Bejbi Blues - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Bejbi Blues

Film młodej reżyserki jest o czymś, zdecydowanie stara nam się opowiedzieć pewną historię i pomachać paluszkiem bez uciekania się w postmodernistyczny bełkot, bo wykorzystuje klasyczne triki - przerysowanie, stylizację i tempo.




Zakaz jechania bez gumki!




Jakub Koisz
08.01.2013


Jest moda na ray-bany, rurkowe portki z H&M, filmy Almodovara, deskorolkę i uroczego dzieciaka. Tak, dzieciak może być modny, szczególnie wśród wychowanych na „Sims 3” panieneczek, które ledwo co się dowiedziały, co to jest fellatio, a już połykają wszystko. Łącznie z bezrefleksyjnymi modami.

Kiedy duża matka nastoletniej matki, która jest matką, bo matką jest być modnie i miło, wyjeżdża i zostawia dom pod opiekę córy, widz nie wie, której matce odbiło bardziej – matce-prawdziwej-matce czy matce-mini. Obie wszak nie wiedzą, co czynią. Nie można zostawiać dziecka pod opieką innego dziecka, a życiowy partner siedemnastoletniej Natalci to bynajmniej nie ojcowski role model. Patafian przypomina raczej skrzyżowanie Justina Biebera ze skatem, od którego kupisz kilka gietek jaranka, ale niekoniecznie pozwolisz przebywać z niemowlakiem. Nic dziwnego, że ten świat niczym z bajki się kruszy, kurczy i dusić zaczyna naszych nieszczęśników. Może być za późno, gdy do nastolatków dotrze prawda – to małe coś w zasranych pieluchach, śpiące w pokoju obok, gdy oni jarają zielsko i grają na eksboksie, to istota żywa, a nie elektroniczne tamagochi.

Temacik dobry, taki na fali, bo wiecie – mama Madzi, cool hipsterstwo, „Galerianki” tej samej reżyserki, Katarzyny Rosłaniec, które nie zdążyły ostygnąć… Niby dobra formuła, pomieszać to nieco z pstrokatymi kolorami, dołożyć jakiegoś Gusa Van Santa, skoczną muzę i mamy smaczną kanapkę z subwaya. Bo film Rosłaniec taki jest – wchodzi dobrze, bez popity, przez większość seansu nie nuży, a jak zaczyna, to z powodu teledyskowych scen. Czasami tak pociachanych, że można się pomylić, myśląc, że to jakiś „Zakochany Paryż” czy inne nowelstwo, a zaraz wskoczy segment z odrębną historyjką, innymi bohaterami. Tak się jednak nie dzieje. Przez cały seans obserwujemy Natalcię, Kubę skejtera oraz kolorową paczkę, w której mamy takie indywidua, jak na przykład nastolatek myślący, że „jest bogiem”. Barbara Białowąs i cytat w cytacie w słowie o słowie, normalnie.

No dobra, znęcam się trochę, a film młodej reżyserki jest o czymś, zdecydowanie stara nam się opowiedzieć pewną historię i pomachać paluszkiem bez uciekania się w postmodernistyczny bełkot, bo wykorzystuje klasyczne triki – przerysowanie, stylizację i tempo. I tutaj mi coś nie grało, nie mogłem wczuć się w położenie młodych bohaterów, bo język filmu dla mnie za szybki, sepleniący. Znamy takich gówniarzy. Opowieść jest nam znajoma z ulicy, z bloku, zapewne wyzuta z tego całego trendy stylu, czyli bohaterek obracających się w świecie modnych butików oraz nastolatków, którym nigdy nie brakuje kasy. Ja znam inne historie: on ją zapłodnił, ona rzuciła liceum, mieszkali ze starymi, a potem jedno z nich poleciało do Anglii na zmywak. Ale rozumiem, że są i tacy, którzy dostali mieszkanie i kieszonkowe. Tyyyyyle wygrać! Mimo to trudno się wczuć w to co na ekranie. Za mało tutaj podskórnego cierpienia, a za dużo współczesnego MTV, które nie mówi ani nie śpiewa, ale wykrzykuje. Może tak trzeba. Bo dzisiaj inaczej już nie można czy coś.

Aktorsko jest nieźle, młodzież szarżuje, choć najlepiej radzi sobie Magda Berus w roli Natalii. Dziewczyna zdaje się dobrze czuć przed kamerą, widać, że przejrzała polskie kino ostatnich lat i załapała, z jaką dawką energii powinno grać się tego typu postacie. Nikodem Rozbicki w roli Kuby jest zwyczajny, wisi nam w sumie, czy się chłopak ogarnie czy nie, a tak być nie powinno.

Jadę po tym filmie, jadę, dwoję się i troję, aby przygwoździć, pojęczeć, że polskie filmy są w kit, ale mimo wszystko rozumiem potrzebę kręcenia takiego kina. Może jakiś dzieciak ogarnie się, zanim postanowi jechać na panience bez gumki. Przemyśli sprawę, wróci do domu, do mamusi, zagra w jakąś grę i odczeka przynajmniej 5 lat, zanim postanowi podać dalej swoje wadliwe geny lenia. Może, bo mimo wszystko „Baby Blues” nie angażuje. A powinien.

Jakub Koisz

Jakub Koisz

Skończył polonistykę i kulturoznawstwo. Pisze więc, a to o komiksach, a to o filmach i książkach, uczy mówienia, uczy pisania... Mógłby całymi dniami biegać za piłką lub opowiadać przyjaciołom o filmach, które go ostatnio podjarały. Zapewne choć raz w życiu polecił Ci "Big Lebowskiego", komedie Franka Capry lub "Avengers". Jeśli byłaś kobietą i uznał, że sympatyczną, bredził Ci o "Przed wschodem słońca". Jeśli Cię nie polubił, kazał Ci obejrzeć "Salę samobójców" lub "Efekt motyla". Lubi boks i kino bokserskie.
Jakub Koisz






  • piotr

    „Może tak trzeba. Bo dzisiaj inaczej już nie można czy coś.”

    Autor tekstu za bardzo sobie wziął to do serca, sądząc po bełkotliwej manierze uniemożliwiającej przeczytanie recenzji…

    Ja się pytam, gdzie była redakcja?

    • Adam Nguyen

      To taki inside joke. Wygoglaj sobie „Barbara Białowąs Michał Walkiewicz”

  • Przemysław

    Recenzja zbyt bełkotliwa, żeby doczytać ją do końca.

  • Karolina

    A mnie się podoba, bardzo fajnie i zabawnie napisane i widać, do czego uderza ten styl. Błędów większych nie zanotowano, bo stylizacja humorystyczna, ale jest jeden bubel: „jak na przykład nastolatek myślącego” powinno być „nastolatka”. Pozdrawiam.

  • rar

    A mnie się właśnie styl pisania podoba. Dopasowany do filmu – aż wyczułem jego klimat przez przeczytanie tego tekstu. Samego filmu nie zamierzam oglądać, głównie z powodów wymienionych w samej recenzji – nie dla mnie takie kino. Tylko trochę szkoda, że tyle ludzi na niego poszło (prawie 130 tysięcy przez 3 dni wyświetlania) – nie wiem, czy poszli Ci, którzy mogliby sami być bohaterami tego obrazu, czy też tacy, co tam coś w głowie mają i wyszli z jakąś refleksją z niego. Obawiam się, że to pierwsze ;)

  • Martyna

    mi podoba się bardzo piosenka z filmu bejbi blues

    laleczka z saskiej porcelany remix

  • Michal

    Recenzja napisana na pełnym luzie, mnie się podoba. Rzeczywiście wygląda to trochę na próbę podpięcia się pod styl Van Santa. Z ciekawości zobaczę, ale raczej nie w kinie (już przy okazji Galerianek utopiłem kasę w bilet).

  • Mefisto

    Świetna recka, zdecydowanie. Nie rozumiem tej krytyki w komentarzach.

  • Protorobot

    Parsknąłem kilka razy, czytając ten tekst i energia aż się z niego wylewa. brawo

  • kadr

    Świetna recenzja. Małe arcydzieło powiedziałbym. Tak trzymaj, Kuba.

  • kresus

    Nie belkot ale zgrywa! Więcej takich recenzji przy polskim kinie

  • ąkły

    Jeszcze jak by w naszym kraju taki problem istniał to może by do mnie trafił ten film lecz nie istnieje , pani reżyser sobie gdzieś to wyczytała w jakiej kolorowej jak ten film gazetce.

  • Jedyny „Baby Blues” który jest warty obejrzenia to; http://horror.com.pl/filmy/recka.php?id=1845 :)

  • Nox

    Rozumiem, że styl recenzji miał być prześmiewczo młodzieżowy, ale autorowi trochę brak w tym wyczucia. Szczególnie na początku, gdzie w jednym akapicie występują słowa „wszak” i „jaranko”. A pierwsze zdanie to prawdziwie bełkotliwy potworek zrodzony z chęci popisania się wirtuozerią słowną.

  • Scarlet Pumpernickel

    Obejrzałem trailer i mam dosyć – już nawet ten zalew taniej pozerki wybacze, w koncu taka moda. Wyglada to na trailer serialu raczej. Do tego zarżneli moja pierwsza poscielówke – przedszkole, wiosna 91′ Karolina i ja :)

  • Push Spice

    Kilkadziesiąt zdań, a ja już czuję, jakbym film widziała. I sprawdza się to z moją wizją. Dziękuję, autorze.

  • Karygodny błąd, panie krytyk – to nie jest film Katarzyny Rosłaniec, a Kasi (!) Rosłaniec. Ja rozumiem, że pan jest taki postmodernistyczny no bo teraz to już się nie da inaczej, ale jakieś zasady obowiązują. Także słowa, słowa, słowa. Schopenhauer by się wstydził czytając ten tekst.

  • oburzona

    Sam film mi się podoba i uważam, że dotyka ważnych tematów dotyczących współczesnej młodzieży. Nie rozumiem tylko tej głupawki, która ogarnęła recenzentów. Wielu zachowuje się jak bohaterowie filmu i używa ich języka. Co to za parcie, żeby być cool? To nie jest fajne, a wręcz odwrotnie, co pasuje nastolatkowi, nie pasuje dorosłemu, który chce uchodzić za poważnego recenzenta.

  • Cukierek

    A mi film się podobał. Nie pamiętam ostatnio gdzie w filmie zastosowano przerysowanie. jest w tym filmie „coś”.

  • eneia

    ludzie, nie czujecie ze recenzja celowo dopasowana do stylu filmu? jak dla mnie bomba a film kiepski

  • Pulki

    Film super. Smutny, ale dający do myślenia. Teraz czekam na soundtrack;))))

  • Pingback: Klip (2012) - recenzja | Film.org.pl()

  • karolina

    a gdzie obejrzeć ?

  • Ka-ta-rzy-na

    Nie wiem w sumie kim jesteś, trafiłam na tą stronę przypakiem. Bawi mnie, że w Polsce – dobrym kraju miłych ludzi, gdzie tylko z lekka powiewa zachodnią zgnilizną moralną wychodzą takie filmy jak „Baby Blues.” Zupełnie tak jakbyśmy chcieli pokazać się z najgorszej z możliwych stron. Mieszkam w Anglii od 7 lat, powiem ci że tutaj taki film nikogo by nawet nie skłonił do refleksji – to życie codziennie. Jednak gdy Anglicy tworzą filmy są to jakieś „Jamsy Bondy” albo dokumenty o pięknym krajobrazie Szkocji. Polacy, weźcie się za siebie, do czego dążycie? Czemu służy usilne ukazowanie chłamu? Tutaj gdzie ten chłam jest i kwitnie stara się go raczej maskować.

  • Pingback: Kto wygra mecz? O festiwalu filmowym w Gdyni | Film.org.pl()

  • Gochaqueen <3

    Tragiczna recenzja..

  • Aśka

    obejrzałam i czuję się zniesmaczona. Recenzja, nie w takim języku mnie wychowano, bym zachwyciła się taką recenzją….






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

SEQUELE GUYVER

Następny tekst

Hobbit: Niezwykła podróż



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE