Publicystyka filmowa
Zapomnij o DETEKTYWIE, ta miniseria to powinien być twój kolejny MARATON
Ten kryminał ma coś więcej niż ponurą atmosferę i złożonych bohaterów. Zagląda tam, gdzie śledczy wolałby nie wracać. Zdążyć przed zmrokiem.
Po pierwszym sezonie Detektywa łatwo nabrać apetytu na kryminały, w których policjanci przywożą na miejsce zbrodni więcej problemów, niż potrafią rozwiązać. Trudniej o taki, który poza ponurą atmosferą i podejrzanie cichym lasem ma jeszcze własny pomysł na opowieść. Zdążyć przed zmrokiem zaczyna się od śmierci dziewczynki pod Dublinem, ale szybko zagląda w przeszłość śledczego, a tam czekają demony, z którym dorosły człowiek najwyraźniej nie nauczył się żyć.
Zdążyć przed zmrokiem, czyli las po raz wtóry
W lesie Knocknaree pod Dublinem znaleziono ciało trzynastoletniej Katy Devlin. Sprawę dostają Rob Reilly i Cassie Maddox, tyle że dla niego to teren boleśnie znajomy, bo wiąże się z tym miejscem niewyjaśnione zdarzenie z jego dzieciństwa. Zawodowy dystans od początku jest więc pozorem, a każdy krok w stronę rozwiązania zagadki grozi naruszeniem czegoś, co detektyw wolałby zostawić w spokoju. Serial wciąga tym mocniej im bardziej uświadamiamy sobie, że patrzymy na człowieka, który powinien zadawać pytania, a sam ma powody, by bać się tego, co usłyszy o własnej przeszłości.

Sarah Phelps sięgnęła po dwie powieści Tany French: Zdążyć przed zmrokiem i Lustrzane odbicie. W serialu z 2019 roku połączyła je tak, by obok dochodzenia Roba rozwinąć osobną historię Cassie, która w ramach operacji pod przykryciem przyjmuje tożsamość zamordowanej kobiety, łudząco do niej podobnej. Dzięki temu serial jest czymś więcej niż tropieniem sprawcy – oboje muszą się zmierzyć z pytaniem, kim właściwie są, tyle że on próbuje odgrodzić się od dawnego siebie, a ona zaczyna żyć jako ktoś inny.
Związek z Detektywem nie jest przypadkowy
Podobieństwo do pierwszego sezonu Detektywa słychać już w jednej z pierwszych rozmów Roba i Cassie. Jak u Rusta Cohle’a i Marty’ego Harta, wymiana zdań między partnerami mówi o nich więcej niż służbowe deklaracje, bo oceniając świat, śledczy mimochodem zdradzają własne pęknięcia. Słuchamy ich zatem jak policjantów szukających sprawcy, ale też jak dwojga partnerów, którzy nie wszystko o sobie wiedzą, a każda luźna uwaga rzucona przy pracy podsuwa tropy niemające nic wspólnego ze sprawą Katy.

Killian Scott jako Rob i Sarah Greene jako Cassie sprawiają, że ten układ waży więcej niż znajomy zestaw policyjnych urazów. Dobrze ogląda się ich razem, bo przy tak obciążającym śledztwie partner przestaje być tylko drugim człowiekiem w samochodzie. Może pomóc zachować rozsądek, ale może też sprawić, że oboje zbyt szybko uwierzą w wygodną wersję wydarzeń. Patrzymy więc na ich wzajemne zaufanie z rosnącą obawą, że bliskość wcale nie ułatwi im dotarcia do prawdy. Scott gra Roba bez szarży, z napięciem człowieka, który pilnuje każdego słowa, a Greene daje Cassie lekkość, pod którą widać zmęczenie.
Od opowieści o Ruście i Martym serial wyraźnie odchodzi jednak wtedy, gdy rozdziela drogi bohaterów. Przykryta cudzą tożsamością operacja Cassie wymaga od widza innego zaangażowania niż śledztwo powiązane z dzieciństwem Roba, bo najpierw trzeba przyjąć śmiały pomysł z sobowtórem, a potem patrzeć, jak bohaterka urządza się w cudzym życiu. Obie historie chwilami zgrzytają, ponieważ każda domaga się uwagi i własnego tempa. W zamian dostajemy kryminał, w którym stawką jest także to, kim śledczy staną się po zamknięciu sprawy.

Wilk przy łóżku
Źródłem niepokoju jest zdarzenie z 1985 roku, kiedy troje dzieci weszło do lasu, a odnaleziono jedynie chłopca o imieniu Adam, który nie był w stanie przypomnieć sobie nic z rzeczy, które mu się przydarzyły. W serialu wracają baśnie o dzieciach zabranych pod wzgórze i motyw sobowtóra, dlatego las oglądamy inaczej niż zwykłe miejsce, w którym ktoś mógł po prostu zatrzeć ślady. Bohaterowie sięgają po policyjne narzędzia, ale widz słyszy też znacznie starsze opowieści o tajemniczych zaginięciach, które wobec niepamięci chłopca kuszą gotowym wyjaśnieniem, choć żaden śledczy nie mógłby go sprawdzić, nie mówiąc już o wyjaśnieniu.
Kiedy w sypialni śpiącego Roba pojawia się wilk, trudno dalej komfortowo oddzielić policyjny kryminał od nadprzyrodzonego koszmaru. Phelps przyznała, że przy tej scenie pracowano z prawdziwym zwierzęciem, a jego fizyczna obecność robi robotę, bo lęk nagle znajduje swoje zwierzęce ucieleśnienie. Los zaginionych dzieci serial zostawia bez wyjaśnienia, ale wilk ucieleśnia strach, którego dorosły człowiek nie potrafi bezpiecznie zamknąć w przeszłości. Za dnia Rob może zachowywać się jak śledczy, nocą jednak znów jest bezbronny wobec czegoś, czego nie umie nazwać ani poddać regułom dochodzenia.

Zdążyć przed zmrokiem miało być kontynuowane
Phelps nie uważała tej historii za definitywnie zamkniętą. W styczniu 2020 roku mówiła o rozmowach na temat drugiego sezonu, wspominał o tym również Jeffrey Hirsch, ówczesny szef Starz. Zamiarem scenarzystki było, żeby nierozwiązana sprawa zaginionych dzieci ciążyła nad dalszym ciągiem opowieści, jednak drugiego sezonu do dziś nie potwierdzono. Do seansu lepiej więc usiąść ze świadomością, że nie każda tajemnica doczeka się odpowiedzi, bo czekanie na wyjaśnienie wszystkiego łatwo przesłoni to, co dzieje się między bohaterami.
Osiem odcinków sprzyja maratonowi, choć połączenie dwóch książek chwilami wymaga więcej miejsca, a pod koniec czuć pewien pośpiech. Obecnie serial można obejrzeć w Polsce w CDA Premium i na Playerze. Dla miłośników dusznych kryminałów ważniejsze od pełnego domknięcia mogą się okazać aktorstwo i niepewność, która towarzyszy śledztwu od samego początku. Rob i Cassie próbują ustalić cudzą winę, choć nie potrafią uporządkować własnego życia, a widz coraz częściej łapie się na tym, że zamiast kolejnego tropu wypatruje oznak ich załamania.

