Connect with us

Recenzje

KRĄG 2 (1999), RING 2 (2005). Amerykańska zemsta po latach

W KRĄGU 2 przeszłość wraca z mrocznym przesłaniem, a amerykańska wersja japońskiego horroru odkrywa nowe oblicza strachu i zemsty.

Published

on

KRĄG 2 (1999), RING 2 (2005). Amerykańska zemsta po latach

Pierwowzór: Ringu 2, reżyseria – Hideo Nakata,
światowa premiera – 10.06.1999, Japonia.
Remake: The Ring Two, reżyseria – Hideo Nakata,
światowa premiera – 17.03.2005, USA.

Advertisement

Telewizyjna zjawa, obok zrewolucjonizowania współczesnego horroru azjatyckiego, do góry nogami przewróciła życie twórcy jej filmowego oblicza, Hideo Nakaty. Jego historia zdobyła tak wielkie uznanie i zarobiła tak wielkie pieniądze, że zdecydowano się na stworzenie kontynuacji opowieści o przeklętej kasecie. Ringu 2 powstał jeszcze przed nakręceniem amerykańskiego remake’u japońskiego pierwowzoru, ale pewnikiem było to, że w sytuacji, gdy wizja Verbinskiego osiągnie planowany sukces, i on podda się amerykanizacji. Patrząc ze stosownej perspektywy, zauważymy, iż wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych The Ring faktycznie podbił serca publiki.

Podbił na tyle, że Pana Verbinskiego postanowiono zaangażować do reżyserowania przeboju kasowego, jakim okazali się Piraci z Karaibów. Skutkiem tego musiano odnaleźć odpowiednią osobę do kontynuacji amerykańskiej wersji J-horroru. Właśnie w ten sposób Hideo Nakata zgodził się poprawić sam siebie i udać się na wycieczkę na Zachód.

Advertisement

CIEKAWOŚĆ TO PIERWSZY STOPIEŃ DO PIEKŁA

Po kasetowej zawierusze zdecydowano się na wydobycie z kamiennego kręgu ciała Sadako. Stosowne badania odkrywają, iż uwięziona w studni kobieta zmarła najdalej rok temu, tym samym dowiadujemy się, że bladolica dziewczyna przeżyła w czarnych odmętach około trzydziestu lat. Badania nad ciałem demona nie usposabiają go przyjacielsko, a wręcz przeciwnie, popychają do dalszego działania – przeklęte nagranie znów pojawia się w obiegu. Tym razem nad rozwikłaniem zagadki tajemniczych śmierci głowi się współpracowniczka zamordowanego przez Sadako profesora Takayamy. Na swej drodze dziewczyna spotyka jedynych, którzy oparli się magnetowidowej klątwie – Yoichi i Reiko. Okazuje się, iż klątwę można zatrzymać, ale jej piętno nigdy nie znika.

Advertisement

KLIMATYCZNA HISTORIA Z BEZSENSOWNYM FINAŁEM

W Ringu 2 Sadako nieznacznie zmienia sposoby działania, decydując się na użycie starej sztuczki stosowanej przez demony już od czasów Chrystusa. Idealnym kandydatem do opętania okazuje się być dziecko, które przeżyło spotkanie z telewizyjnym katem w głównej mierze dzięki miłości matki – Yoichi. Powoli, acz systematycznie, bladolica maszkara ogranicza wolną wolę niewinnego chłopca, tworząc z niego maszynę do zabijania posiadającą właściwości charakteryzujące Sadako z lat dziecięcych. O ile w kolejnych produkcjach wprowadzenie motywu opętania stawało się kompletną porażką (patrz One Missed Call), o tyle w wykonaniu Nakaty pomysł sprawdza się idealnie. Napięcie budowane wokół transformacji dziecka, połączone z dramatem matki, który ostatecznie kończy się jej śmiercią (i na nowo szalejącym magnetowidowym wirusem), staje się podstawą dla kolejnej nieprzeciętnej historii, która znacznie przewyższa poziomem swych późniejszych naśladowców. Doprawdy wszystko, ale to wszystko byłoby idealnie, gdyby nie durna, pozbawiona jakiegokolwiek klimatu i logicznego uzasadnienia końcówka, w której Yoichi i główna bohaterka zostają posadzeni na krzesełkach ustawionych nieopodal krytego basenu.

Advertisement

Gdyby tego było mało, do ich głów przymocowane zostają komiczne nakrycia głowy, stworzone z plątaniny bezpieczników i kabelków prowadzących do kilogramów dziwnie wyglądającej maszynerii, która – jak się dowiadujemy – ma moc przetransportowania Sadako do basenu, wypędzenia upiora z podświadomości Yoichiego i przeniesienia połączonych kablami decydentów do kamiennego kręgu, gdzie spotkają się z jedną z ofiar zjawy… Bezsens, Panie Nakata, bezsens, na szczęście skutecznie naprawiony w wersji amerykańskiej.

AMERYKAŃSKA INTERPRETACJA

Advertisement

Widać, że po nakręceniu Ringu 2 Nakata wyciągnął stosowne wnioski. Owocuje to stworzeniem filmu dorównującego pierwowzorowi, a momentami – szczególnie w końcówce – pierwowzór poprawiającego. Przebudowie ulega cały scenariusz, który porzuca wątek współpracowniczki Takayamy, będący rdzeniem filmu japońskiego. Tym razem fabuła osnuta jest wokół bohaterów pierwszej części cyklu, czyli Rachel (odpowiednik Reiko) i Aidana (odpowiednik Yoichiego). Analogicznie do filmu z 1999 roku Samara decyduje się na opętanie chłopca, który umknął jej dzięki matczynej miłości. Niemniej wątek ten zostaje wyniesiony na pierwszy plan, a Sadako nie działa tak subtelnie, jak miała dotychczas w zwyczaju.

Tym razem po prostu zadomawia się w organizmie dziecka, które może od niej uciec jedynie we śnie, bo – jak się dowiadujemy – mieszkańcy zaświatów nigdy nie zasypiają. Standardowo wersja amerykańska charakteryzuje się szybszą akcją i lepszymi efektami audiowizualnymi oraz, wyjątkowo, lepszym pomysłem. Chodzi tu głównie o zakończenie, w którym nie będziemy świadkami głupawych zabaw w pobliżu kąpieliska, a świadkami podróży bohaterki do rzeczywistości magnetowidowego upiora. Rachel zostaje bowiem wchłonięta przez telewizyjny kineskop – w ten sposób Samara chce uczynić ją swą matką, której brakowało jej przez całe życie.

Advertisement

Po wydostaniu się z kamiennego kręgu, w którym przyszło jej rozpocząć podróż po telewizyjnych zaświatach, wymownie zasuwa ciężkie wieko, które przez wszystkie lata agonii Samary było uchylone na tyle, by móc się przez powstałą szparę przecisnąć. Tym samym zamyka zjawie jedyną drogę ucieczki i przerywa magnetowidową klątwę. Na zawsze.

W filmie nieustannie uderzają nas echa Dark Water (Honogurai mizu no soko kara), które Nakata stworzył bezpośrednio przed amerykańskim The Ring 2. Dzięki upodobnieniu Samary do Mitsuko (zjawa ze wspominanego wyżej filmu) reżyser ratuje jej wypaczony obraz z filmu Verbinskiego. Upiór na powrót staje się istotą na wskroś złą, demonem, który zajmuje miejsce skrzywdzonego dziecka z The Ring.

Advertisement

 

IDIOTYZM

Advertisement

Jedna scena obniża o kilka oczek ocenę drugiej części amerykańskiego filmu o przeklętym video – durne spotkanie ze stadem stworzeń parzystokopytnych, które dosłownie czuć kodem binarnym. Bezsens, bezsens i jeszcze raz BEZSENS!

Tekst z archiwum film.org.pl.

Advertisement

 

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *