search
REKLAMA
Recenzje filmów, publicystyka filmowa polska, nowości kinowe

Past Life (CAMERIMAGE 2016)

Jacek Lubiński

24 listopada 2016

REKLAMA

past_life1

Od czasów II wojny światowej stosunki polsko-żydowskie są, delikatnie rzecz ujmując, kruche. Niemiecka zawierucha, która nawiedziła Europę w pierwszej połowie XX wieku, pozwoliła wypłynąć na wierzch całej żółci obu narodów, skutkując często wyjątkowo nieludzkimi wydarzeniami, godnymi niekiedy zachodnich oprawców. A ponieważ kino jest idealnym wentylem i gąbką dla emocji z tym związanych, toteż nic dziwnego, że przez lata powstało sporo filmów, w których Żydzi oskarżają Polaków, a nawet i Polacy wytykają palcami samych siebie. Avi Nesher proponuje w swym najnowszym filmie odwrotne spojrzenie – tutaj to Żyd dopuścił się niegodziwości, która mocno odbiła swe piętno zarówno na pewnej polskiej rodzinie, jak i córkach bohatera.

O ile samo takie podejście może być pewnym novum dla widzów wychowanych do tej pory na niewinności narodu wybranego, jak i stanowić kolejny argument w bezsensownie kontynuowanej walce dwóch ideologii, o tyle sposób jego przedstawienia może pozostawiać wiele do życzenia. Nie chodzi o to, że ta wielojęzykowa koprodukcja, w której usłyszymy trochę pięknej, poprawnej polszczyzny i zasmakujemy wiernego odtworzenia lat siedemdziesiątych (wtedy bowiem toczy się akcja rozpisana na Berlin, Warszawę i Izrael) jest dość skromnym, niskobudżetowym dziełem. Raczej o to, że problem, którego się podejmuje, został przedstawiony w bardzo nierówny sposób, który tym samym nie pozwoli filmowi mocniej zapisać się w historii, a przypuszczalnie również nie dotrze on do większej publiczności.

Reżyser – jak i wspaniali w swoich rolach bez wątpienia aktorzy, którym nic zarzucić nie można – chce w bardzo prawy i nobliwy sposób rozliczyć się zarówno z demonami przeszłości, jak i nakłonić zwaśnione strony do dialogu, następstwem którego byłoby wybaczenie. Gubi się jednak w tej słusznej sprawie. Obiecuje zdecydowanie więcej, niż w rzeczywistości daje, całą intrygę rozdmuchując wręcz niewspółmiernie do rzeczywistości. Tak jakby usilnie chciał nadać tej zgoła osobistej sprawie miana drugiej Listy Schindlera.

past_life2

Oparta – a jakże! – na prawdziwych wydarzeniach oraz wspomnieniach niejakiego Milcha (w filmie respektowanego lekarza, szczęśliwie żyjącego z rodziną w wolnym kraju) fabuła jest jednak zbyt błaha w kontekście zarówno Holocaustu, jak i innych zbrodni wojennych, aby mogłaby jakkolwiek konkurować nie tylko z dziełem Stevena Spielberga, ale chociażby z niebanalnym Walcem Bashira. Choć miejscami także potrafi mocno chwycić za serce.

Rzecz opowiada o dwóch siostrach – niesfornej, zaangażowanej politycznie Nanie i delikatnej, zatracającej się w muzyce Sephi – które całkiem przypadkiem zmuszone zostają do konfrontacji z ojcem i jego przeszłością. Co skrywa rodziciel i czemu nigdy nie powiedział im prawdy odnośnie swoich wojennych przeżyć – to główne rozterki młodych kobiet wplątanych w konflikt iście międzynarodowy. Reżyser powoli odkrywa karty, przez dłuższy czas trzymając nas we względnej niepewności odnośnie tego, czy tatuś faktycznie mówi prawdę, czy może jednak ma na sumieniu więcej niż to, do czego jest w stanie się przyznać.

Problem w tym, że zbrodnia jest tutaj kompletnie nieproporcjonalna do kary. Baruch Milch z początku bywa stylizowany na co najmniej następcę Eichmanna, a skrywana przez osoby postronne prawda pęcznieje do rozmiarów tajemnicy o Bursztynowej Komnacie (aby ją poznać bohaterowie podróżują zresztą równie dużo, co Indiana Jones). W bolesną, acz z pewnością intymną wręcz opowieść trochę niepotrzebnie wpisano przewijający się w tle polityczny kontekst i nadano jej wymiar rozliczeniowy pomiędzy oboma stronami niegasnącego od lat sporu. W dodatku nie ma tutaj zbyt wiele okrucieństwa względem bliźniego, wobec czego całość szybko rozchodzi się po kościach.

past_life3

Clou tej historii jest i owszem, godne pochwały – acz jednocześnie mocno oczywiste – jednak ona sama nie posiada charakteru i pazura. Brakuje tu haka na odbiorcę, który bez pamięci dałby się wchłonąć w rozwiązywanie tajemnicy. Nie pomaga jej zresztą fakt, że właściwie pozbawiona jest dramaturgii i zrealizowana została w mocno telewizyjny sposób, czyli za pomocą ciasnych wnętrz i licznych, często górnolotnych dialogów. Emocje, te prawdziwe, potrafiące porwać i przejąć, występują zatem na zasadzie sinusoidy. Często rozbijają się dodatkowo o zamiennie stosowane przez bohaterów języki: niemiecki miesza się tu z angielskim, a polski z jidisz, co rodzi – zwłaszcza u rodzimego odbiorcy – może nie tyle problem ze zrozumieniem, co niezaprzeczalny dysonans, gdyż wiele scen zostaje zabarwiona w ten sposób niezamierzonym efektem humorystycznym, co psuje trochę wydźwięk i ton filmu.

Produkcja ta jest ostatecznie rzadkim przykładem przerostu treści nad formą. Z pewnością można było tą, niezbyt wszak frapującą dla osób postronnych historię przedstawić w o wiele atrakcyjniejszy i spójniejszy sposób. Wystarczy zresztą przywołać bardzo podobne, równie intymne pod względem fabuły Pogorzelisko, aby przekonać się, że Past Life nie wykorzystuje własnego potencjału, pozostając przy wyżej przywołanych tytułach zaledwie poprawnym, średnio satysfakcjonującym dziełem. Inna sprawa, że i z takich filmów da się czasami wynieść więcej niźli tylko pustą butelkę po napoju.

korekta: Kornelia Farynowska

Avatar

Jacek Lubiński

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA