Publicystyka filmowa
Ten film SCI-FI to senny koszmar z INCEPCJI w świecie Miasteczka TWIN PEAKS
Gdyby powstał dzisiaj, prawdopodobnie zostałby okrzyknięty wizualnym wydarzeniem roku. To jeden z tych filmów, które zyskują z czasem.
Gdyby powstał dzisiaj, prawdopodobnie zostałby okrzyknięty wizualnym wydarzeniem roku. W 2000 był po prostu dziwnym, brutalnym thrillerem science fiction, któremu zarzucano, że nie bardzo wie, czy chce być horrorem, artystycznym eksperymentem czy hollywoodzkim widowiskiem. I właśnie dlatego warto do niego wrócić. Debiut Tarsema Singha należy do tych filmów, które z czasem zaczynają wyglądać lepiej niż w dniu premiery. Cela.
Cela miała amerykańską premierę 18 sierpnia 2000 roku, a w Polsce pojawiła się 24 listopada. Scenariusz napisał Mark Protosevich, za zdjęcia odpowiadał Paul Laufer, a muzykę skomponował Howard Shore. W głównych rolach wystąpili Jennifer Lopez jako psycholożka Catherine Deane, Vince Vaughn jako agent FBI Peter Novak oraz Vincent D’Onofrio jako seryjny morderca Carl Stargher. Za fantastyczne kostiumy, o których można byłoby napisać osobny artykuł, odpowiadała Eiko Ishioka, nagrodzona wcześniej Oscarem za Draculę Francisa Forda Coppoli.

Wchodząc do głowy potwora
Catherine prowadzi eksperymentalną terapię pozwalającą przenosić się do ludzkiej podświadomości. Kiedy seryjny morderca Carl Stargher zapada w śpiączkę, FBI odkrywa, że jego ostatnia ofiara wciąż żyje, zamknięta w specjalnie skonstruowanej komorze. Catherine musi wejść do umysłu Starghera i odnaleźć sposób na dotarcie do dziewczyny, zanim będzie za późno.
Jego psychika jednak nie przypomina niczego, co znamy z naszego świata, to groteskowe królestwo, w którym morderca występuje jako władca, ofiary stają się elementami chorego przedstawienia, a wspomnienia mieszają się z fantazjami i traumami. Catherine nie ogląda jego przeszłości jak filmu – dosłownie porusza się po jego umyśle.

Cela – film, który zamienił podświadomość w obraz
Największym atutem Celi jest oszałamiająca strona wizualna. Tarsem nie chciał po prostu pokazać snu, chciał zbudować cały świat z obrazów, rzeźb, instalacji i surrealistycznych wizji. W filmie można znaleźć inspiracje twórczością Damiena Hirsta, Odda Nerdruma, H.R. Gigera czy braci Quay. Sam reżyser mówił o swoim podejściu do filmu jak o tworzeniu opery — cierpienie miało być przedstawione w sposób przesadny, niemal teatralny.
Chyba do najbardziej pamiętnych należy scena z koniem podzielonym na plastry przez opadające tafle szkła. To nawiązanie do prac Hirsta, ale takich wizualnych cytatów jest znacznie więcej. Jedna z sekwencji przywołuje obraz Dawn Odda Nerdruma, inne przypominają surrealistyczne konstrukcje Gigera. Nawet kostiumy Ishioki nie są zwykłym dodatkiem. Catherine, Stargher i kolejne postacie wyglądają tak, jakby zostały wyjęte z galerii sztuki i wrzucone w sam środek koszmaru.

Twin Peaks spotyka Incepcję
Wtedy nie było to oczywiście możliwe, ale dziś Celę można czytać niemal jak mieszaninę surrealistycznych wizji Davida Lyncha i wyrafinowanego science fiction Christophera Nolana. Z jednej strony ma coś z Miasteczka Twin Peaks: surrealizm właśnie, psychologiczną grozę, symbole, zdeformowaną rzeczywistość i poczucie, że pod powierzchnią świata kryje się coś znacznie gorszego. Nie wszystko musi mieć logiczne wyjaśnienie, bo najważniejsza jest emocjonalna prawda koszmaru.
Z drugiej strony film wyprzedził Incepcję w wykorzystywaniu idei podróży wgłąb cudzej psychiki. U Singha umysł również jest przestrzenią, którą można przemierzać, a rzeczywistość podlega prawom wyobraźni. Różnica jest zasadnicza: Christopher Nolan dekadę później zbuduje system snów rządzących się swoimi precyzyjnymi prawami, swoją fizyką, natomiast Cela pozwala mu całkowicie wymknąć się spod kontroli. To nie sen, który można rozwiązać, to koszmar, który próbuje cię pożreć.

Skrajne reakcje na film Cela
Film od początku budził skrajne reakcje. Jedni krytycy zachwycali się wyobraźnią Singha, inni twierdzili, że efektowne obrazy przykrywają przeciętny scenariusz. Roger Ebert uznał go za jeden z najlepszych filmów roku, podczas gdy część recenzentów widziała w nim przede wszystkim przesadnie wystylizowaną galerię przemocy. Kontrowersje były nieuniknione.
Film pokazuje tortury, przemoc seksualną i sadomasochistyczne fantazje seryjnego mordercy. Szczególnie problematyczne okazało się połączenie tych elementów z wyjątkowo atrakcyjną, niemal reklamową estetyką. Singh nie próbował jednak udawać, że robi realistyczny kryminał. Wręcz przeciwnie — mówił, że przyciągnęła go możliwość potraktowania umysłu mordercy jak pustego płótna. Z czasem jednak Cela przestała być tylko osobliwym produktem przełomu wieków i zaczęła wyglądać jak zapowiedź nurtu, w którym kino coraz śmielej traktowało świadomość jako fizyczną przestrzeń.

Dlaczego warto wrócić do Celi?
Cela jest dowodem na to, że hollywoodzki film może być jednocześnie widowiskiem i eksperymentem artystycznym. Owszem, fabuła jest prostsza, niż sugeruje niezwykła forma, niektóre efekty się zestarzały, a część dialogów brzmi dziś nieco naiwnie, ale jego najważniejsza warstwa nadal działa. To kino z czasów, kiedy duże studio pozwoliło debiutującemu reżyserowi wydać dziesiątki milionów dolarów na stworzenie surrealistycznego koszmaru. Singh dostał budżet i wykorzystał go przede wszystkim po to, żeby stworzyć obrazy, których widz nie zapomni po seansie. I udało mu się to bezbłędnie.
Cela nie jest filmem idealnym, ale jest filmem – chciałoby się powiedzieć – osobnym. Łączy thriller, horror psychologiczny i science fiction, ale jego prawdziwym bohaterem pozostaje wyobraźnia reżysera. Po 26 latach wciąż robi wrażenie.

