Connect with us

Recenzje

LATO ALBO 27 STRACONYCH POCAŁUNKÓW

LATO ALBO 27 STRACONYCH POCAŁUNKÓW to opowieść o miłości, obietnicach i nieprzewidywalnych letnich przygodach, które zostaną na zawsze w pamięci.

Published

on

LATO ALBO 27 STRACONYCH POCAŁUNKÓW

Autorem tekstu jest Rafał Oświeciński.

Advertisement

GRUZIŃSKI KONIEC LATA

 „To było lato jak żadne inne do tej pory. Sybille obiecała Mickeyowi sto pocałunków nim nastanie jesień. Otrzymał jedynie 73. Zostało 27…”

Advertisement

Rzadko, a może nawet nigdy nie mieliśmy możliwości spotkać się z kinem gruzińskim. Zresztą kinematografia naszych wschodnich sąsiadów nigdy nie była zbyt lubiana (po 1989 roku) przez dystrybutorów znad Wisły. A nie należy zapominać, jak wiele filmów tam powstało i to jakże wartościowych, których do tej pory nie jest dane nam ujrzeć (Moloch, Złodziej, może wyjątek stanowią tu filmy Michałkowa np. Spaleni Słońcem).

O kinie gruzińskim wiemy bardzo niewiele, jedyne, co udało mi się znaleźć to notka o nominacji do Oscara dla najlepszego filmu zagranicznego w 1997 roku dla A Chef of Love tej samej reżyserki co „Lato….
No i Gruzja kojarzy się jeszcze przede wszystkim z „naszym Wielkim Słońcem”, Józefem Stalinem…

Advertisement

Obserwujemy w tym filmie poczynania pewnej 14-letniej Sybilli, która stoi na progu dorosłości. Jest już prawie koniec upalnego, trochę przygnębiającego lata. Dziewczyna przybywa do sennego, niewielkiego miasteczka, gdzie od razu wzbudza zainteresowanie i elektryzuje wszystkich jego mieszkańców, a w szczególności swojego rówieśnika Mickeya. Jednak Sybille nie traktuje młodego chłopaka poważnie. Za to w ten sposób (cóż, miłość i zauroczenie to poważna sprawa) traktuje ojca chłopca, Aleksandra, astronoma i wdowca, który rozkochuje w sobie większość miejscowych kobiet. Niestety ten nie odwzajemnia uczucia, jakim go darzy Sybilla.

Nie jest to jedyny wątek tej opowieści. W miasteczku żyje cała gama przeróżnych postaci, kolorowych osobowości. Jest na przykład pewna nimfomanka i zazdrosny o nią mąż-artylerzysta, francuski marynarz przejeżdżający przez mieścinę swoim statkiem w poszukiwaniu morza… Całym życiem miasteczka zawładnie w pewnym momencie pokaz filmu Emmanuelle. Po nim żony zaczynają więcej wymagać od swych małżonków, a mężowie od żon. Należy zerwać z nudą!

Po całym natłoku filmów amerykańskich przepełnionych brutalnością, krwią i pieniędzmi, tutaj lądujemy na półtorej godziny w zupełnie innym świecie: spokojnym, jakby nierzeczywistym. Czas się zatrzymał. Film, o zresztą jednym z najładniejszych tytułów, jakie słyszałem, jest przepełniony ciepłem obrazu, postaci i historii. Tutaj lepiej napić się wina wśród wzgórz i krzewów winnych, nad rzeką, z przyjaciółmi… niż zabiegać się w poszukiwaniu wszechogarniającej bezosobowej mamony. Najważniejsze są uczucia, jakimi obdarzamy innych, a ci z kolei obdarzają miłością nas samych… Kilka lat temu w podobnym klimacie mogliśmy oglądać film Bertolucciego Ukryte pragnienia. Tyle że 27 missing Kisses jest bardziej dowcipne i oryginalniejsze (przez swoją egzotykę, ale nie tylko).

Advertisement

Od strony technicznej film jest bardzo dobry. Zwracają uwagę zdjęcia, bardzo ładne, czasami wręcz „pocztówkowe” (ale jest to zaletą filmu). No i muzyka! Świetna, oryginalna, smutna, innym razem żywiołowa. Nie przepadałem za Goranem Bregoviciem, ale jego muzyka świetnie nadaje ton narracji.

Warto zapoznać się z tą często dowcipną (jak na przykład epizod z „pierścieniami”) i nostalgiczną historią końca lata. Tego typu filmów nie widzimy niestety zbyt często na naszych ekranach, więc niech to będzie jeszcze jeden argument „za.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *