Publicystyka filmowa
Dlaczego oni WCIĄŻ ŻYJĄ? Największe ABSURDY kinowego uniwersum MARVELA
Odkryj, dlaczego w MARVELU wciąż żyją nieśmiertelni bohaterowie. Zabawne analizy absurdów w kinowym uniwersum pełnym logiki.
Zanim przejdziemy do konkretów, zastanówmy się, czy w ogóle zasadnie jest mówić o czymś takim jak absurd w MCU. Nie dość, że filmy Marvela są w większości bardzo umowną trawestacją komiksów, to właściwie nigdy nie aspirowały do bycia filmami z gatunku twardego science fiction. Dlaczego więc mają stosować się do logiki obowiązującej zarówno w literaturze faktu, jak i filmach opartych na prawdziwych wydarzeniach? Doskonale wiem, że nie muszą, że czasem trzeba nieco zmrużyć oczy, gdy chce się poczuć rozrywkową wartość MCU. Osadzenie go w realiach naszej dwuwartościowej logiki może pozbawić ten świat charakterystycznego, Marvelowskiego stylu, a wtedy zacznie on być po prostu nudny.
Niemniej, jak postaram się udowodnić poniżej, warto również mieć świadomość tych najbardziej rzucających się w oczy uchybień w stosunku do zdrowego rozsądku. Każdy zapewne będzie inaczej je postrzegał, a może i wybierze zupełnie inne ze względu na odmienną wrażliwość na łamanie praw logiki. Zobaczmy więc, czy nasze wersje przykładów się pokryją.
Zmartwychwstanie postaci superbohaterów w Avengers: Koniec gry
Człowiek nigdy nie będzie, tak jak są zwierzęta, pogodzony z nieuchronnością śmierci. Jest tak dlatego, że posiadamy wolną wolę, świadomość i wyobraźnię. Jesteśmy zatem w stanie stworzyć czysto myślowe konstrukty, w których śmierć jest odwracalna. Bojąc się śmierci, wymyśliliśmy religię i po części całą kulturę, zwłaszcza jej rozrywkową, fikcyjną część, jaką jest kinematografia. W filmach pokonujemy śmierć, mimo że ta niejednokrotnie wydaje się nam nieodwracalna. Tak przecież było ze pstryknięciem Thanosa. W Avengers: Wojnie bez granic fioletowy Tytan wydawał się nie do pokonania.
Avengersi walczyli z nim nieprzerwanie, z użyciem wszystkich swoich sił, lecz Thanos okazał się potężniejszy nawet od samego Thora, który przecież jest bogiem. Nic nie mogło go powstrzymać w zebraniu Kamieni Nieskończoności, ponieważ taka była wola twórców z Marvela. Nic w tym nielogicznego, gdyby nagle w Avengers: Koniec gry Thanos nie osłabł tak radykalnie, że Thor nie miałby problemu z odrąbaniem mu głowy. Mało tego, tak dobrze radzący sobie z poszukiwaniem artefaktów Thanos tym razem nie mógł sobie poradzić z podróżującymi w czasie Avengersami. Wszystko się odwróciło w myśl zasady, że nie można pozwolić umrzeć superbohaterom, co najwyżej poświęci się tych najbardziej ludzkich.
Miało to chyba większe znaczenie niż nawet ten brak happy endu polegający na pozostawieniu wszechświata z losową połową mieszkańców. Reszta uległa anihilacji za sprawą pstryknięcia Thanosa, które przyniosło upragniony pokój wśród galaktyk. Faktycznie, świat po Thanosie był jakiś taki spokojny. Avengersi stali się bezrobotni i podzieleni. Niektórzy z nich cierpieli z powodu utraty bliskich (Hawkeye), niektórzy wręcz przeciwnie, uzyskali nagle spokój i całkiem dobrze im się żyło (Iron Man).
Należałoby wiec sobie odpowiedzieć na bardzo trudne pytanie – czy w imię pokoju i uratowania milionów istnień, które z pewnością zginą z powodu przeróżnych wojen we wszechświecie, powinno się przywrócić stary układ, gdzie z kolei inne miliony będą ginąć? Odpowiedź jest trudna tylko z pozoru. Otóż w nowym porządku z czasem wykształcą się przecież nowe układy, wydarzą się nowe nieszczęścia i zaczną ginąć niewinni ludzie.
Tego Thanos chyba nie przewidział i w tej perspektywie jego postępek faktycznie mógł być tłumaczony chęcią przypodobania się Pani Śmierci, a nie realną troską o Wszechświat. Inna sprawa natomiast z Avengersami. Czy ich należało przywracać do życia? W artykule o postaciach Marvela, którym należał się własny film, lecz go wciąż nie dostały, pisałem, że eksterminacja części superbohaterów pozwoliłaby na wprowadzenie nowych i tym samym odświeżenie Avengersów, którzy, jak wiemy z komiksów, byli o wiele szerszą grupą, niż jest to przedstawione w filmach.
Absurdalne jest więc dla mnie przywracanie do życia takiego Spider-Mana, gdy można go było zastąpić np. nietuzinkowym od stóp do głów łącznie z duszą Adamem Warlockiem. Nie wierzę, że twórcom zabrakłoby wyobraźni, gdyby chcieli uratować populację we Wszechświecie, z równoczesnym pozostawieniem zdziesiątkowanych przez Thanosa superbohaterów. Zabrakło jedynie marketingowej odwagi.
Dyskusyjna siła małego Ant-Mana
Precyzyjnie tłumaczy to pomysłodawca zmniejszającego kostiumu – Hank Pym. Dorosły człowiek dysponuje siłą dorosłego człowieka, a nie słonia. Cały wic polega na tym, że po zmniejszeniu do rozmiarów mrówki ów dorosły człowiek również będzie dysponował siłą pełnowymiarowego, dorosłego człowieka, czyli de facto jego moc ogromnie wzrośnie w stosunku do rozmiarów.
Będzie przypominała siłę mrówek, które są w stanie podnieść obiekt kilka tysięcy razy cięższy od siebie. Brzmi to absurdalnie, ale taka jest koncepcja stroju Ant-Mana z hełmem pozwalającym dodatkowo na komunikację z mrówkami. Idąc tą argumentacyjną ścieżką, gdy Ant-Man uzyskał nagle rozmiar 20 metrów, powinien nadal posiadać siłę normalnego człowieka, ale tak się nie stało. Jak pamiętamy z Ant-Mana i Osy, jego siła proporcjonalnie urosła – mógł np. przewracać statki.
Gdzie jest Kapitan Marvel, kiedy jej potrzeba?
Najbardziej absurdalna postać w MCU. Ciągle gdzieś lata. Jest członkiem Avengersów, ale nie do końca się z nimi identyfikuje. Wyraźnie uważa się za lepszą, chociaż tak nie do końca jest.
To filmy Marvela nadały jej taką etykietę, zadzierającej nosek heroski. Skupmy się jednak nie na tym, jaka jest, ale jak argumentowała, że nie brała udziału w walce z Thanosem, właśnie wtedy, gdy była najbardziej potrzebna, a szalony Tytan kolekcjonował Kamienie Nieśmiertelności na swojej rękawicy. Jak stwierdziła, na innych planetach sytuacja nie była lepsza, a na dodatek inne nacje nie posiadały superbohaterów takich jak Ziemia. Pomijając to, że takie podejście świadczy o ludzkiej megalomanii, równie niebezpiecznej, co socjopatia Thanosa, to czy zagłada sprowadzona przez Tytana nie dotyczyła aby również innych planet? Takie wyjaśnianie przez Kapitan Marvel jej nieobecności jest absurdalne i głupie.
Pokazuje jedynie, że niewiele ją obchodził nasz ludzki świat, co zresztą nie jest wcale teorią pozbawioną sensu. Siły, którymi dysponowała Kapitan Marvel mogły ją pchnąć do zachowania podobnego do tego, jakie spotkamy w uniwersum DC u doktora Manhattana – znieczulenie na ludzkie problemy. W rzeczy samej Kapitan Marvel wydaje się zimna, funkcjonująca przy boku Avengersów z obowiązku. Nie ma w niej pasji do bycia superbohaterką, przez co jest postacią wewnętrznie sprzeczną.
Co z tą boskością Thora?
Jest ona mocno dyskusyjna. Zależność jest mniej więcej taka: Thor zyskuje prawdziwie boską siłę, gdy staje się bohaterem swoich własnych filmów, natomiast w obecności Avengersów osobliwie ją traci. Pamiętajmy, że tak naprawdę nie jest mu potrzebny żaden młot. Mjölnir jest raczej atrybutem zwiększającym estymę Thora, a nie bronią, od której zależy jego moc. Słabość syna Odyna widać szczególnie na tle Thanosa. Już dysponując jednym Kamieniem Mocy, Thanos był w stanie doprowadzić Thora do stanu na wpół agonalnego. Nie pojawił się nawet jeden mały piorun. Loki również został jakże szybko spacyfikowany przez szalonego Tytana i zamordowany w jakże klasyczny sposób – złamanie karku.
Zanim jednak zginął, powiedział Thanosowi coś, co ostatecznie pogrążyło boskość Thora. Nigdy nie będziesz bogiem. A więc istota, która nigdy nie będzie bogiem, była w stanie bez większego wysiłku mordować bogów. Pachnie tu Fryderykiem Nietzschem. Jeden Kamień Mocy wystarczył do pokonania dwóch bogów, a co dopiero dwa, gdyż wygrywając z Thorem i Lokim, Thanos zdobył tesserakt, w którym był ukryty Kamień Przestrzeni. A tak na marginesie, czy Thor nie mógł nieco szybciej wyzwolić się ze stalowych kajdan niż dopiero po uśmierceniu Lokiego?
Gdzie i kiedy Gamora zgubiła pobratymców?
Sytuacja z Gamorą jest bardzo zagmatwana. W filmach składających się na MCU są jedynie niejasne i wzajemnie sprzeczne wzmianki o jej rodowodzie. Z jednej strony w Strażnikach Galaktyki podkreślała, że nie jest prawdziwą córką Thanosa i szalony Tytan na jej oczach zamordował jej rodziców.
Mało tego, podobno jest ostatnia z rodu Zen Woberianów. W Avengers: Wojnie bez granic jest jednak pokazana zupełnie sprzeczna z przekazem Gamory historia. Thanos spotkał ją podczas najazdu na jej rodzinną planetę, podarował nóż i zabrał ze sobą. Nie ma wzmianki o mordowaniu rodziców na jej oczach, zwłaszcza przez samego Thanosa. Ojciec się w ogóle nie pojawił, a dziewczynka szukała matki, kiedy natknęła się na fioletowego Tytana. Poza tym gdy Gamora opuszcza z Thanosem miejsce kaźni, tylko połowa mieszkańców zostaje wymordowana.
Druga połowa wciąż żyje. Znając postać Thanosa i jego chorobliwe dążenie do równowagi, które zresztą pokazuje on Gamorze na przykładzie wyważenia noża, czemu mielibyśmy zakładać, że wymordował wszystkich Zen Woberianów? Chyba że mamy na myśli masakrę tej nacji dokonaną przez tzw. Universal Church of Truth, z tym że centralną jego postacią był Magus, negatywna część natury Adama Warlocka, wróg Thanosa, którego on rękami wyszkolonej Gamory chciał zgładzić. Sytuacja staje się więc jeszcze bardziej absurdalna. Poza tym Nebula, druga córka Thanosa, zawsze podkreślała, że wiele można zarzucić jej ojcu, jednak nigdy to, że jest kłamcą. Skoro obiecał więc zachować połowę populacji Zen Woberianów, czemu miałby nie dotrzymać słowa?
Problem czasu wg Bruce’a Bannera
Interes Kapitana Ameryki jest doprawdy wielki, egoistyczny, nastawiony na własny zysk, podobnie jak interes USA. Po to zresztą został stworzony Kapitan, aby chronić Stany Zjednoczone i ich wersję dającego wolność kapitalizmu przed napierającym ze Wschodu jak taran komunizmem.
To Kapitan Ameryka napierał na kolejną próbę powstrzymania Thanosa, tym razem za pomocą cofnięcia się w czasie. Miał w tym swój interes. Całe jego życie kręciło się wokół utraty, jakiej doświadczył w latach 40. XX wieku. Spodziewał się więc to zmienić. Na drodze stanął mu jednak Bruce Banner z jego wytłumaczeniem, czemu tak po prostu nie da się cofnąć do przeszłości, odnaleźć małego Thanosa i skrócić go o głowę. Bruce tłumaczył, że czas tak nie działa. Zmiany w przeszłości nie mają wpływu na teraźniejszość. A wszyscy zdają się wierzyć w tę propagowaną przez media, liniową koncepcję podróży w czasie.
Jeśli ktoś przeniesie się w przeszłość, przeszłość innych stanie się jego przyszłością, a dawna teraźniejszość z kolei przemieni się w przeszłość, której nie zmieni żadna nowa przyszłość przenoszącego się w czasie.
Kiedy jednak Kapitan Ameryka przenosi się w czasie, żeby umieścić kamienie nieskończoności tam, gdzie powinny być, abstrahując od tego, jak mu się udało to zrobić, zwłaszcza w przypadku Redsculla, zostaje w niej, odnajduje swoją utraconą miłość, a następnie jakimś cudem pojawia się na ławce nieopodal ekipy, która zaledwie pięć sekund wcześniej przeniosła go w przeszłość. Jest już stary, szczęśliwy i pochodzi z nieznanych Bannerowi odmętów czasu. Jak to się więc ma to całej koncepcji zdobycia Kamieni Nieskończoności i powstrzymania Thanosa?
Regresja ewolucyjna Spider-Mana
A zarazem progresja techniczna, jakby zdolności biologiczne, które wykształciły się w ciele Petera Parkera po ukąszeniu pająka z rodzaju Achaearanea tepidariorum, czyli pospolitego pająka domowego, z czasem albo okazywały się zbyt słabe, albo w ogóle nie miały znaczenia. Spider-Man w wydaniu Sama Raimiego był jeszcze najbardziej naturalny, przyjazny widzowi nie tylko w młodym wieku, ale i starszemu fanowi komiksów z Człowiekiem-Pająkiem. Sytuacja zaczęła się zmieniać, a raczej podążać w stronę destrukcji powagi superbohatera, gdy w 2012 roku spece od reklamy wpadli na pomysł rebootu całej serii.
Tak światło dziennie ujrzały dwie części Niesamowitego Spider-Mana. Nikomu nie przyszło do głowy, że może niezadowalające wyniki finansowe są spowodowane właśnie decyzją o reboocie. Zdecydowano więc o kolejnym reboocie, co jest samo w sobie absurdem. Postać Spider-Mana na stałe zagościła w MCU i przestała być tak naturalna, jak była za czasów Sama Raimiego. W sumie się nie dziwię, że Spider-Man padł ofiarą finansowych zagrywek. Odmłodzono go, wzbogacono w specjalne dysze wyrzucające pajęczą nić i dano nowy kostium z nanowłaściwościami.
W stosunku do magicznie komiksowego, w tym starym stylu, nowy Spider-Man stał się taką blondynką z długimi nogami, sztucznym biustem, narysowanymi konturówką brwiami i ustami glonojada. Zatracił się gdzieś sens biologicznych mutacji na rzecz technologicznego efekciarstwa, co jest wciąż dla mnie niezrozumiałym absurdem.
Rękawica Thanosa
Twórcy filmów Marvela wielu rzeczy sobie na początku tworzenia MCU nie przemyśleli, dlatego z czasem wyszły podobne absurdy, co z Gamorą oraz Rękawicą Nieskończoności. Problem dotyczy czasu i okoliczności jej powstania. Jak dowiemy się z historii MCU, wykuł ją dla Thanosa Eitri, król krasnoludów, władca sprzymierzonej z Asgardem krainy Nidavelliru.
Spod ręki krasnoludów wyszedł m.in. Stormbreaker i Mjölnir, tak więc można założyć, że kuźnie Nidavelliru były strategicznie niezwykle ważnym elementem królestwa Asgardu. Niestety, gdy najechał je Thanos, nikt z Asgardczyków nie obronił drogocennych krasnoludów, bo jak twierdził Thor, w Asgardzie miał miejsce wtedy Ragnarok. Thanos więc z łatwością najpierw zmusił krasnoludy do wykucia Rękawicy Nieskończoności, a potem je co do jednego wymordował. Oszczędził jedynie Eitriego, najpierw jednak okaleczył mu ręce, żeby nie zrobił już więcej żadnej broni. I tu sprawy się komplikują, bo z jednej strony Thor twierdził, że nikt nie mógł przyjść z pomocą Nidavellirowi z powodu Ragnaroku, a przecież jak wiemy, Thanos posiadał rękawicę już w Avengers: Czas Ultrona. Coś się więc w zeznaniach Thora nie zgadza. Albo więc Rękawica Nieskończoności została wykuta później, albo Asgardczycy mieli gdzieś królestwo Eitriego z zupełnie innych powodów. No chyba że Thanos w Czasie Ultrona pochwalił się falsyfikatem, tylko żeby przestraszyć swoich wrogów.
A tak na koniec, córka Tony’ego Starka nie myje zębów przed pójściem spać, zwłaszcza że zjadła lody na patyku. Czy to absurd czy zwykłe rodzicielskie niedopatrzenie geniusza, oceńcie sami.
