym zestawieniu Joaquina Phoenixa. Jest to bowiem aktor, który według mnie potrafi udźwignąć ciężar każdej roli. Nawet jeśli musi w niej faktycznie nosić na swych barkach krzyż pański. Phoenix zdołał wnieść do roli Jezusa coś, czego albo nie udało się osiągnąć jego poprzednikom, albo osiągnięcie tego nie było w ogóle zamierzone. Mowa o czynniku ludzkim. Jezus wykreowany przez Phoenixa to facet z krwi i kości, który ze względu na swój autentyzm jest w stanie poruszyć każdego za sprawą ciężaru powierzonej mu misji. I nie potrzebuje do tego górnolotnych słów. To także ktoś, kto na skutek głębokiego zrozumienia siebie może stanowić autorytet dla głównej bohaterki tej historii, zagubionej Marii Magdaleny.

3. Max von SydowOpowieść wszech czasów

W tym wielkim hollywoodzkim przedsięwzięciu historia Jezusa ukazana jest dokładnie tak, jak wskazuje jej tytuł. Wszystko tu zostało napisane wielkimi literami, by nadać całości odpowiedni wydźwięk (ów majestat się opłacił ­– film zdobył pięć nominacji do Oscara). Co jednak może dziwić, reżyser filmu, George Stevens, wolał, by w rolę Jezusa wcielił się aktor, który nie jest znany międzynarodowej widowni. Dlatego wśród gwiazd widowiska, takich jak Charlton Heston, Martin Landau czy John Wayne, pojawił się Max von Sydow, Szwed znany wówczas jedynie z ról u Ingmara Bergmana. Jak łatwo się domyślić, rola Jezusa – w jego interpretacji bardzo dostojna – okazała się dla niego przepustką do kariery w Hollywood (z powodzeniem kontynuowanej do dziś).

2. Jim Caviezel – Pasja

Za to poświęcenie należą mu się brawa.

To jedna z tych kreacji Jezusa, która została odegrana wyjątkowo fizycznie. Nawiązujący do męki Pańskiej Mel Gibson poszedł bowiem pod prąd i tym razem opowiedział historię Jezusa w taki sposób, w jaki wszyscy sobie ją wyobrażali, ale nikt nie miał odwagi tak tego zaprezentować: brutalnie i krwiście. Takie przedstawienie męki Chrystusa miało raz na zawsze dać do zrozumienia, co kryje się pod hasłem „śmierci za grzechy” jako najwyższej ofiary. Jak mniemam, Caviezel, praktykujący katolik, przyjął rolę z poczuciem możliwości wykonania istotnej misji, godząc się na wszelkie utrudnienia fizyczne, które mu ona przyniesie (podczas planu zdjęciowego nabawił się kontuzji). Za to poświęcenie należą mu się brawa. To jedyny aktor na tej liście, który będzie miał okazję powtórzyć swoją rolę, ponownie wcielając się w Jezusa w kontynuacji Pasji traktującej o zmartwychwstaniu.

1. Robert Powell – Jezus z Nazaretu

Ten miniserial to bezdyskusyjne arcydzieło kina biblijnego. Główna rola zasługuje na peany. Zwykłem powtarzać, że jeśli rację mają twórcy ikon i wszelkich innych przedstawień wizerunku Jezusa, luźno bazujących na Całunie Turyńskim, to ich najlepszym, żywym odbiciem jest Jezus Chrystus w wykonaniu Roberta Powella. Facet wygląda, jakby wyszedł z powieszonego w kościele obrazu. Niesamowita charyzma i siła oddziaływania aktora sprawiają, że rola Powella zawiera w sobie coś nadprzyrodzonego. Jego głównym „narzędziem” jest spojrzenie, które jest tak głębokie, tak czyste, tak nieskażone, że potrafi otoczyć miłością pomimo bariery, jaką stanowi ekran.

Ostatnio dodane