Seriale TV

SZUKAJĄC ALASKI. Wzruszająca TEEN DRAMA w najlepszym wydaniu

Autor: Marcin Kempisty
opublikowano

Teen drama jest niewdzięcznym gatunkiem do recenzowania, zwłaszcza dla kogoś, kto okres licealnych porywów serca ma już dawno za sobą. Niby to nie powinno mieć żadnego znaczenia, kto (w kontekście płci) i w jakim wieku zajmuje się daną produkcją, ale nie ma co ukrywać – historie tworzone przede wszystkim dla nastoletniej widowni mają swój niepowtarzalny charakter, często pozbawiony logiki, sensu i odrobiny dobrego smaku. Na szczęście serialowi Szukając Alaski daleko do tandety.

Wszystko zaczęło się w marcu 2005 roku, gdy na amerykańskim rynku pojawiła się debiutancka powieść Johna Greena o tym samym tytule. Szukając Alaski z miejsca stało się szeroko omawianą książką, sprzedawaną na całym świecie w setkach tysięcy egzemplarzy. Dla jednych to pozycja kultowa i formacyjna, zaś dla drugich wielce kontrowersyjna ze względu na sposób, w jaki podejmuje wątki związane z dojrzewaniem oraz seksem. 

Wielu fanów obawiało się, że nie da się skutecznie przełożyć książki na mały ekran, ale ich wątpliwości na pewno rozwiały się wraz z rozpoczęciem oglądania serialu. Ośmioodcinkowa produkcja, zrealizowana dla platformy Hulu, to zwycięstwo umiejętnego łączenia formy z treścią. Daleko jej do rozkrzyczanej Euforii, nie ma również zapędów dydaktycznych niczym wiele netfliksowych propozycji. To prosta fabularnie opowieść o czwórce bohaterów poznających się w szkole z internatem ulokowanej w środku lasu, w której młodzi zaznają pierwszych przyjemności cielesnych, a także zderzają się z tragicznym wymiarem egzystencji.

Szukając Alaski
Twórca serialu Josh Schwartz umiejętnie dawkuje emocje. Nie uderza od razu w najwyższe tony, mimo że aż się o to prosi, choćby wtedy, gdy Miles (Charlie Plummer) opowiada o swojej pasji polegającej na poznawaniu słów wypowiadanych przez ważne osobistości tuż przed ich śmiercią. Scenarzyści nie dodają gazu do dechy również wtedy, gdy Alaska (Kristine Froseth) zaczyna mieć wątpliwości natury emocjonalnej i nie wie, z którym chłopakiem chce się związać na poważnie. Również wojenki toczone przez „Pułkownika” (Denny Love) ze szkolnymi bad boyami więcej mają wspólnego z komedią aniżeli porachunkami na tle rasistowskim i klasowym.

Szukając Alaski łączy spore podobieństwo z serialem Tacy jesteśmy od stacji NBC. Punktem wspólnym jest grający w tych produkcjach Ron Cephas Jones, wcielający się w teen dramie w nauczyciela religii, na którego lekcjach dużo mówi się o życiu oraz śmierci. Przede wszystkim oba tytuły łączy podobne podejście do człowieka, wyrozumiałość dla jego przewinień i chęć poznania go z każdej, również tej lepszej strony. W propozycji Hulu nie ma ustawicznego świdrowania ciemnej strony ludzkości, mimo że oczywiście protagonistów nie omijają kłopoty. Nie chodzi o wieczne utyskiwanie na beznadziejność tego świata. Może i nie ma sprawiedliwości, a ludzie bywają podli, ale zawsze znajdzie się ktoś, z kim będzie można szczerze porozmawiać, pożartować albo chociaż zapalić papierosa pod drewnianym mostem w trakcie przypatrywania się zachodzącemu słońcu.

Siła serialu tkwi właśnie w eksploracji pozytywnych stron ludzkiego jestestwa, w bezustannym poszukiwaniu sensu życia, choćby człowiek spadł na samo dno i wołał z głębokości.

Siła serialu tkwi właśnie w eksploracji pozytywnych stron ludzkiego jestestwa, w bezustannym poszukiwaniu sensu życia, choćby człowiek spadł na samo dno i wołał z głębokości. Bohaterowie psocą na potęgę, potykają się o własne nogi, czasami siebie ranią (również świadomie), ale jednocześnie odkrywają, z jakim unikalnym doświadczeniem mają właśnie do czynienia. Nie ma dla nich tabu także w sprawach seksualnych, toteż niektóre ze stawianych pytań i podejmowanych wątpliwości mogą być niezwykle cenne dla młodszej części widowni, tak samo zainteresowanej i równocześnie przerażonej tą częścią życia. Szukając Alaski to gloryfikacja egzystencji w pełnej postaci, zachęta do samodoskonalenia, do życia do utraty tchu, do poszukiwania miłości i przyjaciół, z którymi można byłoby dzielić swój los. Może tak znakomity efekt nie zostałby osiągnięty przez twórców, gdyby nie to, jak bardzo obecnie brakuje cieplejszego spojrzenia na człowieka i jego wady.

Szukając Alaski
Sukces produkcji tkwi także w detalach. Znakomity casting sprawia, że od razu można uwierzyć obserwowanym bohaterom. Wcielający się w nich aktorzy nadal są jeszcze niewinni, zagubieni, rozochoceni hormonalną gorączką, skorzy do skakania na główkę do życiowego basenu. Brawa należą się przede wszystkim wspomnianej Kristine Froseth, której tytułowa Alaska jest niesamowicie enigmatyczną, niejednoznaczną postacią. Szukając Alaski to także triumf przecudnej, ujmującej formy nieprzysłaniającej treści serialu. Wszystko zostało nakręcone w subtelny, sundance’owy sposób, z wykorzystaniem pastelowych barw oraz melancholijnej muzyki. 

Nawet najbardziej skamieniałe serca mogą drgnąć w trakcie oglądania kolejnych odcinków. Propozycja Hulu niesie w sobie oczyszczającą moc, a przy okazji stanowi bilet wstępu do dawno zapomnianych porywów młodzieńczego serca. Skutecznie uderza w czułe struny, przywracając nadzieję na odzyskanie niewinności powoli traconej w wyniku głębszego poznawania świata. Warto w niektórych przypadkach wziąć przykład z bohaterów, nie bać się zadawać trudnych pytań, a przede wszystkim udać się na wędrówkę po Wielkie Być Może, dając sobie szansę na odnalezienie intensywnego, jedynego w swoim rodzaju doznania rzeczywistości. 

Ostatnio dodane