Publicystyka filmowa
20 najciekawszych premier filmowych 2017 roku (lista subiektywna)
Najciekawiej zapowiadające się premiery kinowe 2017 roku.
Gdy patrzę na premiery filmowe w 2017 roku, wiem, że ten rok nie będzie należał do wyjątkowych. Po raz kolejny mamy przejawy skrajnej sequelozy i chyba nie będzie weekendu w okresie wiosenno-letnim bez kolejnej części jakiegoś niedawnego hitu. Oczywiście nie ma się na co zżymać, bo jednak lubimy to, co znamy i mimo narzekania to właśnie te tytuły zarabiają najwięcej i to one rozpalają wyobraźnię kinomanów.
Przygotowując się do swojej listy starałem się zignorować jak mogłem wszelkie sequele, choć jak zobaczycie poniżej, nie udało mi się – jest bowiem kilka tytułów, które ciekawią mnie bardzo mocno, w tym jeden, na który czekam od wielu lat.
Jest to lista mocno subiektywna, więc nie oczekujcie ode mnie schlebiania gustom większości głosującej na najbardziej oczekiwane filmy 2017 roku na wielu stronach. Nie jest to lista “najpopularniejszych”, a jedynie filmów, z którymi wiążę osobiście duże nadzieje. I co ważne – i jak się okazuje co roku – nie będzie na niej połowy najlepszych filmów, o których będziemy dyskutowali za rok. Część potwierdzi swoją jakość, a część będzie rozczarowaniem. Tak jest zawsze.
Na liście pomijam kilka produkcji z ostatnich tygodni, które miały już swoje premiery. Pojawiły się recenzje, na niektóre spłynęły nagrody i tylko czekamy na premierę w Polsce. Chodzi m.in. o Powidoki Andrzeja Wajdy, Milczenie Martina Scorsese, a także La La Land czy Manchester by the Sea – to wszystko tytuły, które mogą namieszać w liście najlepszych filmów 2017 roku.
Poniżej pomijam też cztery ważne tytuły, w których premierę w tym roku nie wierzę, choć pojawiają się co jakiś czas w różnych zestawieniach, na które możecie trafić. Zapowiedziano, że kilku ważnych reżyserów robi nowe filmy – Darren Aronofsky kręci Mother, Wes Anderson tworzy Isle of Dogs, Roman Polański zaczął zdjęcia do Based on a True Story, a Paul Thomas Anderson reżyseruje kolejne arcydzieło, tym razem o świecie mody lat siedemdziesiątych. Tych nie zobaczymy w tym roku.
OK, więc zaczynajmy. Oto najciekawiej zapowiadające się premiery 2017 roku.
*
20. DEATH NOTE
Aktorska wersja znanej serii anime, przez wiele osób uważanej za jedną z najwybitniejszych w historii. Po kilku perturbacjach związanych z produkcją (Warner Bros porzucił projekt w 2015 roku, Netflix zakupił prawa), po wielu plotkach odnośnie reżyserów (Shane Black, Gus van Sant), wreszcie projekt ruszył z Adamem Wingardem na czele, autorem znakomitych The Guest i You’re Next. Do tego intrygującego projektu, który jest czymś na kształt moralitetu i kina grozy, dołączył Willem Dafoe, który użyczy głosu mefistofelicznej postaci Ryuka.
Czego się możemy spodziewać? Jeśli Wingard nie skręci w kierunku typowego horroru o spotkaniu z tajemniczym demonem wyskakującym z szafy i zarazem odda paranoiczny klimat anime, to możemy mieć do czynienia z dużą i pozytywną niespodzianką. Tego reżysera naprawdę stać na odważny i niebanalny obraz, tym bardziej, że Netflix nie ma oporów przed ryzykiem (film ma już zapowiedzianą kategorię R).
19. THOR: RAGNAROK
Obie części przygód Thora uważam za najsłabsze w całym uniwersum Marvela i jedyne, co budzi moje zainteresowanie tym projektem, jest niezwykły reżyser, któremu powierzono stworzenie trzeciej odsłony. Taika Waititi to Nowozelandczyk z – delikatnie rzecz ujmując – specyficznym poczuciem humoru. Tegoroczne The Hunt for Wilderpeople to rewelacyjne kino przygodowe, poprzedni Co robimy w ukryciu to czołówka komedii XXI wieku, a jeszcze wcześniejsze Boy i Orzeł kontra rekin to kapitalne skromne filmy z ludzkimi dziwadłami w rolach głównych. Czy swój absurdalno-parodystyczny styl przemyci do Ragnaroka? A może machina produkcyjna, skrajnie odmienna od dotychczasowych doświadczeń, spowoduje, że Waititi nie zostanie dopuszczony do głosu? Trudno powiedzieć, ale wiadomo jedno: to może być odmienne doświadczenie z MCU. I tego powinniśmy sobie życzyć.
18. OKJA
Joon-ho Bong kontynuuje misję podboju Zachodu. Po bardzo dobrze przyjętym Snowpiercerze – mocnym, kontrowersyjnym kinie apokaliptycznym – zaprezentuje kolejny film SF z jankeskimi gwiazdami w rolach głównych i znowu pobawi się gatunkiem monster-movie. Jak wyszło mu The Host, pewnie pamiętacie, bo to jeden z najpopularniejszych filmów azjatyckich tego wieku i po prostu świetnie poprowadzone, dynamiczne i niegłupie kino z potworem w roli głównej. Bong ma głowę pełną pomysłów i nie boi nietypowych rozwiązań gatunkowych, więc jeśli lubicie filmowe niespodzianki, to jest on jednym z czołowych reżyserów kina popularnego.
O Okja nie wiemy zbyt wiele – to podobno imię jakiegoś wielkiego potwora, który tym razem nie grozi ludzkości, a jest przyjacielem głównego bohatera. I dybie na niego ktoś bardzo zły. Niby przewidywalne, ale gwarantuję, że tak nie będzie. Akcja ma miejsce w Korei, ale przeniesiemy się również do Stanów i tutaj zobaczymy Jake’a Gyllenhaala, Tildę Swinton, Paula Dano i Lilly Collins.
17. DOWNSIZING
Teoretycznie zwariowana komedia – koleś zmniejsza siebie i żonę, aby żyć w spokoju i ratować planetę od zagłady. W praktyce spójrzmy na dorobek reżysera, Alexandra Payne’a – Nebraska, Spadkobiercy, Schmidt, Bezdroża. Mistrz ekranizacji międzyludzkich relacji, szczególnie gdy mówimy o przyjaźni i rodzinie. Swoje filmy ubiera w dużo goryczy, nienachalnej psychologii, satyry i czarnego humoru, choć wszystko podlewa pozytywnym sosem i nadzieją. Powiedzmy, feel-good movies dla zaawansowanych.
Dlatego każdy jego film, nawet taki, który jest zapowiadany jako komedia z Mattem Damonem, Kristen Wiig i Christophem Waltzem, Jasonem Sudeikisem i Alekiem Baldwinem nie będzie dobrą metodą na masaż przepony.
16. TO
Moja ulubiona powieść Stephena Kinga. Filmowo to takie Stranger Things ale bardziej – bardziej mroczne, psychologicznie wiarygodniejsze i skupione mocno na przyjaźni bohaterów, dzięki której walczą ze złem w postaci klauna. Przerażające i fascynujące, a przy tym zawierające wszystkie charakterystyczne elementy prozy Kinga, z małomiasteczkowym stanem Maine na czele. Jedną ekranizację już mieliśmy, całkiem przyzwoitą, choć z tego co pamiętam dość daleko odchodzącą od literackiego pierwowzoru.
Teraz czas na powrót do Derry – miał reżyserować Cary Fukunaga, który dał światu cud w postaci True Detective, ale jednak po wielu perturbacjach stanęło na Andresie Muschiettim, którego możecie kojarzyć dzięki przyzwoitemu horrorowi Mama. I naprawdę nie wiemy, czego się spodziewać, choć najgorszym z możliwych rozwiązań byłoby pójście w stronę klasycznego horroru. Gdybym miał sobie czegoś życzyć, to z pewnością byłoby to postawienie na sentyment do lat 70. i 80. i grozę zamiast przerażenia. Więcej klimatu horrorowej przygody w stylu lat 80. niż tradycyjnego straszaka.
15. STRAŻNICY GALAKTYKI 2
Pierwsza część to najlepszy film z uniwersum MCU i basta. Najlepsza zawadiacka space opera od czasu Firefly, Gwiezdne wojny dla trochę starszych (teraz Łotr 1 pokazał, że można jeszcze lepiej) i przy okazji film, w którym humor, wybuchowa akcja i fabuła są w idealnych proporcjach, aby cieszyć się z seansu nawet po 5 razach.
Czy sequel się uda? Wbrew pozorom – może się udać, bo w zalewie wspomnianej sequelozy udane powroty są spotykane częściej niż zwykle, czego dowodem jest choćby Kapitan Ameryka, lepszy z każdą kolejną częścią (choć o Avengersach tego nie powiem, więc moja teoria jest nic nie warta). W każdym razie jest ta sama ekipa plus małe groociątko, podobny klimat, zapowiedź bliższego powiązania z innymi bohaterami komiksowego uniwersum i nowa kaseta magnetofonowa przygrywająca w tle. Może się nie udać? Pewnie że może, jeśli James Gunn sukcesu swojego filmu upatrywał w wizualnej efektowności. Jestem jednak pewien, że to mądry facet i wie, że
14. THE BELKO EXPERIMENT
Miał co prawda premierę na festiwalu w Toronto, więc opinie są znane, ale umieszczam go tutaj ze względu na skrajność recenzji (okrzyki od genialnej satyry po totalne rozczarowanie), tematykę i prawdopodobne olanie tego obrazu przez polskich dystrybutorów. Brzmi przepysznie: grupa kilkudziesięciu Amerykanów zostaje zamknięta w biurze. Księgowi, finansiści, handlowcy, informatycy i wszelkiego typu ludzie, których znacie – a przynajmniej niektórzy – z życia codziennego. Jakiś głos w głośnikach mówi im, że przetrwa tylko ten, który zabije innych. Żart? No właśnie nie do końca, bo szybko zaczyna się wielka masakra.
Słyszę tu echa niemieckiego Eksperymentu i japońskiego Battle Royale, tyle że w konwencji Biura. Za scenariusz odpowiada James Gunn, a reżyseruje Greg McLean, autor Wolf Creek.
13. WONDERSTRUCK
Todd Haynes prezentuje filmy co kilka długich lat, ostatnio Carol po 8 latach nieobecności. Tym razem zabrał się do pracy szybciej niż zwykle i już w tym roku zobaczymy jego nowy projekt, będący adaptacją graficznej powieści Briana Selznicka, autora Hugo, który został zaadaptowany w 2007 roku przez Martina Scorsese. Wonderstruck to opowieść o dwójce głuchoniemych dzieci, które zostały rozdzielone na 50 lat. Podobno sporo realizmu magicznego, podobno część filmu będzie klasycznym niemym kinem.
W rolach głównych Julianne Moore i Michelle Williams. Wszystko brzmi świetnie, a talent Haynesa do niebanalnego opowiadania melodramatycznych historii jest nie do przecenienia. Ciekawostką jest fakt, że produkcją i dystrybucją zajmie się Amazon Studios.
12. THE DARK TOWER
Kolejna na liście ekranizacja powieści Stephena Kinga, choć gwoli ścisłości to filmowe wejście w fantastyczny świat wykreowany przez głośną serię, coś w stylu sequela albo inspiracji, podjęcia tropów nieobecnych w książkach, które, co by nie mówić, nadają się raczej na serial niż tradycyjny długi metraż. Z innych źródeł słychać, że to adaptacja pierwszej części, wstęp do dłuższej filmowej franczyzy… W każdym razie jest na co czekać – w rolach głównych dwaj znakomici aktorzy, Matthew McConaughey i Idris Elba. Za kamerą Nicolaj Arcel, Duńczyk, na którego barki spadł ciężar wielkich oczekiwań, ale jednocześnie to kolejny mniej doświadczony twórca, mający pojedynczy duży sukces na koncie (A Royal Affair), któremu powierza się poważny projekt komercyjny.
Niewielki budżet (raptem 60 milionów, z czego połowa to pewnie pensje aktorskie), mniejsze wytwórnie w tle, Junkie XL na ścieżce dźwiękowej. Może być niespodziewany hit, albo wielki kit. Nie spodziewam się drogi po środku.
11. WEIGHTLESS
Terrence Malick, odkąd zaczął robić filmy częściej niż raz na 10 lat, jest coraz wyraźniej ignorowany. Przepadły Knight of Cups, olano To the Wonder, niewidoczny jest Voyage of Time. Najgorsze jest to, że po sukcesie wybitnego Drzewa życia stał się apologetą spraw doniosłych, głównym filozofem kina, co objawia się w natchnionych wizjach Życia, Miłości i Śmierci pisanych dużymi literami i znaczących tyle, ile nasza wyobraźnia nie jest w stanie unieść. Tak samo śmieszy, jak wzrusza. Dlaczego warto Malickowi dawać wciąż szanse? Bo przy najnowszym projekcie zgromadził najlepszą obsadę roku – na planie zjawili się Ryan Gosling, Cate Blanchett, Natalie Portman, Michael Fassbender w roli diabła, Christian Bale, Rooney Mara, Val Kilmer, Holly Hunter i Benicio del Toro. Mało? W filmie ważną rolę będzie odgrywała muzyka, więc zobaczymy i usłyszymy również Patti Smith, Florence Welch i Lykke Li. Jeszcze mało? Za zdjęcia odpowiada Emmanuel Lubezki. Wystarczy?
10. T2 TRAINSPOTTING
Sequel, którego nikt tak naprawdę nie potrzebuje, a jednak jest. Niczego nie musi udowadniać Ewan McGregor, który rozwinął karierę w udany sposób łącząc ambicję z komercją (na nagrody przyjdzie czas), a już na pewno Danny Boyle nic nie musi, bo swoje zdobył i każdy jego film jest mniejszym lub większym wydarzeniem. A jednak spotkali się znowu na planie w starym składzie i z opowieścią o tych samych bohaterach 20 lat później. W teorii wejście do tej samej rzeki nie wyglądało zachęcająco, ale pierwsze zwiastuny rozwiały wiele wątpliwości, a i energia twórców w czasie różnych wywiadów pozytywnie zaskakuje. Nie chodzi tylko o dobrze znaną zabawę i cytowanie samego siebie, ale i wiele pomysłów inscenizacyjnych, którymi oryginał był wypełniony, a które w sequelu również będą i niekoniecznie mają być związane z narkotycznymi odlotami. Podskórnie czuję, że to ten przypadek, kiedy balans między nowym a starym zostanie zachowany, choć nie ma mowy o większej oryginalności w ponownym penetrowaniu szarego Edynburga. Niemniej – czekać wypada.
9. LOGAN
Seria o mutantach jest bardzo nierówna – znajdują się w niej szczytowe osiągnięcia gatunku (dwójka X-Menów, First Class), ale najczęściej to stany średnie z wybitnymi pojedynczymi fragmentami oraz efekciarskie blubry w rodzaju Apokalipsy. Najjaśniejszy punkt? Oczywiście Hugh Jackman. Dwa razy dawano mu szanse i on, jako aktor, wykorzystał je jak tylko mógł w przeciętnych ekranizacjach (słabsze Origins i lepszy The Wolverine). Do trzech razy sztuka? Jeśli nie teraz – nie w zapowiadanym pożegnaniu z ikoniczną rolą – to kiedy? Pierwszy niesamowity zwiastun zapowiada kino, którego nikt się nie spodziewał – brudne, realistyczne, psychologicznie wiarygodniejsze niż dotychczasowe odsłony. Więcej człowieczeństwa niż problemów mutantów, choć bez efektownych akcji i nawiązań do X-Men się nie obejdzie. Całość została skąpana w klimacie postapokaliptycznym, co również stoi w sprzeczności z dotychczasowymi wizjami świata mutantów, pełnego kolorowych świecidełek fx. Jeśli tylko ta odrębność będzie dotyczyła również fabuły, a nie tylko formy, to Logan może być jedną z najciekawszych ekranizacji komiksów o superbohaterach.
8. PRZYSIĘGA IRENY
fot. Leszek Zych / Polityka
Niewiele o tym projekcie słyszymy, bo PR-owo film owiany jest tajemnicą – na pewno Jan Komasa zdobył dofinansowanie z PISF już w zeszłym roku (prawie 2 mln z 18-milionowego budżetu), scenariusz został oceniony bardzo wysoko i znając talent reżysera (oryginalna Sala samobójców, rewelacyjne Miasto 44) Przysięga Ireny może być tegorocznym rodzimym killerem. Nie wiemy nic o obsadzie, ale przywołajmy tę autentyczną i nieprawdopodobną historię – chodzi o Irenę Gut, Sprawiedliwą Wśród Narodów, która uratowała kilkunastu Żydów w czasie II wojny światowej przechowując ich w tajemnicy w domu.
.. nazistowskiego oficera. Może to być kino intensywne, emocjonalne, dreszczowiec jakich mało i przy tym temat nośny pod każdą szerokością geograficzną. Przy okazji to temat ważny dla Polaków po prostu, bo to nareszcie pozytywna historia o wojennym bohaterstwie jednostki. Komasa dobrze czuje kino gatunkowe, jest cholernie odważnym i inteligentnym twórcą, który nie boi się eksperymentować. Sukces, także międzynarodowy, gwarantowany.
7. GWIEZDNE WOJNY: EPIZOD VIII
Po świetnym przyjęciu Przebudzenia Mocy i szczególnie po znakomitych opiniach, jakie zebrał Łotr 1, Gwiezdne wojny zostały popchnięte na nowe tory. Wiele osób miało przecież obawy o jakość “nowego otwarcia” i zapowiedzi, że co roku dostaniemy na Gwiazdkę kosmiczny prezent. Na razie udaje się zaspokoić zarówno dozgonnych fanów klejąc opowieści, które nie wychodzą poza gwiezdnowojenny kanon (epizod VII), jak i pozyskać nowych widzów (dzięki Łotrowi 1), którzy mają szansę dostrzec w tej franczyzie coś naprawdę świeżego, innego.
Na razie praktycznie nic nie wiemy o Epizodzie ósmym, który ma oczywiście być bezpośrednią kontynuacją “Przebudzenia mocy”. Reżyseruje Rian Johnson, który jest takim samym eksperymentem reżyserskim, jak Gareth Edwards (Łotr 1) i Colin Trevorrow (Jurassic World i Epizod IX). Jak zwykle słyszymy zapewnienia o “oddaniu klimatu Starej Trylogii”, co objawia się w użyciu klasycznych efektów specjalnych, dekoracji i charakteryzacji kosztem nowoczesnych efektów specjalnych (którymi i tak są te produkcje naszpikowane). Nie czekać nie sposób, to jeszcze nie czas, żeby mówić o jakimkolwiek przesycie.
6. OBCY: PRZYMIERZE
A cholera wie, jak będzie z tym filmem. Naprawdę, trudno wierzyć na słowo Ridleyowi Scottowi, bo wiele obiecał w związku z Prometeuszem, a jaki był efekt, wszyscy widzieliśmy. Osobiście nie oceniam aż tak negatywnie filmu z 2012 roku, ale trudno mi jednak nie nazwać filmu Scotta rozczarowaniem. To cała masa straconych szans, idiotycznych zagrań i niezadowalające sięgnięcie do mitologii Obcych – strasznie trudno fanom tego uniwersum uciec od wrażenia, że z tego tematu można było wycisnąć zdecydowanie więcej i lepiej.
Czy Covenantem Scott odkupi winy? Zwiastuny i zdjęcia sugerują nawiązanie do Obcego z 1979 roku – kosmos, zamknięta przestrzeń, polowanie na ludzi. Czyli samo dobro. Wszyscy marzymy o pozbawionym efekciarstwa i nadmiernej liczby efektów specjalnych filmie – niech będzie to surowy, klaustrofobiczny prequel, na który Ridleya Scotta na pewno stać. Takie są przynajmniej moje oczekiwania, choć – biorąc pod uwagę dokonania reżysera w XXI wieku – szansa na udany film jest mniejsza niż na nieudany.
5. DUNKIERKA
Bardzo cenię Nolana za to, że się nie boi – nie boi się oryginalnych scenariuszy; nie boi się opowiadania w sposób klasyczny, ale wymagający pewnej umysłowej gimnastyki. To zdecydowanie jeden z najbardziej precyzyjnych reżyserów – perfekcjonista, który wie, co chce osiągnąć, a metody, których używa, są podporządkowane emocjom widza. Dopieszcza swoje dzieła w najmniejszym detalu, nie pozostawiając niczego przypadkowi, co naraża go nieraz na zarzut sztuczności. Jego filmy są efektowne, ale dalekie od efekciarstwa, nachalności. I chyba nie ma drugiego reżysera, którego filmy budziłyby tak wiele dyskusji, o których fabule rozmawia się dużo, bez względu na to, czy jesteś wytrawnym kinomanem, czy przygodnym oglądaczem filmów popularnych.
Wychodzi mi krótka laurka na temat Nolana, ale trudno. Okazja jest niebagatelna – bo kino wojenne w jego wykonaniu będzie daniem wybornym, zobaczycie. Czy rewolucyjne jak Szeregowiec Ryan Spielberga? Raczej nie, zwiastun sugeruje klasyczne pod względem formy podejście do kina o II wojnie światowej. Nie będzie też kinem egzystencjalnym jak Cienka czerwona linia Malicka. Nie będzie tak brutalne jak niedawna Przełęcz ocalonych, bo Nolan świadomie robi kino dla jak największej liczby widzów, więc kategoria R odpada. Będzie dobra, intrygująca i emocjonująca opowieść o ważnej akcji. Będzie dobre aktorstwo. Audiowizualnie zmiażdży.
4. THE KILLING OF A SACRED DEER
Niewielu jest tak oryginalnych reżyserów o unikalnym, rozpoznawalnym z daleka stylu. Nie tylko chodzi o kwestie wizualne – dopracowane w każdym kadrze – ale także fabułę, która jest czymś z pogranicza absurdu, surrealizmu i społecznego komentarza. Lanthimos dał światu trzy genialne filmy – Kieł, Alpy i Lobster – z których każdy jest dziełem wyjątkowym, mocnym głosem w sprawie niełatwej: tożsamości jednostki w społeczeństwie. Ambitnie, atrakcyjnie, odważnie i zaskakująco – tak filmy robi Lanthimos.
W tym roku zaprezentuje nowe dzieło, podobnie jak Lobster zrobione w języku angielskim. Powtórnie zaprosił do współpracy Colina Farrella, ale tym razem partnerowała mu będzie Nicole Kidman, która zaczyna nareszcie wybierać ciekawe projekty. Na drugim planie zobaczymy dawno nie widzianą Alicię Silverstone. Fabuła? Nie wiemy wiele, ale ma być o mocno dysfunkcyjnej rodzinie. Cokolwiek to będzie, hipnotyczny seans gwarantowany.
3. GHOST IN THE SHELL
Aktorska wersja arcydzieła animacji. Wspomniałem wcześniej o Death Note, a w tym roku pojawi się jeszcze Piękna i bestia, ale wybaczcie, urocza produkcja Disneya nie jest czymś, na co czekam z wypiekami na twarzy (a i animacji nie oglądam w podnieceniu). Wiele sugerowało, że ten projekt niekoniecznie się uda – przecież od lat słyszeliśmy o możliwych ekranizacjach, a jednak nic się nie działo.
Gdy podjęto decyzję o robieniu z anime tradycyjnego filmu, to postawienie na Ruperta Saundersa, autora Królewny Śnieżki i Łowcy, również nie wyglądało zachęcająco. Oskarżenia o tzw. white washing, czyli zatrudnienie amerykańskich aktorów do udawania japońskich bohaterów – to również słabo wyglądało. Do czasu aż pojawiły się zwiastuny, które pokazały rewelacyjną wizję filmową, bardzo bliską oryginałowi Mamoru Oshii, wręcz kopiująca niektóre ujęcia. Scarlett Johansson wygląda zjawiskowo. Całość jest promowana w intrygujący, niebanalny sposób bez zarzucania na widza sieci wypełnionych efekciarskimi scenami. GITS wygląda na zabawę w mroczniejsze sf dla dorosłych, rasowy cyberpunk, jakich w kinach praktycznie nie spotykamy. Ekranizacja domaga się wyrozumiałości nawet od dozgonnych fanów anime.
2. HAPPY END
Michael Haneke, wybitny twórca, powraca po 5 latach. Już 2 lata temu zapowiadał „Flash Mob”, ale niestety nic nie wyszło. Teraz wyjdzie – z mocnym i aktualnym tematem, który zostanie dostrzeżony, i w znakomitej obsadzie z Isabelle Huppert, Mathieu Kassovitzem i Jean-Louis Trintignantem. O co chodzi? O imigrantów. We francuskim Calais, czyli w miejscu, gdzie jak w soczewce skupia się wiele problemów związanych z napływem ludności do Europy. Ale nie o nich opowie Haneke, a o rodzinie żyjącej w tym niewielkim miasteczku na zachodzie Francji i jej reakcji na obcych. Znając dotychczasową twórczość reżysera możemy być pewni, że będzie to głos bezkompromisowy, unikający stawania po którejś ze stron, skupiający się ludziach, którzy tworzą problemy, nie na problemach, które tworzą ludzi.
Brutalne uderzenie w dobre samopoczucie. Ze szczęśliwym zakończeniem? Wątpię, Haneke jest cholernie przewrotnym reżyserem. Tak było za każdym razem, gdy oglądałem Miłość, Białą wstążkę, Ukryte, Funny games, Kod nieznany, Pianistkę. Tak będzie teraz. Czekam na film Mistrza.
1. BLADE RUNNER 2049
Może być inny tytuł na pierwszym miejscu? Jeśli miałbym obejrzeć tylko jedną z premier tego roku, to byłby ten film.
Nie mam pojęcia – nikt nie ma – jaki to będzie film. Oczekiwania są ogromne, szczególnie po niesamowitym zwiastunie, którym poczęstowano pod koniec 2016 roku. Tak łatwo się potknąć, bo Denis Villeneuve, niewątpliwie świetny reżyser, dotyka materii szalenie niebezpiecznej, zbudowanej na bazie autentycznego kultu potwierdzonego mianem “najlepszego filmu lat 80.”. Co budzi optymizm? Sam Villeneuve na pewno, bo dotąd nie miał wpadki i każdy film miał swój styl, klimat, a przy tym wypełnione były niebanalną treścią.
Zdjęcia Rogera Deakinsa. Muzyka Jóhanna Jóhannssona bazująca – miejmy nadzieję – na Vangelisie. Świetna obsada z Goslingiem, Fordem, Leto. Co budzi obawy? Wszystko. Że będzie to świat, który zostanie ładnie odtworzony, ale bez odpowiedniego ducha. Że będzie zbyt perfekcyjnie.
Czego sobie życzę? Odwagi. Villeneuve nie powinien do końca udawać Scotta, a świat, który wykreuje w filmie, powinien wykraczać poza spodziewaną kopię oryginału. Powinien być jego. Pamiętacie co zrobił Cameron z Aliens i z Terminatorem 2? Albo Miller z Fury Road? No właśnie.
Na co ty najbardziej czekasz?
