Recenzje

GWIEZDNY PYŁ. Baśń o rzeczach ważnych

Autor: Filip Jalowski
opublikowano

Filozof kiedyś spytał:
Czy tym, co czyni nas ludźmi, jest fakt,
że wpatrujemy się w gwiazdy,
czy też wpatrujemy się w nie,
bo jesteśmy ludźmi
Bezsensowne pytanie.
Czy gwiazdy patrzą na nas?
Oto pytanie.

Na ekrany magiczne, dziwnym światłem błyszczące,
Zakrada się opowieść o miłości tak lśniącej,
Jak gwiazda na niebie, co na świat patrzy skrycie,
Z nadzieją, że kiedyś sama zagra w życie,

Po wiekach oczekiwań, nocach nieprzespanych,
Ten byt jasno lśniący nabiera kształtów znanych,
W ciało młodej damy zostaje zaklęty,
Czy wreszcie zasmakuje miłosnej przynęty?

Na jej drodze naiwny młodzieniec staje,
Taki, co mężczyzną być się wydaje,
Lecz jego myślenie, światopogląd cały,
Mówi bez ogródek – mąż to niedojrzały,

Serce gwiazdy skrywa wielką tajemnicę,
Ten, kto je posiądzie zyska wieczne życie,
Po artefakt magiczny czynią więc zabiegi,
Ludzi złych, nikczemnych okrutne szeregi,

Wiedźmy o młodość zabiegające rozpaczliwie,
Książęta władzy rządne, podstępne, przenikliwe,
Z tym wszystkim kontrastuje rzecz na pozór prosta,
Baśniowa sytuacja, sytuacja miłosna,

Czy serce gwiazdy mąż dzielny dostanie?
Czy czeka je z ciałem nieludzkie rozstanie?
Czy w świecie okrutnym może wygrać miłość?
I dlaczego w białej sukni tańczy w nim De Niro?

Tym oto wstępem nietypowym zdecydowałem się fabułę filmu wszystkim uzmysłowić. Gwiezdny pył w magicznym oknie lada chwila zawita, wstęp ma na celu charakter filmu odczytać. Jak się domyślacie charakter ów bajkowy – wiedźmy, czarownice, książęta, potwory. A teraz pozwólcie, iż poeta marny do języka zwykłego powróci, skończy swoje żarty.

Po dość specyficznym wstępie, w mniej lub bardziej przystępny sposób przybliżającym główne założenia fabuły filmu, nadszedł czas jego dokładniejszej analizy.

Przede wszystkim należy wspomnieć o tym, iż niezwykła filmowa rzeczywistość nie jest bynajmniej wytworem wyobraźni reżysera bądź scenarzysty. Baśniowe Stormhold, kraina leżąca za murem stojącym w jednej z prowincji wiktoriańskiej Anglii, po raz pierwszy zachwycała nas na kartach powieści. W roku 1998 wyszła ona spod pióra Neila Gaimana – angielskiego pisarza i redaktora. Powieściowy protoplasta filmu Vaughna to opowieść skierowana zdecydowanie do dojrzałych odbiorców. W poetyce baśni autor przemyca do niej wątki definitywnie nieodpowiednie dla młodego czytelnika. Erotyzm, okrucieństwo, sarkastyczny i silnie ironiczny humor jednocześnie piętnują i budują oryginalność magicznej rzeczywistości. Reżyser w sposób świadomy odrzuca pikanterie i brutalizm książkowego Stormhold, zmieniając je tym samym w miejsce podobne do tej fantastycznej rzeczywistości przedstawionej przez Labirynt Fauna Guillermo del Toro. Chodzi tu o to, iż zauważając sceny okrutne i odbiegające od stereotypu baśni jako opowieści dla najmłodszych, nadal bez obaw decydujemy się na pokazanie filmu tym, których w życiu codziennym ogranicza czerwony kwadrat na ekranie telewizora.

Z niezwykle aktywnej kampanii reklamowej dowiadujemy się, że jednym z głównych dział filmu będzie iście gwiazdorska obsada. Z całą pewnością takie nazwiska jak Pfeiffer i De Niro przyciągną do kin rzeszę wyznawców ich kultu. I myślę, że każdy szanujący się wielbiciel kunsztu aktorskiego czy to pięknej Michelle, czy to twardego Roberto, w kinowym fotelu zasiąść powinien. Pfeiffer jest bowiem piękna, pociągająca i niezwykła jak zawsze – otrzymując całkiem poprawnie rozpisany scenariusz, pod kątem gry aktorskiej również nie zawodzi. Co do De Niro sprawa ma się nieco inaczej. Gra on postać o dwu twarzach – nie chodzi tu jednak o dosłowne tego słowa znaczenie, a o to, że skrywa swoją wrażliwą, wręcz kobiecą naturę przed podległymi mu marynarzami podniebnego statku. Dziwnie, bardzo dziwnie oglądać De Niro w białej sukni, De Niro pląsającego w rytm muzyki baletowej. Nie mniej jednak i w tej masce aktorskiej sprawdza się on doskonale.

Blask bijący od gwiazd Hollywood z całą pewnością przyćmi lśniącą gwiazdę, która spadła z nieba pod postacią bladolicej Claire Danes. Taki sam los czeka odtwórcę głównej roli – Charliego Coxa. Fakt, iż większość zjadaczy popcornu pójdzie do kina dla odtwórców ról drugoplanowych, zupełnie nie zważając na młode osoby kreujące postacie absolutnie najważniejsze, wydaje się być odrobinę nieuczciwy, ale niestety prawdziwy. Film musi zarobić – pogrubiane i powiększane na posterach do granic możliwości nazwiska Pfeiffer i De Niro na pewno ów zysk zapewnią.

Sama kraina to twór na pograniczu średniowiecznej Europy i świata fantasy. Obok wiedźm i krnąbrnych książąt walczących o tron, zauważamy symbole typowe dla wieków średnich. Przytoczę tu chociażby ratującego niewinną gwiazdę jednorożca, zwierzęcia, które to we wszelakich bestiariach odczytywane było jako alegoria niewinności, cnoty i dziewictwa. Co więcej, uważano iż owo mityczne stworzenie zbliży się jedynie do nieskalanej dotąd kobiety. Obok latających statków i teleportujących świec, odnaleźć możemy więc elementy zaczerpnięte z tej właściwej historii.

Gwiezdny pył to naprawdę warta zauważenia historia, którą polecam wszystkim bez względu na wiek i upodobania. Mimo pozbawienia jej „niedostępnych dla każdego” elementów literackiego pierwowzoru, utrzymuje ona swój magiczny klimat. Uwielbiam baśnie mówiące o rzeczach ważnych, mówiące o miłości i odwiecznej walce dobra ze złem, dlatego cieszę się, że w dobie odchodzenia od podobnego typu form, ktoś je jeszcze realizuje.

Co z tego, że momentami są ckliwe?
Co z tego, że nie są arcydziełami filmowymi?
Co z tego, że są w pewien sposób przewidywalne?
Przecież są magiczne i to się liczy.

Tekst z archiwum Film.org.pl (15.10.2007)

Ostatnio dodane