Jest taki rodzaj kina science fiction, które im gorsze, tym z czasem staje się lepsze.
Największym problemem W sieci kłamstw zdaje się być scenariusz – i mam tu na myśli dwie sprawy.
Film fantastycznonaukowy Pelli Kågerman i Hugo Lilji z 2018 roku.
Udana satyra, nawiązująca do tarantinowskiej stylistyki, chociaż nieco gorzej zrealizowana.
Co uderza podczas seansu „Na przedmieściach” to cudowna atmosfera.
Baker nie jest tylko „reprezentantem amerykańskiej nowej fali”. Wcześniejszym Red Rocket i tegoroczną Anorą udowadnia, że jest jednoosobowym tsunami.
Każdy gatunek ma swój „The Room”, przynajmniej powinien mieć.
Rytm filmu wyznacza nieskrępowana wyobraźnia jego twórców.
Już lepiej by było nakręcić serial o subkulturze punków, która usilnie chce wejść na salony. Byłoby przynajmniej dowcipnie.
Film grozy Freddiego Francisa z 1972 roku.