Felietony

VEGA kręci film o POLITYCE – i bardzo dobrze. Biorę w ciemno!

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

No i stało się, mogę umierać, Patryk Vega zapowiedział nowy film. Ulubieniec publiki i bękart krytyki przerwał milczenie na temat swojego nowego projektu. I tym razem ma zamiar solidnie dowalić do pieca. Komu się oberwie? Politykom, a jakże.

6 września tego roku ma trafić do kina film o bardzo wymownym tytule – Polityka. Reżyser niebojący się mówić wprost i opowiadać historii tak, by szokowały, po ujawnianiu mrocznych stron służb specjalnych i środowiska lekarskiego tym razem wchodzi do świata polskiej polityki. Tak o projekcie mówi sam zainteresowany:

Jak dotąd starałem się być jak najdalej od polityki, bo wydawała mi się jedynym światem brudniejszym od show-biznesu. Ale nie ma dziś bardziej kontrowersyjnego tematu, który tak bardzo dzieliłby Polaków i potrafił skłócać całe rodziny. Dlatego w moim filmie chcę pokazać polityków takimi, jakimi naprawdę są.

Dotychczas produkcja filmu była utrzymywana w ścisłej tajemnicy. Dla zmyłki film funkcjonował nawet pod innym, roboczym tytułem. Vega jednak przypuszcza, że scenariusz filmu został wykradziony i trafił do rąk polityków partii rządzącej. I co tu dużo mówić – nie bardzo im się spodobał. Obecnie reżyser przebywa w Tokio, gdzie ma zamiar w spokoju skończyć montaż filmu.

Dlaczego czekam na Politykę? Bo moja tolerancja do wybryków Vegi jest jeszcze na przyzwoitym poziomie. Pewnie niejedną osobę zrażę tym, co powiem, ale ja naprawdę potrafię odnaleźć jakąś wartość pod tą warstwą chałtury i żenady, którą Vega bez krępacji uprawia. Owszem, jest to kino płaskie jak deska od stolika i przy okazji nie mniej drewniane, ale tematy, za które chwyta się Vega, zwracają na siebie uwagę, ponieważ przyświeca im bardzo chwytne hasełko. Tak Botoks, tak Pitbull i tak Służby specjalne to jedna kategoria widowiska – widowiska obliczonego na ujawnienie brudu tam, gdzie wszyscy się go spodziewają, a nie każdy ma odwagę o tym głośno powiedzieć.

Uprawia to też Smarzowski, tylko robi to z większą swadą i klasą. Ale to według mnie dwie różne strony dokładnie tej samej monety. Monety trzymanej w kieszeni na czarną godzinę.

Sukcesy filmów Vegi biorą się także z tego, że są odpowiednio wypromowane. Wręcz nazwałbym tego grubego (a nie zaraz…) drania małym mistrzem marketingu. Trudno powiedzieć, czy informacja o tym „że scenariusz wyciekł” i że „czytali go politycy PiS-u” ma w sobie choćby źdźbło prawdy, ale odpowiednio długo żyję na tym świecie, by wiedzieć, że takie zagrywki działają bardzo dobrze. Tak rozgrzewa się piec do czerwoności. Tak kręci się karuzela kontrowersji – najlepszego napędu promocyjnego.

I na mnie to też podziałało. Zresztą swego czasu (pochwalę się) studiowałem politologię. Przez te kilka lat wyniosłem z tego złotego okresu edukacji jedną ważną wiadomość – nie ufaj politykom. Wszystko, dosłownie wszystko, co widzicie w wiadomościach, to sprawnie zaaranżowany teatr. Prawdziwa polityka rozgrywa się tam, gdzie kamera nie wchodzi. Gdzie socjotechnika może zostać w szufladzie, bo akurat nikt nie patrzy, wtedy właśnie odbywa się gra. Gra o wpływy, władzę, siłę i pieniądze. Vega znowu zapowiada, że film podbudowany zostanie solidną dokumentacją – oby dało się to choć trochę wyczuć.

Niemniej naszła mnie też taka refleksja…

Czyżbyśmy żyli w czasach zaglądania za kulisy? Zaglądania pod spódnicę? Zaglądania, kto kryje się pod maską? Bo najwyraźniej nikt nie może czuć się bezpieczny. Autorytety upadają jeden po drugim niczym muchy. Księża, policjanci, lekarze, politycy – wszyscy najwyraźniej mają coś za uszami. Pytanie tylko, czy wiedza o tym cokolwiek zmieni. Czy przypadkiem nie jest tak, że świadomi wypaczeń i nieprawości wysoko postawionych osób, znajdujemy usprawiedliwienie dla zła trawiącego nas samych. Że patrząc na księdza pedofila czy polityka kłamcę, podświadomie cieszymy się, że nasze oszustwa dnia codziennego na szczęście nie mają takiego wymiaru. I nikt o nich nie nakręci filmu.

Polityka Vegi nie będzie zatem żadnym remedium. Daleko temu lekko sfiksowanemu twórcy do roli lekarza dusz. Ale kurczę, przyznaje się bez bicia, komu jak komu, ale politykom baty się należą. Z chęcią postoję i popatrzę na tę publiczną chłostę. 

Ostatnio dodane