Recenzje
OSTRZE PRZEZNACZENIA. Bije na głowę amerykańskie kino akcji!
Ostrze przeznaczenia to kawał solidnej porcji rozrywki bijącej na głowę współczesne dokonania amerykańskiego kina akcji. Jak Mad Max: Na drodze gniewu.
Od 1 września 2026 można oglądać w kinach Ostrze przeznaczenia, ale niestety nie w ramach normalnej dystrybucji, lecz jako wydarzenie specjalne – zazwyczaj jeden seans dziennie w wybranych kinach. Podobnie jak w przypadku Morskich diabłów, dystrybuowanego również przez 9th Plan, rozpowszechnianie filmu jest mocno ograniczone. Szkoda, bo oba wspomniane filmy to kawał solidnej porcji rozrywki bijącej na głowę współczesne dokonania amerykańskiego kina akcji.
Blades of the Guardians to adaptacja chińskiego komiksu (manhua) pt. Biao Ren autorstwa Xianzhe Xu, który miał już swoją adaptację w formie serialu animowanego (2023-2026). Obecnie trwają prace nad aktorską wersją serialu. Akcja opowieści toczy się w okresie późnej dynastii Sui (przełom VI i VII wieku), a głównym bohaterem jest Dao Ma (Jing Wu) zajmujący się konwojowaniem ludzi i towarów – może się wydawać kimś w rodzaju łowcy nagród, ale paradoks polega na tym, że on również jest poszukiwany przez żołnierzy. Eskortując groźnego buntownika Zhi Shi Langa (Sun Yizhou), musi mierzyć się z licznymi przeciwnościami, które może pokonać dzięki umiejętnościom sztuk walki.

Już punkt wyjścia przywodzi na myśl klasyczne kino wuxia, czyli jeden z najbardziej charakterystycznych nurtów w chińskim kinie gatunkowym. Yuen Woo-Ping zasłynął jako jeden z czołowych twórców komediowej odmiany kina kung-fu – jego Wąż i cień orła oraz Pijany mistrz (oba z 1978 roku) to klasyka gatunku, która była także punktem zwrotnym w karierze Jackiego Chana.
Jako choreograf walk i reżyser scen akcji miał również ogromny udział w światowym sukcesie Przyczajonego tygrysa, ukrytego smoka (2000) Anga Lee – filmu, który na przełomie wieków rozbudził zainteresowanie kinem wuxia i pokazał zachodniej publiczności, że opowieści o mistrzach miecza mogą być jednocześnie widowiskowe, poetyckie i artystycznie wysmakowane. Co więcej, sam Woo-Ping powrócił do tego świata jako reżyser filmu Przyczajony tygrys, ukryty smok: Miecz przeznaczenia (2016).

Po wielkiej fali popularności gatunek zaczął znikać z pierwszego planu, ustępując miejsca innym formom chińskiego kina widowiskowego, przede wszystkim fantastyce opartej na chińskiej mitologii – shenmo (o bogach i demonach) oraz xianxia (o bohaterach dążących do uzyskania nieśmiertelności). Wuxia oczywiście nie zniknęło całkowicie, ale przestało być gwarantem wielkiego kinowego wydarzenia. Tym bardziej cieszy fakt, że Ostrze przeznaczenia przypomina, jak potężnym potencjałem widowiskowym dysponuje ten gatunek.
Ostrze przeznaczenia czerpie pełnymi garściami z tradycji wuxia, ale jednocześnie nadaje jej współczesną dynamikę. Znajdziemy tu wszystko, czego można oczekiwać po tym gatunku: samotnych wojowników, mistrzów posługujących się bronią z nadludzką zręcznością, efektowne pojedynki, zasadzki, pościgi i starcia rozgrywające się w malowniczych plenerach. Reżyser chciał, aby sceny walk były głęboko zintegrowane z krajobrazem, dlatego realizacja odbywała się w autentycznych, surowych lokacjach, a nie zamkniętym studiu otoczonym zielonym ekranem. Zdjęcia powstawały w rejonie Sinciang, na pustyni Gobi i w Mieście Duchów słynącym z wyrzeźbionych przez wiatr formacji skalnych zwanych jardangami.

Najbardziej spektakularna sekwencja to pojedynek między Jing Wu i Nicholasem Tse w burzy piaskowej, przywodzący na myśl Mad Maxa: Na drodze gniewu (2015). Nadzwyczaj efektowna sekwencja z pewnością będzie krytykowana za nadmiar CGI – sam byłem przekonany, że dominują w niej cyfrowe efekty, co nie do końca okazało się prawdą. Aktorzy walczyli na prawdziwej pustyni, podczas gdy potężne dmuchawy przemysłowe wzniecały wokół nich tumany piasku. W postprodukcji obraz został uzupełniony komputerowo, podkręcono skalę zjawiska i dodano pustynne wiry.
Materiały zza kulis pokazują, że wiele efektownych scen rzeczywiście nakręcono w plenerach, z udziałem aktorów i kaskaderów wykonujących skomplikowane układy choreograficzne. Oczywiście wykorzystano linki i uprzęże pozwalające bohaterom wykonywać niemożliwe z punktu widzenia fizyki akrobacje, ale trudno je uznać za domenę współczesnego kina, skoro już w latach 60. w filmach Shaw Brothers wykorzystywano tę technikę. W omawianej produkcji jest to jednak używane dość oszczędnie, bez fantastycznych elementów, to znaczy, że nie ma tu skakania po drzewach, jak w Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku.

Aktorstwo i dialogi w tego typu kinie też są istotne, aczkolwiek nie w takim rozumieniu, jak w kinie zachodnim. W wuxia dialogiem bywają bowiem same sceny walki – to one ujawniają charakter bohaterów, pozwalają wyrazić emocje, określają relacje między postaciami i pokazują ich sposób myślenia. Wojownik walczący spokojnie i oszczędnie mówi o sobie coś innego, niż ten, który reaguje gwałtownie i impulsywnie. Każdy ruch, unik, skok czy sposób posługiwania się bronią może być formą ekspresji. Dlatego aktorstwo w tym gatunku jest w dużej mierze aktorstwem fizycznym, wymagającym równie dużej dyscypliny, co klasyczne aktorstwo dramatyczne.
W tym kontekście na szczególną uwagę zasługuje praca choreografa walk (Dang Shan-peng) i reżysera scen akcji (Ku Huen-Chiu). Pierwszy był odpowiedzialny za treningi aktorów i stworzenie konkretnej kombinacji ciosów, a drugi czuwał nad stroną realizacyjną pojedynków: pracą kamery, trikami montażowymi oraz integracją efektów praktycznych – takich jak wirework i maszyny wiatrowe – z zaawansowaną grafiką komputerową (CGI). Należy więc pamiętać, że mimo iż Yuen Woo-Ping to legenda filmów sztuk walki, to nie wszystkie efektowne sekwencje są jego zasługą.

W filmie pojawiają się gościnnie Jet Li i Tony Ka Fai Leung – pierwszy jest już ikoną chińskiego kina akcji, drugi jest aktorem wszechstronnym i swoje zdolności dramatyczne pokazuje także w tym filmie. Z kolei jednym z najsłabszych punktów tego dzieła jest moim zdaniem postać czarnego charakteru, bezwzględny uzurpator He Yi Xuan (Ci Sha). Ten mankament wynika przede wszystkim ze scenariusza, gdyż jest to dość jednowymiarowa postać – podobno w materiale źródłowym ten złoczyńca jest o wiele bardziej skomplikowany. Znacznie ciekawiej w rolach przeciwników głównego bohatera wypadli Jet Li i Nicholas Tse, mimo iż wcale nie mieli zbyt dużo czasu ekranowego.
Muszę też pochwalić postacie kobiece, wojowniczą Chen Lijun i uwodzicielską Li Yunxiao. Dwie bardzo zróżnicowane role – pierwsza oparta na ruchu, fizyczności i ekspresji, druga wręcz przeciwnie, nie ma wiele ruchu, ponieważ przez większość czasu jest skuta łańcuchem, nadrabia jednak charyzmą, kokieterią i wymownymi spojrzeniami. Biorąc pod uwagę gatunek filmu, z jakim mamy do czynienia, oczywiste jest, że to Chen Lijun bardziej zapadnie w pamięć – strzela z łuku podczas konnej galopady i walczy z zachowaniem doskonałej precyzji ruchów, a oprócz tego tworzy silną emocjonalną więź z przywódcą klanu, którego zagrał Tony Ka Fai Leung. Godna następczyni Cheng Pei-pei, Angeli Mao, Moon Lee i Michelle Yeoh, a także aktorskie odkrycie roku.

Powrót Yuena Woo-Pinga do wuxia okazał się bardzo udany, bo nie jest to jedynie nostalgiczna podróż w przeszłość przypominająca najlepsze dokonania gatunku. To pełnokrwiste kino przygodowe wykorzystujące w pełni współczesne możliwości realizacyjne, ale nie rezygnujące z klasycznej formuły opowieści o chińskich wojownikach, ich charakterystycznych motywów i sposobu opowiadania historii.
Ostrze przeznaczenia nie jest pozbawione wad, ale jego energia, pomysłowość i rozmach zapewniają masę świetnej rozrywki. Na szczególne uznanie zasługuje też sposób wykorzystania efektów specjalnych, bliższy George’owi Millerowi, twórcy Mad Maxa, niż Filmowemu Uniwersum Marvela. Szkoda tylko, że film trafia do kin w ograniczonej dystrybucji, gdyż zdecydowanie zasługuje na duży ekran i szeroką publiczność.

