Recenzje

MŁODZI TYTANI: AKCJA! FILM. DC Comics daje radę

Pięćdziesiąt cztery lata – to wiek Młodych Tytanów, ale jak powiedziałby każdy łysiejący wujek w podartych dżinsach, masz tyle lat, na ile się czujesz, a Tytani nigdy nie czuli się młodsi.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Młodzi gniewni

Zwykło się mawiać, że Marvel wie, jak robić filmy fabularne, ale w zakresie animacji to konkurencja z DC wiedzie prym. Młodzi Tytani: Akcja! Film (polski tytuł niestety nie jest tak finezyjny jak jego pierwowzór – Teen Titans Go! To the Movies) nie jest zaprzeczeniem tej teorii, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że specyficzne poczucie humoru Strażników Galaktyki i Deadpoola zostało wchłonięte przez kinową wersję serialu Cartoon Network.

Aaron Horvath i Peter Rida Michail – duet reżyserski odpowiedzialny także za serialowych Tytanów – wcale się zresztą nie kryją z łatwymi do zidentyfikowania inspiracjami. W pierwszych scenach niesforna drużyna staje w obronie Jump City przed ogromnym Balloon Manem, który jest postacią do tego stopnia absurdalną, że mógłby się wydawać tworem powołanym specjalnie na potrzeby tego filmu… ale nie jest. Jego komiksowy debiut przypada na 1967 rok i starcie z równie zapomnianą ekipą robo-bohaterów – Metal Men. To właśnie ten gumowy dziwak na widok popisujących się nastoletnich herosów dopytuje, czy są znanymi z pajacowania Strażnikami Galaktyki.

Przepis na sukces popkulturowego hitu w 2018 roku jest prosty – historia musi być lekka i zabawna, i przede wszystkim naszpikowana dziesiątkami odniesień do innych produkcji.

Podobnie jest z Deadpoolem. Tytani widzą go w swoim arcywrogu – Deathstroke’u, który ani razu nie zostaje tutaj w ten sposób nazwany. Historia jest o tyle zabawniejsza, że Deadpool powstał jako swoista parodia Deathstroke’a – podobnie wyglądają, podobnie się nazywają (Slade i Wade Wilson) – ale ostatecznie zrobił znacznie większą karierę. Mało tego, gościnny występ w Młodzi Tytani: Akcja! Film zalicza nawet Stan Lee – twórca niezliczonych postaci z uniwersum Marvela – i chociaż jest to zabawne, czuć w tych zabiegach intencjonalne wpasowywanie się w popularny trend.

Przepis na sukces popkulturowego hitu w 2018 roku jest prosty – historia musi być lekka i zabawna, i przede wszystkim naszpikowana dziesiątkami odniesień do innych produkcji. Wokół tego kręci się główny wątek fabularny Młodzi Tytani: Akcja! Film, bo w tym świecie superbohaterowie grają samych siebie w blockbusterowych przebojach. Takie rozwiązanie prowokuje do nawiązywania do istniejących ekranizacji – i tak oto Superman chwali się swoimi osiągnięciami, Zielona Latarnia wolałby przemilczeć swój kinowy epizod (choć nie jest to ten sam Zielony Latarnia, którego portretował Ryan Reynolds), a w tle migają wariacje na temat plakatów czy kadrów ze znanych produkcji. Są też wątki nawiązujące do Wojowniczych Żółwi Ninja, Lego: Przygody i mój zdecydowany faworyt – sen parafrazujący otwarcie Króla lwa. Dla zapalonego “nerda” to prawdziwa uczta, ale kiedy zaśmiałem się na widok plakatu wąsatego Supermana, a syn zaczął dopytywać, o co chodzi, uświadomiłem sobie, przez jak wiele warstw musiałbym przebrnąć, żeby wytłumaczyć sens tego żartu.

Humor Młodzi Tytani: Akcja! Film jest w dużym stopniu hermetyczny, przeznaczony nie tyle dla widza dorosłego, ile dla widza dorosłego i doskonale obeznanego z niuansami komiksowych ekranizacji z ostatniej dekady. Nie są to zabiegi na tyle nachalne, żeby mogły przeszkadzać dzieciom, mnie natomiast przeszkadzały próby “wynagrodzenia” niejasnych kawałów typowym, amerykańskim gastrohumorem. Tak, ludzkie ciała wydzielają gazy i różne inne substancje… KUPA śmiechu…

Animacja filmu powstała w kilku różnych stylach, a ich przenikanie się za każdym razem wypada interesująco. Stylem dominującym jest jednak to, co większość niesłusznie określa mianem “CalArts Style” (od California Institute of the Arts, ale nie tylko to jedno miejsce promuje tego rodzaju podejście). Steven Universe, Niesamowity świat Gumballa, przyszłe Thundercats Roar – to wszystko mieści się w jednym worku, który pokolenie wychowujące się w latach 80. i 90. najchętniej wystawiłoby na śmietnik. Dla tych osób jedynymi słusznymi Młodymi Tytanami wciąż są ci emitowani między 2003 a 2007 rokiem (mają tutaj zresztą swoje pięć minut) i chociaż ja także mam do nich znacznie większy sentyment, szalona wizja Horvatha i Michaila w moim odczuciu i tak bije na głowę każdą kinową animację komputerową. To świetna rozrywka dla całych rodzin, zwłaszcza tych, w których herosi DC i Marvela są stałymi gośćmi.

Ostatnio dodane