Zestawienie

NAJGORSZE filmowe ZWIASTUNY 2019 roku. Marketing dla opornych

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Przez ponad 100 lat swojego istnienia zwiastuny filmowe przebyły długą drogę. Niegdyś niezwykle toporne w swojej wymowie, dziś nierzadko bywają małym świętem dla widzów niecierpliwie czekających na premierę zapowiadanego filmu. Na przestrzeni dekad można zaobserwować wiele trendów przewijających się w rozmaitych trailerach – od parodiowanego współcześnie lektora, przez inspirowane Incepcją efekty dźwiękowe, aż po melancholijno-niepokojące covery znanych piosenek. Niestety, wciąż zdarzają się prawdziwie okropne zajawki filmowe, które wbrew swojemu zadaniu wybijają nam z głowy jakąkolwiek myśl o wyjściu do kina. W takich marketingowych potworkach pojawiają się przeróżne grzechy i przewinienia, a w tym zestawieniu wypunktuję najgorsze, jakie widziałem w tym roku. Brałem pod uwagę wyłącznie trailery, które mogliśmy zobaczyć w kinach, jako że nie widziałem sensu w krytykowaniu bardziej niszowych czy wręcz półamatorskich przedsięwzięć. 

Jeśli uważacie, że pominąłem jakieś kompromitujące przykłady, zachęcam do opisania ich w komentarzach!

Cats

Zacznijmy od największej potworności w tym zestawieniu. Trailer nowej wersji Kotów nie jest jednak fuszerką jak większość opisywanych tu zajawek. Montaż jest poprawny, a fabuła nie zostaje niepotrzebnie zdradzona. Jedyny zgrzyt, na który zwróciłem uwagę, to niepotrzebny, idiotyczny slapstick z Rebel Wilson, pasujący do reszty jak pięść do nosa. Problem w tym, że oprawa wizualna tego filmu jest kompletnie poronionym przedsięwzięciem już u podstaw. Połączenie animacji komputerowej z anatomią i prawdziwymi twarzami aktorów zaowocowało absolutnie odrażającymi hybrydami ludzi i kotów, na które po prostu nie da się patrzeć. Wygląd i ruchy postaci jakimś cudem są jednocześnie niezwykle naturalne i przeraźliwie sztuczne, co wzbudza ogromny dyskomfort. Nie rozumiem, co kierowało Tomem Hooperem i myślę, że zdarzają się chwile (najpewniej tuż przed snem), kiedy on też nie potrafi tego pojąć. Całości nie pomaga nadzwyczaj irytująca muzyka, choć to już mocno subiektywna kwestia.

Sonic. Szybki jak błyskawica

Skoro jesteśmy przy tak zwanym nightmare fuel, przypomnijmy sobie pierwszy trailer Sonica, który przeraził nas pół roku temu. Pierwszym powodem do niepokoju jest już jedna z początkowych scen, gdzie dziwacznie długonoga wersja lubianego jeża rozciąga się na wybitnie sztucznym tle, a z głośników płynie (świetny, ale będący tu kompletnie nie na miejscu) utwór Gangsta’s Paradise. Prawdziwą zgrozę wywołuje jednak moment, w którym tytułowy bohater udaje kocie miauczenie, a my po raz pierwszy widzimy jego koszmarną twarz. Pierwotny projekt Sonica jeży (nomen omen) włos na karku z podobnego powodu, co kocie abominacje z nadchodzącego musicalu Hoopera. Niepokojące połączenie cech ludzkich i zwierzęcych po prostu nie jest czymś, na co lubimy patrzeć, a kiedy projektanci nie potrafią wybrać pomiędzy realistyczną a umowną, kreskówkową wersją postaci, takie są właśnie efekty. Na szczęście opinia publiczna nakłoniła twórców do przemyślenia swoich decyzji, czego skutki mogliśmy zobaczyć kilka dni temu – nowy Sonic nie ma już tych dziwnych zębów, długich nóg ani małych i szeroko rozstawionych oczu. Wygląda on podobnie jak w grach, których adaptacją jest ten film, co chyba wszyscy przyjęli z ulgą.

Anna

Ten zwiastun sprawia wrażenie, jakby przeleżał gdzieś 15 lat, po czym został odnaleziony i z jakiegoś powodu zaprezentowany publice. Co ma nam do zaoferowania? Tandetne, efekciarskie sceny akcji, tandetną elektroniczną muzykę, tandetną czcionkę napisów i tytułu oraz poczucie, że ktoś desperacko próbuje nam wmówić, jak czadowe jest to, co oglądamy. Żeby było śmieszniej, zajawka Anny była wyświetlana między innymi przed trzecim Johnem Wickiem (i chyba także przed jego zwiastunami). Delikatnie mówiąc, to porównanie nie wypadło zbyt korzystnie dla nowego filmu Luca Bessona.

Doktor Dolittle

Biorąc pod uwagę koszmarne problemy na planie nowego Doktora Dolittle, nikogo nie powinno dziwić, że trailer nosi znamiona tego produkcyjnego bałaganu. Chaotyczny i pozbawiony jakiejkolwiek myśli przewodniej montaż, uwypuklenie przeciętnego i mocno niedorobionego CGI oraz nie do końca pasujący do reszty patos nie budują pozytywnego wrażenia i nie pomaga tu nawet naturalna charyzma Roberta Downey Juniora. Wisienką na torcie jest zaś denny i wywołujący przewracanie oczami cover What a Wonderful World (obowiązkowo w melancholijno-patetycznej aranżacji). Mam nadzieję, że ten film nie będzie taką wtopą, na jaką się zapowiada.

Ostatnio dodane