Connect with us

Recenzje

UPIORNE OPOWIEŚCI PO ZMROKU. Rozbudzić u młodzieży apetyt na horror

UPIORNE OPOWIEŚCI PO ZMROKU to film, który wciąga młodzież w mroczny świat legend miejskich i strasznych opowieści, budząc fascynację horrorem.

Published

on

UPIORNE OPOWIEŚCI PO ZMROKU. Rozbudzić u młodzieży apetyt na horror

Jak rozpoczęła się wasza przygoda z horrorem? Czytaliście za młodu straszne opowieści? Oglądaliście nieco kiczowate, ale klimatyczne filmy grozy? Czy może gęsią skórkę na waszych grzbietach powodowały upiorne historyjki opowiadane przez starszych kumpli przy ognisku?

Advertisement

W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia młodzi Amerykanie zakochiwali się w horrorze za sprawą – zakorzenionych w legendach miejskich – przypowiastek Alvina Schwartza, które to zebrał w trzech niezwykle popularnych książkowych seriach pod tytułem „Upiorne opowieści po zmroku”. Na wyobraźnię młodzieży działały ponadto zawarte w owej trylogii ilustracje Stephena Gammella. Początkowo książki Schwartza nie spotkały się jednak z entuzjastycznym przyjęciem. Problemem okazały się podejrzenia dorosłych, jakoby makabryczna tematyka zbioru mogła zniszczyć dziecięcą psychikę i niewinność.

Wkrótce okazało się jednak, że strach, który wzbudzały „Upiorne opowieści…”, jest dla młodzieży całkiem zdrowy i pożyteczny, ponieważ nie powoduje traum, a przecież dopiero te potrafią zrujnować psychikę młodego człowieka. Adaptacja opowiadań Schwartza autorstwa André Øvredala próbuje być dokładnie tym samym, co pierwowzór. Film Norwega to bowiem horror przeznaczony dla nastolatków, co zresztą widać po tzw. ratingu (PG-13).

Advertisement

W sennym i na pozór spokojnym miasteczku Mill Valley w Pensylwanii trwają przygotowania do Halloween. Jest 1968 rok, bardzo ważny w historii Stanów Zjednoczonych. Na ścianach i słupach wiszą plakaty z twarzami kandydatów na prezydenta USA. Kampania wyborcza odbywa się w cieniu wojny wietnamskiej, o której nie da się zapomnieć ze względu na obowiązkowe pobory młodych obywateli miasteczka. Trójki głównych bohaterów te problemy jednak jeszcze nie dotyczą. Zanim wejdą w dorosłość, jeszcze raz przywdzieją dziwaczne, trochę straszne stroje, tylko że zamiast szwendać się od domu do domu w poszukiwaniu słodyczy, zrobią psikusa pewnemu szkolnemu łobuzowi.

Brawurowy wybryk sprowadzi na bohaterów gniew oprycha i spowoduje ich szaloną ucieczkę, podczas której Stella (świetna Zoe Colletti), Auggie (Gabriel Rush) i Chuck (Austin Zajur) poznają Ramona (Michael Garza) oraz trafią do opuszczonego domu, gdzie otworzą nawiedzoną książkę, będącą źródłem upiornych opowieści, czego skutki boleśnie odczują na własnej skórze.

Advertisement

Opowieści Schwartza nie mają zatem w obrazie Øvredala antologicznego charakteru, lecz zostały całkiem zgrabnie wplątane przez scenarzystów (Kevin i Dan Hageman oraz Guillermo del Toro) w oś fabularną. Niestety nie wszystkie upiorne historyjki straszą tak samo skutecznie, dlatego też częstym zarzutem wobec filmu twórcy Autopsji Jane Doe (2016) jest jego nierówność. Pretensję tę złożyłbym jednak na karb słabości adaptacji niektórych literackich opowiastek.

Marność scenariusza ujawnia się również na niedostatecznym rozwoju głównych postaci. Problem ten widoczny jest najbardziej w przypadku Stelli, która stanowi serce i rozum grupy przyjaciół. Dziewczyna ukrywa przed widzem niewyjaśnioną traumę i niedane jest nam dostatecznie wniknąć w jej rozterki. Chociaż może jeszcze przyjdzie na to czas, ponieważ zakończenie filmu sugeruje jego kontynuację. Ponadto zestaw kilkorga młodych, będących u progu dorosłości osób, które wiąże tajemnica lub jakieś wydarzenie, automatycznie przywodzi na myśl takie produkcje, jak Stranger Things lub To. Jeśli zatem Upiorne opowieści o zmroku starały się wpisać w ten przynoszący niezwykłą popularność schemat, to niestety w towarzystwie Nastki i reszty, czy też bandy z Derry, ekipa z Mill Valley wypadła dość blado.

Advertisement

Najmocniejszym ogniwem wśród twórców Upiornych opowieści… jest ich norweski reżyser. Wraz z operatorem często w sposób interesujący używa ciemności, aby opowiedzieć historię przyjaciół z Mill Valley. Dodatkowo korzysta z ekstremalnych zbliżeń i najazdów, które przypominają sposób ciekawskiego i intensywnego patrzenia na świat oczami dziecka. Stwarza również imponujące wizualnie sekwencje ucieczek przed stworami, wciągające i przerażające niczym treści niektórych opowiastek. Styl Øvredala udowadnia, że horror nie potrzebuje krwi, żeby straszyć, bo tym, co przeraża najbardziej, są przemyślane rozwiązania i koncepcje.

A te zaczerpnięte zostały przede wszystkim z ilustracji wspomnianego wyżej Gammella. Niesamowite wrażenie robią więc: najpopularniejszy Harold (strach na wróble), a także Pale Lady (gruba, blada dama), czy też Jangly Man (chrupiący mężczyzna).

Advertisement

Istnieje jednak jeszcze jeden poziom, na którym Upiorne opowieści po zmroku tracą na jakości, której dostarcza gotycki styl norweskiego twórcy. Chodzi o osadzenie historii w kontekście społeczno-politycznym. Myślę, że w głównej mierze odpowiedzialny jest za to Guillermo del Toro (poza współscenarzystą, także producent), który w większości swoich filmów znajduje okazję do krytyki prawicowych rządów. Zaakcentowane zaangażowanie polityczne, choć miało pewnie wybrzmieć głośno i ambitnie jako kontestacja rządów Trumpa, w rezultacie szkodzi Upiornym opowieściom…, bo stanowi jedynie coś w rodzaju niechlujnego włożenia kija w mrowisko i odwraca uwagę od w większości sprawnie zrealizowanych scen grozy.

Żeby docenić Upiorne opowieści po zmroku warto cofnąć się zatem do lat dzieciństwa, tych na dosłownie chwilę przed wejściem w dorosłość, a także wyzbyć się na prawie dwie godziny swoich przekonań i ideologii. Øvredal sprawdza się bowiem doskonale jako człowiek, który potrafi rozbudzić w młodym widzu apetyt na horror. Taki smaczny, stylowy i artystyczny, który nie boi się korzystania z klisz, ale wie, w jaki sposób je efektownie zaprezentować w celu zbudowania napięcia i wywołania gęsiej skórki. Drogie dzieci! Jestem przekonany, że krocząc śladami norweskiego twórcy, jeszcze nie raz polubicie się bać. Z kolei Øvredalowi życzę powrotu do kraju swego pochodzenia, gdzie zapewne otrzymałby więcej swobody twórczej i gdzie jego talent mógłby w pełni wybrzmieć.

Advertisement

Od P do R do Z do E do M do O. Przemo, przyjaciele! Pasjonat kina wszelkiego gatunku i typu. Miłośnik jego rozgryzania i dekodowania. Ceni sobie w kinie prawdę oraz szczerość intencji jego twórców. Uwielbia zostać przez film emocjonalnie skopany, sponiewierany, ale też uszczęśliwiony i rozbawiony. Łowca filmowych ciekawostek, nawiązań i powiązań. Fan twórczości PTA, von Triera, Kieślowskiego, Lantimosa i Villeneuve'a. Najbardziej lubi rozmawiać o kinie przy piwku, a piwko musi być zimne i gęste, jak wiecie co.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *