Recenzje

DZIENNIK MASZYNISTY. Kolejarski świat w krzywym zwierciadle

Miloš Radović zabiera nas do lekko odrealnionego świata, gdzie specyficzną społeczność kolejarską trapią zaskakująco życiowe rozterki.

Autor: Damian Halik
opublikowano

Jeśli już w zwiastunie widzimy, jak Ilija – główny bohater, maszynista z rekordową liczbą osób zabitych na torach – wylicza swoje ofiary (28), powiększając ten wynik o dorobek ojca (razem 53) oraz dziadka (łącznie 66), nietrudno jest się domyślić, że ma on syna, który zapewne pójdzie w jego ślady. I tak też się dzieje, ale wcześniej Sima otrzymuje niezłą szkołę życia. Dziennik maszynisty to wbrew pozorom bardzo zabawna historia o hermetycznej grupie serbskich kolejarzy, która wcale nie jest kierowana do miłośników pociągów.

Nie wiem, czy serbska kolej ma wśród podróżnych równie ugruntowaną opinię, co nasze rodzime PKP, ale wspólne słowiańskie korzenie zobowiązują, a przeszło półtoraroczne opóźnienie, z jakim Dziennik maszynisty dotarł do polskich kin*, zdaje się sugerować, że na torach południowo-wschodniej Europy jest nawet ciekawiej.

Historia rozgrywająca się gdzieś na peryferiach bałkańskiego życia – spokojnie można w tej sytuacji podmienić Serbię na którąkolwiek z byłych jugosłowiańskich republik – teoretycznie mało kogo powinna obchodzić, ale Dziennik maszynisty nie był kręcony z myślą o przyciąganiu tłumów do multipleksów. Pociągi to niszowe hobby, o czym wspominałem w tekście z cyklu Z kadru w kadr o czeskim Aloisie Nebelu, a skromne życie związanych z tą branżą osób, które pomieszkują w przerobionych na domy wagonach, zdaje się materiałem bardziej na dokument niż komedię. Miloš Radović postanowił jednak zabawić się konwencją – nikt tu nie narzeka, ba, bohaterowie czują się w swej niewielkiej grupie dość komfortowo. Są niemal jak rodzina, a warunki, w jakich żyją, stanowią jedynie tło dla ciekawych splotów wydarzeń. W tym miejscu do akcji wkracza spora doza humoru sytuacyjnego.

Dziennik maszynisty był w 2017 roku serbskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny.

Wśród wszystkich bohaterów najmocniej zarysowują się oczywiście Sima – średnio rozgarnięty młokos, który właściwie dojrzewa na naszych oczach – oraz Ilija – grany przez Lazara Ristovskiego maszynista, człowiek z jednej strony cyniczny, doświadczony przez życie, z drugiej zaś w sposób bardzo zdystansowany ukazujący troskę o chłopaka, którego przed laty przygarnął pod swój dach. Jeśli kojarzycie jego twarz, to z pewnością dlatego, że Ristovski swego czasu miał okazję odwiedzić Casino Royale, gdzie uczestniczył w rozgrywce między Jamesem Bondem a Le Chiffre’em. Inni aktorzy brylowali natomiast przede wszystkim w rodzimych produkcjach, jak choćby nagradzanych podczas Międzynarodowych Festiwali Filmowych w Berlinie Grbavicy (Mirjana Karanović), Paradzie (Mladen Nelević) czy Kręgach (Jasna Đuričić) – pierwsza z pań to także etatowa aktorka Emira Kusturicy, którą możecie kojarzyć z nagradzanych w Cannes tytułów: Ojciec w podróży służbowej, Underground (wraz z Ristovskim) oraz Życie jest cudem.

Gra głównej ekipy oczywiście podnosi jakość serbsko-chorwackiej koprodukcji, jednak największym atutem tego filmu jest jego komediowy bagaż. Historia na wskroś obyczajowa, momentami ocierająca się o dramat – nie zapominajmy, że Ilija zabił w swej karierze niemal trzydzieści osób! – potrafi rozbawić w najmniej oczekiwanym momencie. Dzięki temu Dziennik maszynisty spokojnie można by uznać za jedną z odsłon serii W krzywym zwierciadle. Radović bardzo rozsądnie operuje przy tym humorem sytuacyjnym, nie szczędząc nam obśmiewania zachodnich motywów, jak niekonwencjonalne ukazanie rozmowy z psychologiem czy parodiująca filmy sportowe sekwencja szkolenia Simy.

Dziennik maszynisty to gratka przede wszystkim dla osób, którym do dobrej zabawy nie są potrzebne znane twarze, wysoki budżet czy efekty specjalne próbujące zatuszować scenariuszowe lenistwo, objawiające się niezbyt odkrywczym maglowaniem utartych schematów. Film Miloša Radovicia odwiedził wiele festiwali kina niezależnego, zdobywając przy tym kilkanaście nagród. W zeszłym roku był też serbskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny – na nominację nie miał najmniejszych szans, ale zapewne między innymi dzięki temu jego dystrybucja wyszła poza kraje byłej Jugosławii. Nieoczywisty humor, który wywołuje uśmiech, nawet gdy mowa o poważnych sprawach, to jeden z największych atutów tej produkcji – nie spodziewajcie się jednak fajerwerków.

*Dziennik maszynisty obejrzeć można wyłącznie w kinach studyjnych

Ostatnio dodane