Recenzje
PROUD. Będzie o nim głośno!
Gdy dwadzieścia lat temu oglądałam amerykański serial zatytułowany Queer as Folk, miałam wrażenie, że w Polsce nigdy taki nie powstanie. I w końcu mamy Proud.
Pamiętam, że gdy dwadzieścia lat temu oglądałam amerykański serial Showtime zatytułowany Queer as Folk, miałam wrażenie, że w Polsce nigdy taki nie powstanie. Odważnie queerowy z całą paletą wątków społecznych wymagających omówienia i niezamiatania ich pod dywan. I w końcu mamy Proud. Nowość HBO, o której na pewno będzie głośno.
Queer as Folk opowiadał o paczce przyjaciół z Pittsburga, którzy byli gejami i to wspólne doświadczenie było tematem ich rozmów, ale niejedynym. Poza tym razem się cieszyli, smucili, osiągali sukcesy i ponosili porażki. A tytuł mówiący o tym, że dziwny jak człowiek idealnie podkreślał, że przecież wszyscy jesteśmy tacy sami, tak samo dziwni, bo jesteśmy ludźmi. Dwadzieścia sześć lat po premierze Queer as Folk, mamy w końcu Proud.

Serial od pierwszych sekund wrzuca nas w imprezowe życie Filipa (Ignacy Liss), młodego geja w wielkim mieście, a ten bawi się i pracuje będąc pod wpływem rozmaitych używek. Dzień myli się mu z nocą, bo jego życie to pasmo intensywnych doznań. Jak pracuje to godzinami, jak imprezuje, to bez limitu. Wydaje się, że bohater funkcjonuje poza rzeczywistością. Gdy siostra, u której pomieszkuje, próbuje narzucić jakieś zasady, chłopak nie rozumie, o co jej właściwie chodzi. Dziwi się, że można robić aferę o niewyniesione śmieci, niewyprasowane ubrania i pokój pełen młodych mężczyzn.
Postanawia, że poszuka własnego lokum. Podróżujemy z bohaterem po różnych zakamarkach Warszawy; garażach, parkingach gdzie załatwia różne sprawy i sprawki, gonimy przez zakorkowane miasto na kolejny występ telewizyjny w roli modela. Filip ciągle się spóźnia, w ostatniej chwili wpada na makijaż i przymiarki. Makijażystka Kiki (Maria Sobocińska) i równocześnie przyjaciółka Filipa, musi stanąć na głowie, żeby zrobić z niego człowieka nadającego się do pokazania przed kamerą. Ten pęd bohatera będzie musiał się nagle skończyć.

Między jedną a drugą imprezą, dzwoni telefon. Dostaje ważną wiadomość, która zmieni jego życie. Chcąc nie chcąc rozpoczyna nowy rozdział. Inny, dziwny, obcy. Wszystkiego uczy się na nowo. W oswojeniu sytuacji pomagają mu przyjaciele. Wspominana już Kiki; urodziła córkę będąc nastolatką. Teraz chce odzyskać swoją utraconą przez macierzyństwo młodość. Szuka miłości i wierzy, że znajdzie kogoś na zawsze. Poza Kiki, jest jeszcze Olek (Kamil Studnicki). Chłopak liczy, że z Filipem połączy go coś więcej, a poza tym pracują razem. Olek ratuje go z kolejnych opresji.
Sytuacje, w których oglądamy Filipa, jego reakcje na rzeczywistość, to jak się cieszy, albo smuci, pokazują że postaci zostały napisane przez Karola Klementewicza i Monikę Pęcikiewicz z wielką dbałością o detal. Nie mamy do czynienia z typem, czy karykaturą bohatera, jakąś wyidealizowaną wersją postaci nieheteronormatywnej.

A przecież, jeszcze kilkanaście lat temu, jeśli w polskim serialu pojawiał się gej, to był funkcyjny, albo jako przyjaciel głównej bohaterki i pozbawiony przy tym własnej historii, życia, relacji, albo jako postać wyprana z seksualności. Skoro gej się pojawił, to musiał zasłużyć na tę widoczność i napracować się jako dobry sąsiad, zawsze mówił dzień dobry, albo przyjeżdżał o trzeciej w nocy i odbierał z imprezy, gdy wszyscy już spali.
Filip bywa irytujący, nieporadny, czasem egoistyczny. Czyli dziwny jak człowiek. Jest w nim sporo emocjonalnej prawdy i mam nadzieję, że serial trafi do szerokiej widowni, która spojrzy na mniejszości seksualne z ciekawością i otwartością zamiast się ich bać. Żyjemy w 2026 roku i wiele się zmieniło na przestrzeni dwóch ostatnich dekad zarówno w telewizji, jak i społeczeństwie. Fajnie byłoby móc rozmawiać o tym, co ludziom się przydarza, a nie dzielić na lepszych i gorszych.

Cały czas mam w głowie Queer as Folk, serial w którym omówione zostały wszystkie problemy społeczne, w Polsce wciąż nierozwiązane. Bohaterowie zderzają się z kwestią zawierania związków małżeńskich, adopcji dzieci i ujawniania szczegółów życia prywatnego w pracy. Właśnie teraz sądy w Polsce zaczynają rejestrować małżeństwa osób tej samej płci zawarte za granicami kraju. To wciąż mało, ale jestem przekonana, że w 2006 nie śniło się to filozofom. Niezły timing ma więc serial HBO i sam Klementewicz.
Współautor scenariusza (wraz z Moniką Pęcikiewicz) i reżyser rozpoczyna ciekawą dyskusję o naszej współczesności i życiu w Polsce, zderzeniu z instytucjami i papierologią gdy nie pasujesz do opisu w tabelce. Dobrze, że możemy to oglądać i o tym rozmawiać. Do czego wszystkich zachęcam!

Serial wygrał konkurs festiwalu Series Mania we Francji. Czy w Polsce odniesie podobny sukces? Premiera serialu „Proud” odbędzie się 12 czerwca w ofercie HBO.

