Recenzje
FIREFLY i SERENITY. Science fiction, które podbiło serca widzów
Niemalże podręcznikowy przykład, jak osadzać w kosmosie typowe dla westernu motywy.
Autorem tekstu jest Piotr Żymełka.
Połączenie fantastyki z westernem wydaje się bardzo dobrym pomysłem. Wprawdzie w przypadku Kowbojów i obcych zadziałało co najwyżej średnio, ale już Gwiezdne wojny (a szczególnie część pierwsza, to znaczy czwarta, z 1977 roku lub znacznie świeższy The Mandalorian) pokazały, że może się to rewelacyjnie sprawdzić. Nieco później, na początku XXI wieku po melanż taki sięgnął Joss Whedon, opromieniony sławą po sukcesie Buffy: Postrach wampirów. Stworzył serial, stanowiący niemalże podręcznikowy przykład, jak osadzać w kosmosie typowe dla westernu motywy. Firefly, który zadebiutował w 2002 roku, podbił serca widzów i dziś uznaje się go za jedną z najlepszych telewizyjnych produkcji. A w momencie premiery został przedwcześnie skasowany…
Firefly opowiada o przygodach kilku barwnych postaci, na czele których stoi charyzmatyczny kapitan Malcolm Reynolds (wyśmienity, posiadający urok młodego Hana Solo, Nathan Fillion), były żołnierz, obecnie wyrzutek stojący w opozycji do rządzącego w galaktyce Sojuszu. Oprócz niego, w skład załogi wchodzą: lekarz i jego siostra, którzy ukrywają się przed władzami, pastor, pilot, kobieta mechanik, kurtyzana i zabijaka. Wszyscy doskonale się uzupełniają i choć często wybuchają między nimi konflikty, tworzą zgraną i cholernie sympatyczną drużynę. Latają po galaktyce na pokładzie statku Serenity, imając się różnych zajęć, lepiej lub gorzej płatnych i unikając wojsk Sojuszu.
To właśnie interakcje między postaciami oraz pełne nienachalnego humoru (i chińskich przekleństw!) dialogi są największą siłą produkcji. Oraz świetny, lekko nostalgiczny, skąpany w westernowym sosie klimat, któremu stosunkowo niski budżet tylko pomógł. Złożona z outsiderów załoga często działa na granicy prawa, przemyca nielegalne towary, ale to w gruncie rzeczy łotry o złotych sercach, czyli tacy herosi, jakich lubimy najbardziej. Całość nieco przypomina Gwiezdne wojny, gdyby skupić się na środowisku przemytników, łowców głów oraz zawadiaków zwiedzających podłe speluny na równie podłych planetach.
Poszczególne odcinki mają zróżnicowane fabuły z kilkoma wątkami rozciągniętymi na cały sezon. W jednym Mal i ekipa napadają na pociąg, w innym muszą ukraść antyczną broń, w jeszcze innym napotykają dryfujący w przestrzeni statek pełen martwych członków załogi.
Wszystko w Firefly zagrało, całość ogląda się świetnie, można się błyskawicznie zżyć z bohaterami. Niestety (a może stety, bo twórcy nie rozmienili się na drobne), na przeszkodzie stanęła wytwórnia (Fox), która nie dość, że emitowała serial późno w nocy, to jeszcze w niewłaściwej kolejności. Oglądalność była tak niska, że nie puszczono nawet wszystkich odcinków! Czego jednak nie osiągnięto w momencie premiery, to później wróciło z nawiązką podczas powtórek oraz sprzedaży DVD i Blu-ray.
W końcu serial zrobił furorę i zachwyceni widzowie domagali się dalszego ciągu. Ten powstał w 2005 roku… w formie filmu zatytułowanego Serenity. Wszystkie wątki, które normalnie zajęłyby cały sezon (czyli naście odcinków) skompresowano do dwugodzinnego metrażu. To niestety czuć, fabuła sprawia momentami wrażenie przyspieszonej. Widać też większy budżet, jednak uleciał gdzieś odrobinę ten kameralny, westernowy klimat zastąpiony motywami bardziej charakterystycznymi dla science-fiction. Nie uleciały natomiast fantastyczne dialogi i wciąż obecna między postaciami chemia (do filmu powrócili wszyscy odtwórcy głównych ról).
Generalnie Serenity stanowi dobre zwieńczenie większości wątków i sprawdza się jako epilog, mimo pozostawienia uczucia pewnego niedosytu. Od czasu do czasu przebąkuje się o kontynuacjach, a obecnie nawet coś tam słychać o reboocie. Nic jednak oficjalnie nie potwierdzono. Póki co, fanom pozostają komiksy, które ukazywały się pod szyldem wydawnictwa Dark Horse, a obecnie serię kontynuuje BOOM! Comics.
Wszystkim, którzy nie mieli jeszcze styczności z perypetiami Mala i jego ekipy polecam zapoznać się z tym cudownym serialem, wsiąknąć w jego klimat, poczuć tę westernową atmosferę i zżyć się z załogą Serenity. A jeśli ktoś już ją zna, to może warto sobie przypomnieć, dlaczego to jedna z najbardziej cenionych produkcji małego ekranu?
