Seriale TV

WATAHA – sezon 3. Emocjonujący finał serii

Wataha jest jak papieros. To przyjemna, spójna, dobrze zbita historia owinięta papierowymi postaciami.

Autor: Przemysław Mudlaff
opublikowano

Na wstępie przyznam uczciwie, że nie należę do osób, które są z Watahą od samego jej początku, czyli od 2014 roku. Pierwszy i drugi sezon serialu obejrzałem bowiem w okolicach wakacji 2019 roku i w rezultacie nie musiałem zbyt długo czekać na zwieńczenie przedstawianej przez lata historii. Tak! Trzeci sezon Watahy zdaje się ostatecznie zamykać wątki znane z wcześniejszych odsłon i dostarczać nam wyczerpujących oraz – co ważniejsze – zadowalających odpowiedzi na dawno postawione pytania. Jedną z największych zalet polskiego serialu HBO jest więc jego fabuła. Autorzy scenariusza Watahy nigdy nie obawiali się trudnych i niewygodnych tematów. Trzeci sezon produkcji to potwierdza i w przedstawioną tu historię łatwo się wciągnąć.

O czym opowiada kolejna odsłona przygód Rebrowa (Leszek Lichota), innych strażników granicznych z Bieszczad i prokurator Igi Dobosz (Aleksandra Popławska)? Motywem przewodnim sezonu stał się handel ludźmi. Serial rozpoczyna historia czeczeńskiego rodzeństwa, które po wjeździe do Polski zostaje niespodziewanie rozdzielone. Siostra w rezultacie późniejszych wydarzeń trafi do ośrodka dla uchodźców, brat natomiast do przemytników sprzedających ludzi wyzyskiwaczom. Jednym z przedsiębiorców pozyskujących w ten nieludzki sposób pracowników jest Gauza, którego wraz z rodziną zamordowano w jego domu. Pozornie niemające z sobą nic wspólnego sprawy wkrótce się zazębią, a winą za wszelkie niesprawiedliwości spotykające zwykłych ludzi niedaleko tak zwanego paska zostanie obarczona Tatiana Barkova (dobrze dobrana do roli Evgeniya Akhremenko). Na bazie wyżej opisanych wątków otwierających trzeci sezon Watahy twórcy serialu dopowiadają znane z poprzednich odsłon historie dotyczące najważniejszego dochodzenia produkcji, czyli sprawy wybuchu chaty strażników granicznych, a także na przykład Alsu i jej trudnego życia w Polsce oraz wiele innych. Tym samym dotychczasowy drugi plan ogromnie zyskuje na znaczeniu.

Liczba tematów poruszanych w najprawdopodobniej ostatniej części Watahy robi wrażenie, zwłaszcza że każdy z nich jest interesujący, a w większości przypadków również realistyczny i spójny. Wiążę się z tym jednak pewien problem. Nagromadzenie wątków, sprzyjające rozwojowi fabuły i służące zawrotnemu tempu akcji, ograniczyło pracę autorów scenariusza nad bohaterami produkcji. W rezultacie decyzje podejmowane przez postaci nie wzbudzają większych emocji i doprawdy trudno się z nimi identyfikować w takim stopniu jak w poprzednich odsłonach produkcji. Dzieje się tak pomimo wciąż wysokiego poziomu aktorstwa. Nawet rewelacyjny Leszek Lichota nie jest w stanie tchnąć życia w papierowego Rebrowa. Jedynym wyjątkiem i jednocześnie największym wygranym trzeciego sezonu Watahy wydaje się Piotr Żurawski, którego Sylwester Wiśniak jest niejednoznaczny, tajemniczy, wzbudza żal oraz współczucie. Poza zajmującymi postaciami w ostatniej odsłonie omawianej produkcji HBO brakuje mi także frapujących i doskonale wpisujących się w bieszczadzki krajobraz elementów mistycznych, znanych z poprzednich sezonów. Zdaje się, że symboliczny wilk Rebrowa pojawia się tu chyba tylko dwa razy, co może oznaczać, iż główny bohater zaczął twardo stąpać po błotnistej i śliskiej ziemi albo po prostu o nim zapomniano na rzecz rozpędzonej fabuły. Ostatnim mankamentem serii są często niesłyszalne dialogi, a więc doskonale znany problem polskich produkcji. Ogromna to szkoda, ponieważ rozmowy bohaterów zostały świetnie rozpisane.

Dzięki trzeciemu sezonowi Wataha wciąż zasługuje na miano jednego z najlepszych polskich seriali, jakie kiedykolwiek powstały.

Dość jednak o wadach, bo dzięki trzeciemu sezonowi Wataha wciąż zasługuje na miano jednego z najlepszych polskich seriali, jakie kiedykolwiek powstały. Mimo osierocenia bohaterów na rzecz rozwijania i rozwikłania arcyciekawej sprawy produkcję wyreżyserowaną przez Olgę Chajdas i Kasię Adamik po prostu świetnie się ogląda. Skoro już wspomniałem o artystkach, to warto zaznaczyć, że panie mądrze podzieliły się reżyserią epizodów. Za pierwsze trzy odpowiada Chajdas, która sprawnie wprowadza odbiorców w treść sezonu. Z kolei Adamik zajmująca się ostatnimi odcinkami Watahy potrafi wcisnąć widza w fotel emocjonującym finałem.

Niezmiennym atutem Watahy jest jej wygląd i brzmienie. Chłodne, nastrojowe zdjęcia Tomasza Augustynka stanowią osiągnięcie na skalę światową. To nie tylko rezultat wyjątkowej pracy kamery i świetnego oświetlenia, ale przede wszystkim doskonałego współgrania zdjęć z fabułą serialu. To samo należy powiedzieć o ścieżce dźwiękowej, której autorem jest Łukasz Targosz i bieszczadzki zespół folkowy Tołhaje.

Na zakończenie jedno dziwne spostrzeżenie. Zastanawialiście się może, ile papierosów wypalili aktorzy podczas realizacji Watahy? Niezliczone sceny z puszczaniem dymka doprowadziły mnie do stwierdzenia, że omawiany polski serial HBO jest właśnie jak papieros. Pozostawiając wszelkie szkodliwe następstwa palenia na boku, porównanie to jest zasadne, ponieważ trzeci sezon Watahy – podobnie jak wspomniany wyrób tytoniowy – to przyjemna, spójna, mocna i dobrze zbita historia owinięta papierowymi postaciami.

Ostatnio dodane