Wpadki

Wpadki w trylogii POWRÓT DO PRZYSZŁOŚCI, absolutnym klasyku kina science fiction

Autor: Łukasz Budnik
opublikowano

O Powrocie do przyszłości jest w tym roku bardzo głośno. Po pierwsze, pierwsza część trylogii Roberta Zemeckisa już wkrótce skończy 35 lat. Po drugie, furorę w sieci zrobiły Deepfake’i, w których Michael J. Fox oraz Christopher Lloyd zostali podmienieni na Toma Hollanda i Roberta Downeya Juniora. Wywołało to niemałe dyskusje o ewentualnym reboocie, choć Zemeckis i scenarzysta oraz producent – Bob Gale – są stanowczo na „nie”. Kilka dni temu o Powrocie do przyszłości znów zrobiło się głośno, gdy okazało się, że na Netfliksie pojawiła się ocenzurowana wersja drugiej części trylogii.

Postanowiliśmy dołączyć się do szumu wokół serii Zemeckisa i poświęcić jej kolejny odcinek filmowych wpadek, biorąc pod uwagę zarówno błędy techniczne, jak i być może wątpliwe rozwiązania fabularne.

Powrót do przyszłości (1985)

List

Tylko dzięki listowi pozostawionemu doktorowi Brownowi przez Marty’ego, naukowiec trzydzieści lat później unika śmierci z rąk terrorystów. Aby odczytać treść wiadomości, Brown musiał posklejać porwany wcześniej list. Co ciekawe, obie wersje różnią się od siebie sposobem zapisu. Kolejne zdania są inaczej rozmieszczone na kartce, a sam podpis Marty’ego przez lata uległ modyfikacji.

Gdzie ten ogień?

Źródło: Movie Mistakes

W słynnej scenie, w której doktor Brown i Marty testują działanie DeLoreana, maszyna pozostawia na jezdni ślady ognia. To właśnie tutaj wdarła się wpadka montażowa – najpierw płomienie gładko przechodzą pod nogami Browna, jednak gdy zmienia się ujęcie, a kamera pokazuje bohaterów od tyłu, ogień okrąża doktora od lewej strony. Nic nie wskazuje na to, by Brown miał zmienić pierwotną pozycję. Przynajmniej u Marty’ego nic się nie zmieniło.

Niezdecydowana linia

Źródło: Movie Mistakes

Kolejna wpadka montażowa ma miejsce bliżej końca filmu, gdy Marty i Brown z 1955 roku wprowadzają w życie plan wysłania chłopaka z powrotem do przyszłości. Zwróćmy uwagę na linię startu namalowaną na ulicy przez doktora. Gdy Marty ma wsiąść do samochodu, jest ona koślawa i wyraźnie zrobiona w pośpiechu (trudno się dziwić). Po chwili bohater wysiada jeszcze na chwilę, a wtedy linia staje się wyraźniejsza i lepiej wykonana. Po kolejnym cięciu znów wygląda jak na samym początku. Magia!

Powrót do przyszłości II (1989)

Co z tą przyszłością?

W filmach o podróżach w czasie szczególnie łatwo o potknięcia fabularne. Nad jednym z nich można zastanowić podczas seansu drugiej części serii. Chodzi o moment, w którym Biff z 2015 roku przenosi się w przeszłość, aby przekazać młodszej wersji siebie sportowy almanach, dzięki któremu można wzbogacić się poprzez obstawianie poprawnych wyników zawodów. Jak wiemy z późniejszej części filmu, sytuacja ta stworzyła alternatywną wersję 1985 roku, do której trafili Marty i doktor. Dlaczego więc stary Biff wraca jak gdyby nigdy nic do oryginalnego, niezmodyfikowanego w żaden sposób roku 2015?

Lustereczko, powiedz przecie

Źródło: Movie Mistakes

Kolejna wpadka również ma związek z Biffem. Zauważmy, że w scenach rozmowy starszej wersji tej postaci z młodszą (ma ona miejsce w aucie), znika przednie lusterko. Co ciekawe, jest ono widoczne w scenach z zewnątrz samochodu, tak więc na pewno się w nim znajduje. Usunięcie go miało zapewne związek z łatwiejszym podziałem ekranu, tak, by w jednym ujęciu mogło znaleźć się dwóch Biffów granych przez jednego Thomasa F. Wilsona.

Noś, noś długie włosy

Źródło: Movie Mistakes

W jednej ze scen sequela Marty po raz kolejny trafia na szkolną potańcówkę, która była punktem kulminacyjnym pierwowzoru. W czasie, gdy Marty z części pierwszej gra na gitarze „Johnny B. Goode”, ten „oryginalny” poszukuje sportowego almanachu i widzi samego siebie. Twórcom nie udało się ukryć, że w scenie wykorzystano ujęcia wprost z części pierwszej – łatwo da się to zauważyć na podstawie wyglądu Marty’ego, który w archiwalnych fragmentach ma krótsze włosy niż w tych dogrywanych na nowo.

Powrót do przyszłości III (1990)

Nagła potrzeba?

Finałowa scena filmu i całej serii. Doktor Brown pojawia się w wehikule czasu stworzonym z lokomotywy, a wraz z nim ukochana Clara i ich dzieci. To właśnie jedno z nich sprawiło, że film znalazł się na tej liście. Wygląda to tak jakby podczas realizacji sceny chłopak wcielający się w rolę Verne’a miał prawdopodobnie pełny pęcherz, na tyle, że wskazywał na swoje krocze, przywołując kogoś spoza kadru (i szczególnie się z tym nie krył). W istocie chłopak naśladował zachowanie reżysera, który gestem pokazywał, by zrobić zbliżenie.

Kamera na Dzikim Zachodzie

Źródło: Movie Mistakes

Twórcom filmowym często przydarzają się wpadki polegające na pozostawieniu w kadrze widocznej osoby z ekipy filmowej lub odbiciu sprzętu na jakiejś powierzchni. Błąd ten przytrafił się również autorom Powrotu do przyszłości 3 – gdy Marty ucieka przed ludźmi Buforda Tannena, dostrzec można odzianego w T-shirt i szorty mężczyznę z kamerą na ramieniu. Niewiele zabrakło, by zdążył wyjść z kadru!

Blisko, daleko

Źródło: Movie Mistakes

Gdy Marty cofa się do przeszłości i trafia na Dziki Zachód, niemal od razu napotyka plemię rdzennych Amerykanów, którzy na niego nacierają. Chłopak w ostatniej chwili wsiada do DeLoreana i ucieka. Przynajmniej w jednym ujęciu wydaje się, że zrobił to rzutem na taśmę, bo gdy następuje cięcie, Amerykanie są już co najmniej kilkanaście metrów dalej.

BONUS: Scenarzysta wyjaśnia dziurę fabularną

W zeszłym miesiącu James Gunn rozpoczął na Twitterze dyskusję dotyczącą dziury fabularnej z części pierwszej – mianowicie, dlaczego w zmienionej przyszłości rodzice Marty’ego McFlya nie pamiętają, że to właśnie on pomógł im się zejść. Sprawę wyjaśnił Bob Gale, scenarzysta i producent serii.

Weźmy pod uwagę, że George i Lorraine znali Marty’ego/Calvina przez sześć dni, kiedy mieli po 17 lat, i nawet nie widzieli go w każdy z tych dni. Lata później mogą pamiętać, że był chłopak, który zeswatał ich na pierwszą randkę (…). Pomyślcie jednak o czasach, gdy sami chodziliście do liceum i o tym jak dobrze pamiętacie dzieciaka który był w szkole nawet na semestr. Albo takiego, z którym raz gdzieś wyszliście. Jeśli nie macie zdjęcia, po 25 latach zostaje wam zapewne niewyraźne wspomnienie.

Nasi czytelnicy zauważyli, że nawet to wyjaśnienie nie jest w pełni satysfakcjonujące gdy weźmiemy pod uwagę jeszcze jeden czynnik – Marty właściwie nie zna rodziny, z którą teraz przyjdzie mu mieszkać. Różnią się osobowością, doświadczeniami, a nawet wspomnieniami. Macie pomysł na to, jak wyjaśnić tę rozbieżność?

Ostatnio dodane