Sztuczne światy

Sztuczne światy (z Cannes!) – SŁYNNY NAJAZD NIEDŹWIEDZI NA SYCYLIĘ

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Pierwsze kilkanaście minut Słynnego najazdu niedźwiedzi na Sycylię może nie przekonywać animacją opartą na bryłach i brakiem szerokiej palety barw. Śnieg jest biały, drzewa zielone, a rzeka niebieska. Brak w tym półcieni i delikatności. To kolory wyciągnięte z paska Painta. Z czasem jednak musimy się z tą estetyczną konwencją pogodzić i ją zaakceptować. Nie wydaje się ona bowiem efektem budżetowych niedostatków, ale świadomym wyborem. Wszystkie postaci i elementy otoczenia – niedźwiedzie, ludzie, góry i lasy – wykreowane są na zasadzie uproszczeń. Odwołują się do pierwszych skojarzeń i archetypicznych wizerunków, ulokowanych gdzieś głęboko w wyobraźni każdego widza. Żołnierze przypominają więc drewniane zabawki ubrane w stroje napoleońskiej armii, a niedźwiedzie to spersonifikowane pluszaki.

Naiwna przypowiastka ewoluuje w dramatyczną epopeję.

W otwarciu Słynnego najazdu niedźwiedzi na Sycylię przemierzamy ośnieżoną górską przełęcz z pewnym trubadurem i jego kilkuletnią towarzyszką. Chroniąc się przed chłodem i nocą, dwójka podróżnych zatrzymuje się w pobliskiej jaskini. Tam spotykają ogromnego niedźwiedzia. Przestraszeni, zaczynają opowiadać mu jedną z opowieści ze swojego repertuaru. Jej głównym bohaterem jest Leonce, lider i przywódca stada niedźwiedzi mieszkających na dzikich sycylijskich terytoriach. Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że zwierzęta prowadzą sielankowe życie, dni spędzają na wygrzewaniu się na słońcu i zapełnianiu brzuchów pysznymi rybami. Idylla nie może jednak trwać wiecznie. Przewrotem będzie moment, gdy Toni – syn Leonce’a – zostanie porwany. Nie wiadomo przez kogo, gdzie i po co. Poszukiwawcza akcja, próba odbicia syna i pokonanie antagonisty – Wielkiego Księcia – stanowić będą jedynie rozbudowany prolog Słynnego najazdu niedźwiedzi na Sycylię.

słynny najazd niedźwiedzi na sycylię

Pierwsza połowa filmu punkt po punkcie realizuje fabularny szkielet dziecięcej baśni. Wprowadza podlegający jednoznacznej ocenie problem i proponuje oczywiste jego rozwiązanie. To nic więcej, jak szablon i rozstawianie pionków. To radosna i przygodowa część filmu, której narratorzy – kochający happy endy podróżnicy – nadają lekki, awanturniczy charakter. Gdy jednak skończą swoją opowieść, głos zabierze siedzący z nimi w jaskini niedźwiedź. Jego historia, rozpoczęta wzbudzającą ogromną ciekawość zapowiedzią – „To nie był koniec perypetii króla Leonce’a i jego syna. Ich losy potoczyły się dalej” – będzie rekonstruującą gatunek kontrą. Wypełnioną frapującym sceptycyzmem i psychologiczną, dojrzałą złożonością. Perspektywą rzucającą cień na wszystkich poznanych bohaterów i uzupełniającą opowieść w zaskakujący kontekst.

Słynny najazd niedźwiedzi na Sycylię to dwie baśnie, dwie optyki, dwa światy, dwa rodzaje bohaterów, dwóch przywódców i dwa zakończenia. Narracyjna siła włoskiej animacji wynika z kumulacji kontrastowych duetów, zestawień i porównań. To świat oparty na dychotomiach i przeciwieństwach. Pierwsza połowa filmu jasno rozkłada racje między niedźwiedzie i ludzi. Wiadomo, po której stronie są ofiary, a po której znajdują się kaci. Później na ten konflikt nałożony jest nowy filtr. Zniuansowane zostają postawy bohaterów i ich prawdziwe motywacje. Do podziałów dochodzi wewnątrz niedźwiedziej społeczności. Jedynym atrybutem człowieka przestaje być karabin. To najbardziej jaskrawe przykłady. Pomiędzy tymi ekstremami znajdziemy niejedno pośrednie stanowisko. Naiwna przypowiastka ewoluuje w dramatyczną epopeję. Oczywiście ogromne znaczenie ma również, z czyjej perspektywy – ludzkiej czy niedźwiedziej – śledzimy całą historię.

Słynny najazd niedźwiedzi na Sycylię jest animacją wymagającą odrobiny cierpliwości, ale oczekiwanie jest finalnie wynagrodzone ze sporą nawiązką. Twórcy świadomie i z premedytacją usypiają naszą uwagę. Z dużym wyczuciem i taktem poruszają się wśród fabularnych szablonów. To jednak wszystko zabiegi konieczne do osiągnięcia finalnego efektu. Autorom zależy, by jedne fabularne mechanizmy obnażyć, a w innych wskazać tkwiącą w nich głębię i wielość znaczeń. Włoska animacja jest również hołdem dla sztuki opowiadania, dla umiejętności rozkładania dramaturgicznych akcentów. Jeśli szukacie w kinie narracyjnej finezji, to trafiliście pod właściwy adres.

  • TAGI:

Ostatnio dodane