Connect with us

Publicystyka filmowa

TANK YOU! – czyli 16 KOZACKICH SCEN Z CZOŁGAMI!

CZOŁG w filmie to nie tylko maszyna, ale ikona. Odkryj 16 KOZACKICH SCEN Z CZOŁGAMI, które wpłynęły na kino!

Published

on

TANK YOU! – czyli 16 KOZACKICH SCEN Z CZOŁGAMI!

Czołg – gąsienicowy wóz bojowy uzbrojony najczęściej w pojedynczą armatę, umieszczoną w obrotowej wieży, oraz w jeden lub więcej karabinów maszynowych. Waga czołgu w zależności od typu waha się od 5 do ponad 45 ton. Choć koncept czołgu można już znaleźć na szkicach Leonarda da Vinci sprzed ponad 500 lat, pierwszy raz na polu bitwy użyty został dopiero podczas I wojny światowej. Załogę przykładowego współczesnego amerykańskiego czołgu M1 Abrams chroni pancerz wielowarstwowy zawierający płyty ze stopu zubożonego uranu i warstw grafitu. W najcięższej wersji dochodzi do wagi 62 ton i jest w stanie rozpędzić się na powierzchni utwardzonej do prędkości 70km/h.

Advertisement

Tyle teorii i historii (dziękuję, Wikipedio), dość, żeby nie przynudzić, i na tyle dużo, aby podziałać na naszą wyobraźnię… Pomyślcie sobie więc, jak mocno czołg musiał zadziałać także na wyobraźnię filmowców! Przykłady pierwsze z brzegu? Nasz rodzimy serial Czterej pancerni i pies i kultowy Rudy 102, Sahara z Humphreyem Bogartem czy też czołg jako nagroda za najlepsze ukrywanie się w Życie jest piękne Benigniego. Był jeszcze Tygrys strategicznie skitrany w budynku w Złocie dla zuchwałych, były też kolorowo-kiczowaty czołg z Odlotowej dziewczyny i załoga unieruchomionego Shermana, dzielnie stawiająca czoła przeważającym siłom wroga w Furii.

Nie wolno nam też zapominać, że James Franco i Seth Rogen w Wywiadzie ze Słońcem Narodu zgasili Słońce Narodu porcją ołowiu wystrzeloną z czołgowej lufy.

Advertisement

Były też dwie kompletnie położone realizacyjnie sceny; w pierwszej jeden mutant wysadził czołg, zatykając mu lufę własną pięścią w porażkowym X-Men Geneza: Wolverine. W drugiej, w Niezniszczalnych 3, jeden niezniszczalny wrzucał do lufy granat – w obydwu przypadkach eksplodował czołg, ale lufa już nie, stąd jedynie symboliczna wzmianka o tych scenach. A teraz biorę temat w garść, wyciskam z całych sił i poniżej przedstawiam czystą esencję, czyli przegięte do granic, najlepsze z najlepszych, najbardziej epickie (najepicniejsze?) KOZACKIE SCENY Z CZOŁGAMI! No to BUM! Startujemy, ruszając z piskiem. .. gąsienic. Zakładanych na haczyk.

16. Captain America: Pierwsze starcie (reż. Joe Johnston, 2011 r.)

Zestawienie otwiera najkrótsza scena z udziałem największego czołgu, co pokazuje dobitnie, że duży rozmiar nie czyni cię automatycznie długodystansowcem… Ogromny na kilka pięter stalowy kolos pojawia się w filmie dosłownie na kilka sekund podczas dynamicznej montażówki z działań Kapitana na froncie. I niby taki wielki, a wystarcza worek granatów wrzuconych do kabiny, żeby mu lufa zmiękła i zamienić go w płonącą kupę pogiętej blachy, służącej za tło dla widowiskowego skoku Kapitana Ameryki!

Advertisement

15. Kung Fury (reż. David Sandberg, 2015 r.)

Kojarzycie Kung Fury? Jak nie, to koniecznie obejrzyjcie ten 30-minutowy hołd dla epoki VHS, i koniecznie w wersji z polskim lektorem Tomaszem Knapikiem. Każda minuta tego kultowca to nostalgia przeplatana kiczowatymi one-linerami, spotkaniami z laseraptorami i Kung Fuhrerem, oraz z mnóstwem absurdalnie zakręconych scen, dialogów i innych motywów, które łyka się bez popitki, jeśli tylko mieliście szczęście dorastać w latach 80.

/90. ubiegłego stulecia. Jedną z najbardziej odjechanych scen jest ta, w której Kung Fury załatwia dwóch niemieckich żołnierzy (pochłoniętych kłótnią o to, którego wąsy są bardziej aryjskie), wgniatając ich w ziemię czołgiem. Ale nie, że po nich przejeżdża, to byłoby zbyt oczywiste; Kung Fury trzyma czołg za lufę i wali nim Niemców po kaskach niczym pająka łopatą. A po tym jakże idiotycznym ciosie z ust głównego bohatera padają ociekające zajebistością słowa: TANK YOU! – i jest to prawdopodobnie najlepszy one-liner w historii kina, teatru, monodramu, video, VHS-a, DVD, Blu-raya, Laser Discu, telewizji, radia i YouTube’a, choć czerstwy tak bardzo, że kruszy zęby skuteczniej niż pocisk z czołgowej lufy.

Advertisement

14. Buffalo Soldiers (reż. Gregor Jordan, 2003 r.)

Rok 1989, amerykańscy żołnierze stacjonują w bazie pod Berlinem Zachodnim. Nudzi im się. Jedną z ich rozrywek jest zażywanie używek – jakby ukradkiem zabawna zbitka słów mi wyszła przypadkiem – o, a teraz rym. Zatrzymujemy karuzelę śmiechu i wsiadamy do czołgu razem z załogą, która zażyła srogie piguły i nie bardzo wie, gdzie się znajduje i po co. A znajdują się na środku pola, w środku manewrów między innymi czołgami. Będący w najwyższej fazie odlotu siewcy demokracji ruszają bezmyślnie przed siebie i wjeżdżają do pobliskiego miasteczka, gdzie rozjeżdżają stragan z dyniami i samochód Volkswagen Beetle (pol.

żuk, choć garbus). Widok rozjechanego autka w kamerze wstecznej kwitują radosną wymianą zdań – Rozgnietliśmy robaka! – Jakiego? – Żuka – Haha, rozgnietliśmy żuka, rozgnietliśmy żuka… Nieco mniej wesoło robi się na stacji benzynowej, gdzie rozgniatają dystrybutory paliwa, a wszystko wraz z ich czołgiem staje w płomieniach (zastanawialiście się kiedyś, czy jak coś leży, może jednocześnie stać w płomieniach?). Będąca wciąż pod silnym wpływem narkotyków załoga nic sobie z płomieni nie robi i jedzie dalej. I dojeżdża z powrotem na miejsce manewrów. Taka ot wyprawa tam i z powrotem, jak w Hobbicie, tylko krótsza.

Advertisement

 13. Ant-Man (reż. Peyton Reed, 2015 r.)

Michael Douglas nosi przy sobie breloczek z zabawkowym T-34 (to niemal ten sam model co nasz Rudy 102!). Film opowiada o miniaturyzacji. Czaicie, maleńki czołg – miniaturyzacja. To po prostu musiało się skończyć sceną, w której Michael Douglas wykorzysta breloczek, żeby uratować swój tyłek, siedząc w pełnowymiarowym czołgu. No i się skończyło, bo oto nagle z wysokości kilku pięter wyskakuje, tłukąc szyby, rozpędzony czołg w skali 1:1, przelatuje kilkadziesiąt metrów i ląduje, tracąc u sędziów 5 punktów za wiatr pod lufę, ociężały styl i brak telemarku, w dodatku ciągnąc za sobą niezgodny z przepisami wielki zaczep od breloczka przypięty wciąż do dupy czołgu. Krótka scena, ale banan na gębie gwarantowany.

12. Transformers (reż. Michael Bay, 2007 r.)

Michael Bay, tworząc pierwszą część swojej megahitowej franczyzy, transformował osobówki, ciężarówki, wozy bojowe, śmigłowce i odrzutowce, nie zapominając również o czołgu. Brawl, bo tak zwie się Decepticon ukrywający swoją tożsamość pod postacią bojowego pojazdu gąsienicowego, to doprawdy kawał twardego (jak to czołg) skurczybyka. Narusza go Jazz, pruje do niego wojsko i dopiero Bumblebee ostatecznie gasi mu światło. Decepticon jako czołg sieje zniszczenie, rozjeżdżając wszystko na swojej drodze i strzelając z działa (to jego pocisków unika jeden z Autobotów w słynnej scenie w slow-mo) oraz z karabinów już w pozycji stojącej, jako Brawl.

Advertisement

Bierze też udział w jednej z najfajniejszych transformacji, gdy Autobot Jazz łapie go za lufę (krzycząc sławetne Come on, Decepticon punk!), z której akurat wylatuje pocisk, po czym w mgnieniu oka czołg z Jazzem na plecach transformuje w Brawla.

11. T-34 (reż. Aleksei Sidorov, 2018 r.)

Rosyjski film o ucieczce T-34 przed niemiecką armią to nie tylko propagandowa, dwugodzinna reklamówka umiejętności radzieckich czołgistów, ale też naprawdę niezła popisówka od ichnich specjalistów w dziedzinie F/X. Reżyser T-34 pokazuje bowiem wszystkie wymiany ognia między wrogimi jednostkami, na zbliżeniach i w slow motion, coś jakby pomieszanie powtórek najlepszych headshotów z gry Sniper Elite i bullet time’u z Matrixa.

Advertisement

Obracająca się wokół lecących pocisków kamera pokazuje nam je z tak bardzo bliska i z taką dokładnością, że widzimy wręcz, jak mijające się w locie pociski miziają się ze sobą, to znaczy rykoszetują. Najlepszą dla mnie sekwencją filmu pozostaje jednak pełen dramaturgii i obgryzania paznokci moment, w którym radziecki T-34 i niemiecka Pantera, skradając się, wpadają na siebie dupami i obydwa chcą jak najszybciej obrócić swoje wieżyczki, żeby przywalić oponentowi z liścia. Pokonana Pantera kończy swój żywot z poderżniętym gardłem, albowiem lufa T-34 wpasowuje się idealnie w newralgiczne miejsce między wieżyczką a korpusem maszyny, tam gdzie się wszystko obraca, czyli. .. w szyję czołgu. Malownicza eksplozja ukazana w zwolnionym tempie pozwala nam cieszyć oczęta widokiem ognia buchającego z wnętrza Pantery wszystkimi możliwymi otworami. 

10. Underground (reż. Emir Kusturica, 1995 r.)

Postrzelaliśmy, powybuchaliśmy, poskakaliśmy, teraz pora na opary absurdu, czyli m.in. relaksacyjny taniec na rurze, to znaczy lufie, a takowy możemy obejrzeć tylko u Emira Kusturicy. Czołg w pewnym momencie filmu jest bowiem dość istotny dla fabuły. Zbudowany rękoma mieszkańców podziemia, ma swoją premierę w trakcie wesela, gdzie wszyscy goście robią sobie przy nim wspólną fotkę. Pijana Natalia w czerwonej sukience próbuje odstawić przy lufie zmysłowy taniec (motyw ten trafił na oficjalny plakat filmu), a dzieciaki straszą nielubianego członka orkiestry, podążając za nim wycelowaną weń lufą.

Advertisement

Kulminacją jest KATASTROFA – jak nadchodzące wydarzenia zapowiada jeden z gości. A katastrofa polega na tym, że do kabiny wchodzi małpa, wkłada pocisk do lufy i strzela w kierunku gości, trafiając w walizkę wypełnioną pieniędzmi trzymaną przez pana młodego. Drugim strzałem robi wielką dziurę w ścianie, przez którą trzymani w podziemiach ludzie wychodzą na zewnątrz i dowiadują się, że wojna dawno się skończyła.

9. Szybcy i wściekli 6 (reż. Justin Lin, 2013 r.)

Musieliśmy doczekać Szybkich i wściekłych 6, żeby scenarzysta, reżyser i producenci wpadli w końcu na pomysł wykorzystania czołgu. I wyszedł im w sumie pościg jak pościg, interesujący o tyle, że przecież w samochodach, z których czołg robił płaskorzeźby, byli kierowcy i pasażerowie… Moim zdaniem seria zmienia się w tym miejscu z sensacyjnego akcyjniaka w makabryczny horror pełną gębą, ale jakoś się o tym nie mówi, tylko że to film familijny, bo Vin Diesel ciągle nawija, że rodzina to, rodzina tamto, rodzina najważniejsza, z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu itd.

Advertisement

, gada o tej rodzinie, jakby mu się płyta zacięła. I dlatego mimo wielu ofiar śmiertelnych pod gąsienicami czołgu to wciąż kino familijne. Żarty na bok. Najfajniejszym motywem tego całego ambarasu jest skok jednego z bohaterów z miażdżonego przez czołg Forda Mustanga (Mustanga szkoda) na auto prowadzone przez Paula Walkera. I choć tam wszyscy byli zapewne popodpinani na linkach (może poza czołgiem), to i tak kaskaderska i realizatorska robota na 5, a może i nawet 500+. Efektowne ujęcie zaserwowano nam również nieco wcześniej, czyli tuż po tym, jak stalowa lina przecina na pół kabinę Renault Magnum wiozącego czołg na naczepie, i stalowy potwór wyskakuje jak z procy, robiąc konfetti z ciężarówki, którą pewnie i tak za tydzień można było kupić u pana Mirka handlarza jako auto funkiel nówka, niebite, garażowane, a francuskie małżeństwo emerytów to tylko do kościoła jeździło i płakało, jak sprzedawało.

8. Akira (reż. Katsuhiro Ōtomo, 1988 r.)

Czołg w kultowym anime Katsuhiro Ōtomo pełni funkcję poznawczą, albowiem to właśnie podczas starcia ze stalowym kolosem (tuż po rzuceniu o glebę śmigłowcem) do Tetsuo dociera, jak potężną mocą dysponuje, a do ludzi obserwujących tę nierówną (na niekorzyść załogi czołgu) walkę, że oto powrócił wielki Akira i znowu będzie wielkie wyburzanie ich ledwo co pozbieranego do kupy miasta. Tetsuo najpierw siłą umysłu zatrzymuje wystrzelony w jego kierunku pocisk, a eksplozję zamyka w wielkiej kuli, po czym blokuje spust działa czołgu i doprowadza do implozji maszyny, z załogą w środku.

Advertisement

Wojskowy, pewnie bardzo drogi sprzęt zdaje się miażdżony niewidzialną ręką z taką łatwością, jakby zrobiony był z klocków Duplo, a nie stali (albo siedzieli). Nigdy wcześniej, ale za to później już tak (HULK – o którym za chwilę), czołg nie wydawał się w starciu z człowiekiem tak kruchą i mało znaczącą popierdółką.

7. Drużyna A (reż. Joe Carnahan, 2010 r.)

Jeśli skok samochodami ze spadochronami w Szybkich i wściekłych 7, zakończony zgrabnym przejściem z lotu swobodnego do płynnej jazdy z pełną prędkością, uważaliście za mocno przegięty, to przypominam, że kilka lat wcześniej członkowie zrimejkowanej Drużyny A naparzali się w powietrzu z dronami. Czołgiem. Jakby nie dość było absurdu, że słynny reżyser Bradley Cooper z szarmanckim uśmiechem wymalowanym na twarzy pruje do dronów z karabinu na wieżyczce (już wiem, czemu wybrano go do podkładania głosu pod Rocketa), już po chwili czołg zawieszony na podziurawionym spadochronie pikuje w kierunku ziemi, a członkowie drużyny strzelają z działa na boki, żeby naprowadzić go nad jezioro.

Advertisement

Tuż przed uderzeniem w jezioro strzelają w dół, żeby spowolnić szybkość opadania, a do wody wpadają z towarzyszeniem jakiegoś pitolenia na akordeonie – podkład muzyczny adekwatny do absurdalności całej sceny. W pojedynku pomiędzy bardziej to głupie czy bardziej widowiskowe ogłaszam remis.

6. Rambo III (reż. Peter MacDonald, 1988 r.)

W trzeciej części cyklu przygód weterana z Wietnamu, któremu się kule kłaniały, zaczęło już dochodzić do naprawdę mocnych nadużyć zdrowego rozsądku widzów. John wypalał sobie ranę na wylot prochem, sam (no dobra, z Trautmanem) ruszał na całą armię jedynie z karabinem i słowami Fuck ’em na ustach (co zdecydowanie podwajało siłę rażenia karabinu), a całą zabawę w żołnierzyki kończył szaloną zabawą w tchórza z czarnym charakterem. Rambo w czołgu / czarny charakter w śmigłowcu bojowym – kto pierwszy skręci, ten ci… ten tchórz. Rambo wygrał, ale nie dlatego, że czołg miał więcej itemów odporności od helikoptera, a helikopter za mało many.

Advertisement

W tym pojedynku wygrał ten, kto głośniej krzyczał, a Stallone zawsze najgłośniej krzyczał, jak mu się coś pod dupą paliło albo eksplodowało za plecami, więc wygrałby nawet, gdyby jechał polonezem. A jechał czołgiem.

5. Indiana Jones i ostatnia krucjata (reż. Steven Spielberg, 1989 r.)

Steven Spielberg w każdej odsłonie trylogii Indiany Jonesa (czwórka się nie liczy, bo czwórka w ogóle się nie liczy) umieszczał scenę walki związaną ściśle z urządzeniem, które… się kręci lub toczy. W Poszukiwaczach zaginionej Arki była bójka przy samolocie i pościg za ciężarówką, w Świątyni Zagłady bójka przy walcu do miażdżenia kamieni (notabene z tym samym aktorem co w Poszukiwaczach…) i pościg wagonikami, natomiast w Ostatniej krucjacie bójka przy śrubie okrętowej oraz wielka draka w niemieckim czołgu.

Advertisement

Spielberg wycisnął chyba z tego stalowego potwora wszystko, co się dało. Indiana wisiał na jego lufie rozerwanej wystrzałem po zatkaniu jej kamieniem, z działka głównego wystrzelono nadziany nań samochód (patrz rycina powyżej), po wnętrzu kabiny rykoszetowała zbłąkana kula, a gąsienice posłużyły za element dramaturgiczny, gdy Sean Connery był z jednej strony usilnie wciągany przez jedną z nich, chcącą zapodać go pod czołg, a z drugiej trzymany przez Indianę za nogę za pomocą bicza. Cała akcja kończyła się zaś potężnym upadkiem metalowego bydlaka w przepaść, aż mu wieżyczka spadła. A dowódcy czołgu czapka.

4. GoldenEye (reż. Martin Campbell, 1995 r.)

W historii filmów o agencie 007 mogliśmy oglądać wiele przegiętych i niekiedy absurdalnie głupich scen, w stylu kapelusza przecinającego stal, zjazdu po śniegu w futerale po wiolonczeli czy amerykańskiej ciężarówki składającej się w pół po wciśnięciu gazu w podłogę. Na ich tle rajd czołgiem po Petersburgu w GoldenEye to szczyt realizmu, niemal dokument. Jest mocne wejście, czyli Bond widowiskowo wyskakujący czołgiem przez mur, aż mu się nawet fryzura nie poruszyła, jest drift na asfalcie, demolka miasta i sianie postrachu wśród innych uczestników ruchu, jadących zgodnie z przepisami.

Advertisement

Szalony pościg wagi ciężkiej kończy się rozwaleniem pomnika i dalszą jazdą z jego fragmentem na wieżyczce (to akurat mogli sobie darować – średnio fajny motyw). A całe to drogowe piractwo, brawura i niedostosowanie warunków na drodze do wagi pojazdu, bo Bondowi wpadła w oko… dziewczyna Bonda.

3. Szeregowiec Ryan (reż. Steven Spielberg, 1998 r.)

Zapewne każdy z was, słysząc w jednym zdaniu „Szeregowiec Ryan i czołg”, od razu ma przed oczami scenę wizytówkę filmu Spielberga, w której ranny i zrezygnowany Tom Hanks, bezcelowo i jakby już od niechcenia, strzela do niemieckiego Tygrysa ze zwykłego pistoletu. Ten nagle eksploduje i wraz z bohaterem Hanksa przez ułamek sekundy myślimy, że Spielberg nakręcił najbardziej naciąganą scenę w historii kina wojennego i zepsuł swój tak realistyczny dotąd film. Oczywiście po ułamku sekundy zza płonącego Shermana wyłaniał się P-51, stojący za tą spektakularną egzekucją.

Advertisement

W efekcie powstała scena widowiskowa, szarpiąca nerwy, zaskakująca, pokazująca ludzki hart ducha i walkę do samego końca, finalnie przyprawiając widzów o radosny uśmieszek satysfakcji na twarzy, że tak fajnie ubito niemiecki czołg.

2. Hulk (reż. Ang Lee, 2003 r.)

Hulk vs czołgi na pustyni to sekwencja, dla której regularnie wracam do tego bądź co bądź średnio udanego filmu Anga Lee. Czego tu nie ma, a raczej co jest, a jest rzut Abramsem na odległość, w klasycznym stylu rzutu młotem, technicznie bez zarzutu i bez spalonego. Potem Hulk wyrywa wieżyczkę, z której najpierw niczym jakieś robaczki, wytrząsa załogę, aby za chwilę użyć jej (wieżyczki, nie załogi) jako tarczy, by osłonić się przed nadlatującym pociskiem. Następnie zielona personifikacja wkurwu rozwala jednego Abramsa kawałkiem drugiego. Cała ta nierówna walka (wojsko wysłało na Hulka zaledwie 4 sztuki Abramsa) kończy się humorystycznym motywem z lufą, którą Hulk wygina tak, że jej wylot zagląda do kabiny, wprost w oczy jednego z żołnierzy. Hulk do dziś pozostaje jedynym filmem, w którym ktoś rozprawił się z czterema czołgami szybciej niż z trzema psami, i jedynym filmem, w którym ktoś nap…alał czołg czołgiem.

Advertisement

1. Żywe trupy (S01 E1, reż. Frank Darabont, 2010 r.)

Zestawienie bezapelacyjnie wygrywa czołg, który… nie robi kompletnie nic, nie jedzie, nie strzela, silnik nie pracuje, i samym tym milczącym byciem, trwaniem w bezruchu na środku ulicy, tworzy niesamowitą atmosferę zagrożenia, beznadziei, stanowiąc synekdochę apokalipsy przetaczającej się przez świat. Finałowa sekwencja z pilota serialu Żywe trupy zrobiła na mnie tak kolosalne wrażenie, że trzymała moją uwagę przy serialu przez kolejne 6 i pół sezonu, zanim zorientowałem się, że potem była już tylko równia pochyła. Co ja mówię równia, to był zjazd po rurze, tak szybko spadał poziom serialu, szczególnie po śmierci wiecie kogo.

Ale co się dziwić, wszak tylko ten właśnie pierwszy odcinek wyreżyserował mistrz Frank Darabont, twórca Skazanych na Shawshank i Zielonej mili. Sekwencja z czołgiem jest iście epicka, choć wiem, że tego słowa nie należy używać, jak chcemy opisać coś o wielkim rozmachu. Ale co mam niby napisać, że iście… rozmachana? Ale do rzeczy.

Advertisement

Opuszczona metropolia, na środku ulicy stoi on: M1 Abrams, i Rick wjeżdża na koniu, cały na biało… wróć, Rick po prostu wjeżdża na koniu. A potem napięcie stopniowo rośnie – Rick spada z konia i ucieka przed trupami pod czołg, gdzie z obydwu stron próbują dopaść go umarlaki – klaustrofobiczny koszmar. Zrezygnowany niemal popełnia samobójstwo, ale ostatnim kątem oka dostrzega otwarty właz i dostaje się do wnętrza stalowego schronu. Tam znajduje trupa (żywego oczywiście), któremu ładuje kulkę w głowę, a że wnętrze czołgu to zbyt mała przestrzeń, aby huk i energia wystrzału rozeszły się po kościach, rozchodzą się po uszach i głowie wstrząśniętego tym faktem Ricka.

Niesamowitego klimatu tej całej sekwencji dopełnia głos niespodziewanie odzywający się z pokładowej radiostacji (Hej, ty w czołgu…) i jedno z najbardziej kozackich ujęć, jakie widziały moje oczy, czyli oddalająca się kamera z lotu ptaka (ciekawe, czy ptak oddał potem kamerę), pokazująca czołg otoczony przez żywe trupy i drugą grupkę zombiaków skupioną na dojadaniu konia. Szkoda, że Walking Dead w kolejnych odcinkach i sezonach nie stał się czymś tak spektakularnym i trzymającym w napięciu, co z pomocą zaledwie jednego czołgu obiecał mi Darabont w finale pierwszego epizodu.

Advertisement

 Producenci Żywych trupów oszukali mnie, jak ten sprzedawca odkurzaczy, co to na prezentacji tak pięknie zbierał brud z dywanów, trzepał je, prał, czesał i utulał do snu, a potem okazało się, że trzeba w tym cholerstwie za każdym razem zmieniać wodę i czyścić zbiornik.

Advertisement

Od chwili obejrzenia "Łowcy androidów” pasjonat kina (uwielbia "Akirę”, "Drive”, "Ucieczkę z Nowego Jorku", "Północ, północny zachód", i niedocenioną "Nienawistną ósemkę”). Wielbiciel Szekspira, Lema i literatury rosyjskiej (Bułhakow, Tołstoj i Dostojewski ponad wszystko). Ukończył studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie na kierunku realizacji filmowo-telewizyjnej. Autor książki "Frankenstein 100 lat w kinie". Założyciel, i w latach 1999 – 2012 redaktor naczelny portalu FILM.ORG.PL. Współpracownik miesięczników CINEMA oraz FILM, publikował w Newsweek Polska, CKM i kwartalniku LŚNIENIE. Od 2016 roku zawodowo zajmuje się fotografią reportażową.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *