Recenzje
NADMIAR ŁASKI. Nieudane objawienie
NADMIAR ŁASKI to komedia o perypetiach Lucii, która walczy z życiowymi przeciwnościami, szukając szczęścia w trudnych czasach.
Włoskie kino przeżywa dziś prawdziwy renesans. Świadczą o tym najznamienitsze statuetki zdobywane przez twórców z Półwyspu Apenińskiego podczas prestiżowych, międzynarodowych festiwali filmowych. Potwierdzają to również widzowie, którzy na powrót zakochani w wyrazistym, luźnym i jednocześnie eleganckim stylu włoskiego filmu, szczelnie wypełniają kinowe sale. Niestety, nawet w najlepszym gnieździe przytrafić może się kukułcze jajo. Być może spowodowane jest ono właśnie tym włoskim nadmiarem łaski?
Nadmiar łaski to według opisu dystrybutora komedia opowiadająca o kobiecie, której nie wiedzie się ostatnio w życiu najlepiej. Lucia (Alba Rohrwacher) rozstała się właśnie z partnerem i samodzielnie sprawuje opiekę nad buntującą się córką. Ponadto jest geodetką, której niełatwo znaleźć nowe zlecenia. Możliwość wykonania pomiarów geodezyjnych pod budowę potężnego budynku o nazwie „Fala” jest więc dla Lucii darem od losu. Podczas wykonywania swojej pracy Lucii objawia się Matka Boska, która wobec dziewiczego terenu pod budowę architektonicznego potworka ma inne plany. Chce bowiem, aby Lucia przekonała innych ludzi do wybudowania w tym miejscu kościoła zamiast „Fali”.
Objawienie Matki Boskiej jest raczej przekleństwem niż błogosławieństwem dla współczesnego człowieka zamieszkującego zlaicyzowaną Europę. Dopatrywałby się bowiem w nim początku obłędu lub innej choroby psychicznej. „Nikt dziś nie ma czasu na wiarę w Boga”, mówi główna bohaterka filmu Nadmiar łaski podczas rozmowy z psychiatrą. Reżyser Gianni Zanasi wykorzystuje zatem motyw teofanii i postać współczesnej kobiety (czyżby imię Lucia miało powoływać się na św. Łucję z Fatimy?), aby stworzyć komedię z chrześcijańskim przesłaniem. Trzeba przyznać, że wspomniana surrealistyczna, objawieniowa podstawa tej opowieści brzmi co najmniej zachęcająco i wydaje się posiadać duży potencjał komediowy. W rękach Zanasiego staje się jednak bazą dla historii niezabawnej i przekombinowanej.
Najcięższym grzechem twórców Nadmiaru łaski była bowiem chęć upchania w jednym filmie największych problemów trawiących współczesną Italię oraz Europę i zaledwie zaakcentowanie ich. Mamy więc w obrazie Zanasiego tematy korupcji, kryzysu migracyjnego oraz bezrobocia, a lekiem na to całe nieszczęście ma być właśnie objawiająca się Najświętsza Panienka, której nikt dziś według filmu nie potrzebuje. Reżyser nie potrafi wybrać, o czym chce opowiadać, i tym samym widz otrzymuje bełkotliwą katechezę. Scenariusz Nadmiaru łaski to dzieło aż czterech osób i być może właśnie dlatego brak w nim spójności.
Uwaga kamery skupia się zatem w najmniej spodziewanym momencie na postaciach, które do tej pory nie wnosiły nic do historii, a Matka Boska bez powodu i sensu zmienia cel objawienia na proekologiczny. Można się doprawdy pogubić.
Odbiorcom z trudem przychodzi również utrwalenie się w przekonaniu twórców o zbawczej mocy wiary, ponieważ Najświętsza Panienka nie wzbudza w filmie sympatii. To właśnie na polu surrealistycznej konfrontacji osoby niewierzącej (Lucii) i Matki Boskiej widz doszukuje się w Nadmiarze łaski elementów komediowych, które mają zadowolić go w największym stopniu. Oczywiście próżno doszukiwać się tu szalonych gagów rodem z Bruce’a Wszechmogącego, ale co gorsza, to, co w filmie Zanasiego ma śmieszyć, powoduje po prostu zażenowanie. Matka Boska w wykonaniu izraelskiej aktorki Hadas Yaron jest bowiem zupełnie bezbarwna i nudna, a komediowy charakter jej konfliktu z główną bohaterką sprowadzono tu do bójek i szarpania się za włosy.
W obrazie Zanasiego dręczy również muzyka. Wydaje się, że reżyser wybrał utwory swoich ulubionych zespołów alternatywnych, takich jak Goldfrapp czy Radiohead, i luźno wstawił je do filmu. Wykorzystane piosenki w żaden sposób nie akcentują tego, co dzieje się na ekranie, a nawet odwracają od niego uwagę widza.
Najjaśniejszym elementem tego nieudanego filmu jest Lucia w wykonaniu Alby Rohrwacher. Co prawda włoska gwiazda najlepsza jest wtedy, kiedy występuje u swej siostry reżyserki Alice, ale wygląda na to, że u innych twórców również potrafi pokazać swój aktorski kunszt. Bladolica Alba dobrze spisuje się jako kobieta przeświadczona o początkach choroby psychicznej w związku z nietrafionym objawieniem Matki Boskiej. Na uwagę zasługują też zdjęcia Vladana Radovica, które mieniąc się magiczną, złotą barwą przenoszą widza do Włoch, które znamy z pocztówek. Niezły pomysł wyjściowy, ładne zdjęcia i świetna Alba Rohrwacher to jednak zbyt mało żeby przekonać ludzi, że wiara w Boga może pomóc w pokonywaniu najważniejszych problemów współczesnego świata. Film Zanasiego to coś w rodzaju działalności misyjnej, której tak jak współczesnemu Kościołowi katolickiemu, trudno będzie trafić do serc i głów odbiorców.
