Zestawienie
10 najlepszych filmowych SPACE OPER wszech czasów
Od klasyków po współczesne hity: sprawdzamy, które filmowe space opery warto znać, jeśli kosmos kojarzy ci się z przygodą, humorem i wielką stawką.
Dla wielu widzów space opera zaczyna się od Gwiezdnych wojen: kosmicznych bitew, barwnych bohaterów i przygody, w której od decyzji garstki śmiałków zależą losy całych planet. Kino spod tego znaku potrafi jednak równie dobrze rozśmieszyć przesadą, przestraszyć tajemnicą obcej cywilizacji albo postawić bohatera przed przeciwnikiem, z którym ma bardzo osobiste rachunki do wyrównania. W filmowym kosmosie jest miejsce dla zdyscyplinowanych dowódców i bezczelnych awanturników, a także dla zupełnie zwyczajnych ludzi, którzy jeszcze przed chwilą nie mieli pojęcia o istnieniu międzygwiezdnych konfliktów.
Zakazana planeta (Forbidden Planet, 1956)
Dowódca Adams i załoga krążownika C-57D przybywają na Altair IV, żeby ustalić, co stało się z ekspedycją wysłaną tam dwadzieścia lat wcześniej; na miejscu spotykają doktora Morbiusa oraz jego córkę Altairę. Naukowcowi usługuje robot Robby, a przybysze próbują zrozumieć sytuację ludzi odciętych od reszty ludzkości i poznać los ich dawnych towarzyszy. Zamiast zwykłej misji ratunkowej czeka ich spotkanie z tajemnicą, przy której uzbrojony statek i wojskowe przygotowanie nie dają upragnionej przewagi.

Największe wrażenie robi tu połączenie przygodowej swobody z poważnym potraktowaniem ludzkiej psychiki. Fred M. Wilcox nie poprzestaje na pokazaniu obcej planety: za efektownymi obrazami kryje opowieść o zagrożeniu znacznie bliższym człowiekowi, niż sugerowałby kosmiczny adres. Elektroniczna oprawa dźwiękowa podkreśla obcość miejsca, a Robby ma dość charakteru, by nie zginąć wśród dekoracji. Klasyczne sci-fi rzadko tak dobrze godzi przyjemność odkrywania nieznanego z niepokojem o to, co bohaterowie przywieźli ze sobą z Ziemi.
Flash Gordon (1980)
Futbolista Flash Gordon wraz z Dale Arden i doktorem Zarkovem trafia na planetę Mongo, skąd cesarz Ming zagraża Ziemi; sportowe doświadczenie bohatera musi nagle wystarczyć za przygotowanie do kosmicznej wyprawy. W obcym otoczeniu cała trójka zostaje wciągnięta w przygodę, której stawką jest bezpieczeństwo ich rodzinnej planety. Naprzeciw potężnego władcy staje więc człowiek przywykły do rywalizacji na boisku, a nie do walki z kosmicznym tyranem – trudno o bardziej nieprawdopodobnego kandydata na obrońcę ludzkości.

Tutaj przesada jest powodem do zachwytu: Mike Hodges zamienia kosmiczną awanturę w widowisko, które ani przez chwilę nie wstydzi się własnej komiksowości. Nasycone kolory i ostentacyjna sztuczność dekoracji świetnie pasują do humoru, a muzyka Queen oraz Howarda Blake’a dodaje przygodzie rozmachu godnego największych bohaterskich czynów. Film ogląda się najlepiej z gotowością na camp, bez żądania od Mongo prawdopodobieństwa. Estradowy blask herosów i bezczelnie wystawna oprawa czynią z niego jeden z najwdzięczniejszych popisów kosmicznego kiczu.
Star Trek II: Gniew Khana (Star Trek II: The Wrath of Khan, 1982)
Admirał James T. Kirk mierzy się z Khanem, dawnym przeciwnikiem, który odzyskuje możliwość działania i zamierza wykorzystać ją do zemsty; dla napastnika ten konflikt ma bardzo osobisty charakter. W centrum ich starcia znajduje się urządzenie Genesis, przez co rachunki między dwoma ludźmi zagrażają również innym. Kirk jest doświadczonym dowódcą, ale tym razem prócz wroga dokucza mu świadomość upływu czasu: w kosmicznej przygodzie człowieka przywykłego do zwycięstw coraz więcej miejsca zajmują pytania o starzenie się i śmiertelność.

Pojedynek dowódców ma tu wyrazisty, marynistyczny charakter. Nicholas Meyer inspirował się powieściami o Horatiu Hornblowerze i dzięki temu kosmiczne potyczki przypominają starcia okrętów, w których liczą się opanowanie oraz umiejętność przewidzenia ruchu przeciwnika. Równie mocno angażuje jednak Kirk: dojrzały bohater, dla którego odpowiedzialność nie jest już efektownym hasłem. Gniew Khana łączy wyrazistego antagonistę z opowieścią o śmiertelności i daje jeden z najpełniejszych dramatycznie seansów w całej kinowej serii.
Ostatni gwiezdny wojownik (The Last Starfighter, 1984)
Alex Rogan mieszka na osiedlu przyczep i świetnie radzi sobie przy automacie do gry, ale po ustanowieniu rekordu odkrywa, że jego zręczność interesuje kogoś znacznie bardziej niż sąsiadów. Gra okazuje się narzędziem rekrutacji pilotów, a nastolatek dostaje propozycję udziału w prawdziwej kosmicznej wojnie. Chłopak marzący o wyrwaniu się z codzienności odczuwa jednak strach przed walką: umiejętności ćwiczone dla zabawy nagle mają rozstrzygać o czyimś życiu, a po przegranej nie będzie można wrzucić monety i zacząć od początku.

Urok tej przygody bierze się z bardzo prostego marzenia: ktoś dostrzega talent chłopaka, którego codzienność nie zapowiada niczego nadzwyczajnego. Nick Castle opowiada o tym z optymizmem, a obawy Alexa przed wojną nadają bohaterowi ludzkie rysy. Film należy do pionierów szerokiego wykorzystania zintegrowanych efektów komputerowych: cyfrowe statki zastąpiły fizyczne miniatury i miały wyglądać jak część rzeczywistości bohaterów. Najlepiej sprawdza się jako serdeczne kino przygodowe dla każdego, kto choć raz chciał wejść do gry.
Piąty element (Le Cinquième Élément / The Fifth Element, 1997)
Taksówkarz Korben Dallas zostaje wciągnięty w ochronę tajemniczej Leeloo, a jego codzienna praca niespodziewanie ustępuje miejsca zadaniu, od którego zależy bezpieczeństwo Ziemi. Kobieta ma związek ze sposobem powstrzymania kosmicznego zagrożenia, choć dla Korbena jest przede wszystkim kimś, kto potrzebuje jego pomocy. Poszukiwanie ratunku dla planety zamienia się w barwną, pełną ekscentrycznych postaci przygodę: bohaterowie nie mają wiele czasu, ale nawet nadciągająca katastrofa nie odbiera ich perypetiom komediowego rozmachu.

Barwność nie kończy się na dekoracjach: Luc Besson z równym zapałem wymyśla postaci, żarty i kolejne atrakcje swojej przyszłości. Kostiumy Jean-Paula Gaultiera pasują do tego kina idealnie, bo tutaj nawet ubranie może być równie widowiskowe jak kosmiczna technologia. Najprzyjemniej ogląda się jednak Korbena i Leeloo, których relacja daje przygodzie potrzebne emocje. Piąty element zachwyca swobodą wyobraźni: reżyser traktuje ratowanie Ziemi jak okazję do nakręcenia rozbuchanej komedii, a z jej bohaterami trudno się rozstać.
Kosmiczna załoga (Galaxy Quest, 1999)
Aktorzy dawnego serialu sci-fi mają najlepszy zawodowy okres za sobą, gdy zgłaszają się do nich kosmici przekonani, że telewizyjne przygody były dokumentami z prawdziwych wypraw. Przybysze proszą ekranowych bohaterów o ratunek, nieświadomi, że ich domniemani wybawcy jedynie odgrywali role, a ze statkiem kosmicznym mieli do czynienia jako z dekoracją. Dla wykonawców to spotkanie z własnym ekranowym wizerunkiem w najgorszych możliwych okolicznościach: obcy potrzebują umiejętności, których nie da się zastąpić przekonującą grą aktorską.

Najlepsze żarty wynikają z rozdźwięku między ekranowym bohaterstwem a bezradnością ludzi, którzy dotąd tylko je udawali. Dean Parisot celnie pokazuje przy tym fanowską miłość: śmieje się z konwencji i aktorskich przyzwyczajeń, ale nie traktuje przywiązania do serialu jak powodu do wstydu. Dzięki temu komedia ma ciepło, a postaci szybko stają się kimś więcej niż zestawem celnych dowcipów. Kosmiczna załoga bawi także bez znajomości telewizyjnego sci-fi, zaś miłośnikom gatunku daje dodatkową przyjemność rozpoznawania ukochanych dziwactw.
Serenity (2005)
Malcolm Reynolds i załoga statku Serenity ukrywają Simona oraz River Tam, uciekinierów ściganych przez Sojusz; szczególne zainteresowanie władz budzi River, więc udzielenie schronienia rodzeństwu oznacza poważne ryzyko. Jej brat również potrzebuje ochrony, lecz to wokół dziewczyny skupia się pościg, od którego zależy bezpieczeństwo wszystkich na pokładzie. Dla Mala i jego ludzi obecność pasażerów zamienia kosmiczną ucieczkę w próbę lojalności: ceną za pozostawienie rodzeństwa pod opieką załogi jest konflikt z potężnym Sojuszem.

Westernowy temperament świetnie służy tej kosmicznej ucieczce: bohaterowie Jossa Whedona są przekonujący jako ludzie przywykli do życia poza porządkiem narzucanym przez silniejszych. Kontynuacja serialu Firefly przedstawia główny konflikt na tyle jasno, by można było wejść na pokład bez wcześniejszej znajomości załogi. Największą przyjemność dają ostre dialogi i swoboda, z jaką bohaterowie przechodzą od przekomarzania do poważnych decyzji. Wśród kosmicznych przygód Serenity wyróżnia się właśnie tym wiarygodnym, niepokornym towarzystwem.
Star Trek (2009)
Młodzi James T. Kirk i Spock spotykają się w rzeczywistości, której bieg zmieniła podróż w czasie, a załoga Enterprise staje naprzeciw romulańskiego dowódcy Nero. Zanim bohaterowie nauczą się współpracować, rywalizują ze sobą i sprawdzają granice własnych metod działania; ich znajomość zaczyna się od konfliktu, a nie przyjacielskiego porozumienia. Kirk działa impulsywnie, Spock kieruje się logiką, więc na mostku obok zagrożenia z zewnątrz pojawia się pytanie, jak pogodzić dwa tak odmienne sposoby dowodzenia jednym statkiem.

Energia młodej załogi jest tu równie ważna jak widowiskowe starcia. J.J. Abrams nadaje przygodzie szybkie tempo, a w relacji Kirka i Spocka znajduje dość humoru oraz napięcia, by ich współpraca nie wyglądała na coś z góry przesądzonego. Nowi wykonawcy dają postaciom świeżość bez odbierania im czytelnych charakterów, więc przyjemność sprawia samo obserwowanie przyszłych towarzyszy. To świetne wejście do kinowego Star Treka dla widza, który chce najpierw polubić ludzi na mostku, a dopiero później poznawać rozległą historię ich uniwersum.
Strażnicy Galaktyki (Guardians of the Galaxy, 2014)
Peter Quill kradnie tajemniczy glob pożądany przez Ronana i szybko odkrywa, że zdobycz oznacza znacznie większe kłopoty, niż można by oczekiwać po jednym udanym skoku. Okoliczności zmuszają go do współpracy z Gamorą, Draxem, Rocketem oraz Grootem, choć taka grupa nie wygląda na oczywisty wybór do misji wymagającej wzajemnego zaufania. Zamiast zdyscyplinowanej załogi pojawia się banda kosmicznych wyrzutków: każdy ma własne interesy, a Quill dostaje do rozwiązania problem trudniejszy niż sama ucieczka z cennym przedmiotem.

Zawadiacki humor najlepiej działa tu wtedy, gdy bohaterowie próbują udowodnić sobie nawzajem, że nikogo nie potrzebują. James Gunn daje drużynie dość miejsca na kłótnie i wygłupy, ale potrafi też wydobyć emocje z ich stopniowego zbliżenia. Dawne wzorce komiksowej i serialowej przygody sci-fi wykorzystuje z lekkością, bez nabożeństwa wobec własnego widowiska. Strażnicy Galaktyki są znakomitą kosmiczną awanturą, w której równie mocno jak efektowne starcia cieszą drobne sprzeczki – z tak dobranym zespołem chce się spędzać czas.
Diuna: Część druga (Dune: Part Two, 2024)
Paul Atryda łączy siły z Chani i Fremenami na Arrakis, by wystąpić przeciw ludziom odpowiedzialnym za zagładę swojego rodu; osobista zemsta splata się dla niego z walką o znacznie większą stawkę. Jednocześnie mierzy się z przyszłością, którą potrafi przewidywać, więc kolejne decyzje podejmuje ze świadomością możliwych konsekwencji. Uczucie do Chani daje tej wojennej historii osobisty wymiar: Paul jest zarazem młodym człowiekiem szukającym bliskości i bohaterem uwikłanym w konflikt wykraczający daleko poza losy własnej rodziny.

Rozmach Denisa Villeneuve’a najlepiej docenić na dużym ekranie, gdzie można poczuć skalę pustyni i wojennych starć. Reżyser prowadzi widowisko z pewnością, która pozwala uwierzyć w potęgę walczących stron, a przy tym nadaje drodze Paula ciężar odpowiedni dla bohatera świadomego nadchodzących wydarzeń. Obrazy imponują wielkością, ale równie ważna jest powaga, z jaką film traktuje cenę władzy. Najmocniej działa połączenie bitewnego rozmachu z niepokojem o Paula – monumentalne sci-fi z bohaterem, którego wybory naprawdę obchodzą.

