Connect with us

Publicystyka filmowa

WIECZNIE MŁODZI. Aktorzy, których czas się nie ima

WIECZNIE MŁODZI to fascynująca podróż po Hollywood, gdzie wiek nie ma znaczenia, a aktorzy wciąż zachwycają młodzieńczym blaskiem.

Published

on

WIECZNIE MŁODZI. Aktorzy, których czas się nie ima

Ponoć ludzie coraz dłużej żyją, pozostając sprawniejsi fizycznie, atrakcyjni. Zwłaszcza ci bogaci, których stać na odpowiednie narzędzia, dzięki którym oszukują matkę naturę. Jednak nawet w Hollywood – abstrahując już od ton makijażu, wizualnych sztuczek operatorów, fotoszopy gazetowej oraz botoksów, skalpeli i innych lekarskich „ulepszaczy” – znajdziemy przypadki gwiazd, którym jakimś cudem postępujący wiek nie szkodzi. Poniżej kilka przykładów znanych, zaskakująco dobrze zakonserwowanych aktorów, którzy nadal mogą uchodzić za młode konie w branży. Zestawienie sponsoruje utwór Always Forever Now Briana Eno i grupy U2.

Advertisement

Halle Berry

Panna Jagódka być może nie wygląda już tak samo, jak kiedyś w Ostatnim skaucie. Ale jednak trudno uwierzyć w to, że pochodząca z Cleveland czarnoskóra piękność skończyła w tym roku już 51 wiosen. Nic zatem dziwnego, że wciąż chętnie obsadzana jest w rolach bohaterek zdecydowanie młodszych od siebie. Najwyraźniej Halle skradła trochę mocy Kobiety-Kota, obcowanie z którą to postacią ewidentnie służy hollywoodzkim gwiazdom – co potwierdziły także wielkie poprzedniczki Berry w tej roli, a co za dwadzieścia lat zamierzamy sprawdzić również na przykładzie Anne Hathaway.

Julia Roberts

LIBERATOR. Wystawne zwieńczenie tłustych lat Stevena Seagala

Legendarna Pretty Woman słynie w branży przede wszystkim ze swojego szerokiego uśmiechu, chociaż także cała reszta jej emploi wydaje się wiecznie żywa u progu piątej dekady, jaka wkrótce upłynie od narodzin Julii (i dokładnie trzeciej od jej debiutu na dużym ekranie).

Advertisement

Podobnie jak w przypadku poprzedniczki, Roberts z jednej strony najlepsze lata ma już teoretycznie za sobą, ale w praktyce dalej poraża dziewczęcym urokiem i, jak by nie dodawać, daleko jej do bycia babcią lub tak zwanym miejskim kuguarem, w którego wcieliła się nie tak dawno w Dniu Matki.

Keanu Reeves

Internet już dawno obiegły różnorakie dowody na długowieczność i wampirze konotacje Keanu, co poniekąd wyjaśnia jego niesłabnącą kondycję oraz nienaturalnie świeże rysy twarzy w wieku lat już 53. Co prawda tu i ówdzie da się zauważyć z wolna dopadającą Neo siwiznę, ale to przecież wciąż niemal ten sam poczciwy Ted Logan, prawda? Excellent!

Advertisement

Lucy Liu

Azjatycka księżniczka i jeden z Aniołków Charliego (zresztą nie tylko jego) jest najmłodsza ze stawki, ale już za niespełna dwa lata dołączy do klubu pięknych pięćdziesięcioletnich. Tymczasem jej chińskie geny i trening kali eskrima silat zrobiły swoje i Lucy wygląda równie olśniewająco, co trzy dekady temu. W końcu – jak to mówią – małe jest piękne.

Marisa Tomei

Obecna ciocia May z pajęczych przygód Petera Parkera jest zaskakująco atrakcyjna jak na swój piękny wiek 52 lat. Co ciekawe, w tym przypadku to właśnie cudne oblicze boskiej Marisy zdradza pierwsze objawy postępującej starości – delikatne kurze łapki czy pojedyncze zmarszczki tu i ówdzie są przy tym niezbitym dowodem na pełen naturalizm aktorki. Natomiast cała reszta, nadal ochoczo eksponowana przez nią w niektórych filmach, została już chyba żywcem skradziona jakiejś dwudziestopięciolatce. Albo też panna Tomei to prawdziwa czarownica… Jak by nie było, tak trzymać!

Advertisement

Chewbacca

Chodzący dywan ma na swoim liczniku latek – bagatela! – 234 [to nie lata, to przebyte mile – przyp. Harrison Ford]. I wciąż jest jak nowy. No, może tylko sierści nieco ubyło z czasem…

Salma Hayek

Boska Meksykanka we wrześniu skończyła 51 lat. I jest to chyba najlepszy przekręt w historii kina albo babol urzędniczy, którego nikt nie odważył się poprawić, gdyż Salma pozostaje chodzącym ideałem, jakby zaklętym w czasie (co oczywiście niezmiernie nam się podoba). Czy warto to roztrząsać dłużej? Absolutnie nie. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że przez kolejne 51 lat panna Hayek także się nie zmieni. Bo i po co?

Advertisement

Samuel L. Jackson

W wieku lat 68 (!!!) Sam zostawia daleko w tyle swoich ludzkich kolegów. Co prawda fontanny młodości nie odkrył i łatwo jest wypatrzeć różnice między jego dawnymi rolami a tymi obecnymi. Lecz nie ulega wątpliwości, że jego ogólny wizerunek od dekad pozostaje niezmienny i nieustannie badassowy. W końcu czy ktoś go jeszcze pamięta bez „wkurzonej” łysiny (peruki się nie liczą)?

Sandra Bullock

53-letnia już Sandra (!!!) „posunęła się” w ostatniej dekadzie jedynie w taki sposób, że wydaje się nieznacznie poważniejsza lub też – co bardziej adekwatne do tematu – dojrzalsza w ogólnym obyciu. Poza tym jednak u Sandry tak jak u Smudy – bez zmian. To nadal sympatyczna dziewczyna z sąsiedztwa, z tym samym błyskiem w oku, a nawet i z pewną dozą naiwności, młodzieńczego roztrzepania. No i w sumie dobrze, w końcu taką właśnie Sandrę lubimy.

Advertisement

Tom Cruise

Wieczny chłopiec ma już – uwaga, uwaga! – 55 lat. I bynajmniej nie rezygnuje z młodzieńczych wybryków na filmowych planach, dalej czaruje zawadiackim uśmiechem, jedynie trochę bardziej „pobrużdżonym” niż dawniej (acz tak samo beztroskim). Najwyraźniej scjentologiczne triki Tomkowi się opłaciły, wciąż pozwalając mu na wiarygodne dokonywanie niemożliwego. Albo też Vanilla Sky nie kłamało i Cruise faktycznie zaczyna swój dzień od eliminowania wszelkich oznak starości w zarodku. Cokolwiek by to nie było, póki co działa bezbłędnie.

Will Smith

Big Willa dzieli już tylko jeden rok od pójścia w ślady kolegów i osiągnięcia pięciu dyszek. A mimo to wydaje się, że dosłownie chwilę temu zszedł z planu pierwszych Bad Boysów. Jego starszy o trzy lata filmowy partner już tak fajnie nie ma, co zapewne stanie się podstawą paru żartów w nadchodzących kontynuacjach, ekhm, starego hitu. Na dobrą sprawę wiek Smitha zdradzają jedynie oczy oraz ciut bardziej dystyngowane rysy twarzy. No i dorastające potomstwo.

Advertisement

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *