search
REKLAMA
Ranking

DZIEŃ BEZ BIELIZNY w filmowym wydaniu, czyli te ponętne pośladki

Jacek Lubiński

13 października 2017

REKLAMA

To może zamiast wstępu pojadę Mleczkiem:

No. To teraz zapraszam na ranking od dupy strony z okazji Dnia Bez Bielizny (przyznać się, kto obchodzi), który swoją drogą świętowany jest także w Sylwestra. I do podawania własnych typów w komentarzach. Aha, z uwagi na specyfikę tematu i często ograniczony dostęp do obnażających materiałów, zdjęcia są poglądowe. Oczywiście zachęcamy do komentarzy z własnymi du… typami.


Jennifer Aniston

Oh, yeah!

Była Przyjaciółka punktuje już na starcie, bo swoimi dolnymi krągłościami zaczęła czarować nas dopiero po zakończeniu popularnego sitcomu stacji NBC, czyli u progu czterdziestego roku życia. Warto było jednak czekać przez te dziesięć lat, aż serialowa Rachel się rozbierze. Co prawda Aniston dawkuje swoje wdzięki z godną podziwu skromnością, nie nadwyrężając za bardzo psychicznego zdrowia amerykańskiej młodzieży, ale to wystarczy. Począwszy od Sztuki zrywania, w której skutecznie rozpraszała uwagę Vince’a Vaughna i Dorwać byłą, gdzie robiła to samo z Gerardem Butlerem, przez Szefów wrogów, w których była zepsutą do cna nimfomanką próbującą za wszelką cenę uwieść swojego podwładnego (do dzisiaj nie wiem, jaki miał z tym problem), a na własnoręcznie wykonanym tańcu erotycznym w Millerach skończywszy – pupencja Jennifer to po prostu czysta przyjemność.


Jennifer Lopez

Nawet Anakonda nie zdołała dobrze złapać tego tyłka…

Konkretny tyłek Jenny from the Block zyskał rozgłos, jeszcze zanim ona sama stała się uznaną marką. Przed nadejściem ery olbrzymiej (nie tylko) w tych rejonach Kim Kardashian były to zdecydowanie najsłynniejsze, największe i najbardziej pożądane na świecie pośladki w branży. A i dziś plasują się w ścisłej czołówce. W przeciwieństwie zresztą do jej wymienionej wcześniej imienniczki (i zarazem równolatki), J.Lo nigdy nie miała większych problemów z odpowiednim eksponowaniem tylnych części swojego ponętnego, latynoskiego ciała. Poczynając od pamiętnego Pociągu z forsą w praktycznie co drugim jej filmie miały one swoje pięć minut (doczekując się tym samym wielu parodii). Inna sprawa, że właściwie żaden z jej ekranowych występów nie może równać się z tym, co artystka prezentuje na scenie i w licznych teledyskach. Poniżej jeden z dowodów.

 

Jessica Biel(izna)

Zadek z atestem jakości Justina Timberlake’a

Dziecięca gwiazda serii Siódme niebo, obecna żona Justina Timberlake’a (farciarz!) również nie ma większych oporów z paradowaniem w skąpych strojach, które wydatnie podkreślają jej fenomenalny, w pełni naturalny, porządnie ukształtowany zadek. Już w mało wymagającej, acz w temacie mocno satysfakcjonującej Letniej przygodzie zaliczył on swój mokry moment chwały. A potem było już tylko lepiej. Skąpe szorty w remake’u Teksańskiej masakry piłą mechaniczną, typowo obcisłe wdzianka komiksowych bohaterów w trzecim Blade, nieoczekiwany striptiz w Państwo młodzi: Chuck i Larry, gorący seks w London, czy w końcu apogeum dobra w Błękitnym deszczu, gdzie urocza Jessica idzie już na całego. Palce lizać.


Kate Beckinsale

Tylko z tej odległości pupa Kate nie podnosi poziomu cukru we krwi

Jessiki koleżanka z planu Pamięci absolutnej A.D. 2012 ma z kolei tyłek niemalże kultowy. Wszystko głównie za sprawą wampirzej serii Underworld, gdzie cały czas lata wbita w najciaśniejszy skórzany kombinezon, jaki zdecydowano się wymyślić na potrzeby wielkiego ekranu – oczywiście koloru czarnego. Jednak Kathrin Romany Beckinsale swą słodką pupcię odważnie prezentowała jeszcze zanim stała się heroiną kina akcji (Nawiedzony, Wiele hałasu o nic). Dopiero z czasem coraz bardziej zaczęła rozczarowywać fanów swoich krągłości (jak to miało miejsce w wielce oczekiwanej pod tym względem Zamieci). Pozostaje jedynie liczyć, że po niedawnym rozwodzie panna Beckinsale zdecyduje jeszcze chociaż raz zaprezentować nam się od tej strony – szczególnie, że wiek zdaje się nie imać jej atrybutów.

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA